Hmmm, mój składak jest w dość ciężkim stanie, wymaga przeszczepu karty graficznej i transfuzji taśmy do dysku. Obudowa jest w w stanie niczym Modena roztrzaskana przez Zientarskiego. System jest czysty, jednak ten stan zmienia się w przeciągu miesiąca, gdy cały dysk zostaje zapchany jakimś dziadostwem, tylko po to aby je potem skasować.
Jest wykorzystywany 20h na dobę, ale często robi nadgodziny. Żąda zapłaty ale ja niczym TESCO, grożę mu zwolnieniem, wyrzuceniem na bruk a lecą w jego stronę nawet groźby karalne... Na chwilę jest spokój.
Nie umiem dbać o rzeczy, i mam je gdzieś, do czasu aż się nie popsują, wtedy mówię do nich, proszę, błagam aby zadziałały. Podejmuję się heroicznej reanimacji. Kiedy już wiem że konieczna będzie wizyta specjalisty, zamykam sie w sobie, płaczę rozpijam się, myślę o samobójstwie. Tłumaczę sobie że rzecz też żyje, że będę ją traktował jak człowieka. Ale tuż po udanej operacji, nie funduję rzeczy rehabilitacji, znów mam ją gdzieś, wiem że ona czuje się samotna ale ja znów gubię sumienie.
Kopię w niego gdy się zwiesi, klnę gdy przytnie, zalewam go kawą, piwem, kiedy płacze ze jest zakurzony z ledwością poświęcam 2 dmuchy, ale kurz rozprzestrzenia się jeszcze bardziej, powoduje to u niego drgawki, spięcia i Bóg wie co jeszcze.
Zmienię się, obiecuję.
Przecież wiesz że jestem dobrym człowiekiem. Wszystko co piszę, przecież ty widzisz, musisz mi uwierzyć!!!
Z dedykacją dla "komputera" Santoz.