OK, więc kontynuuję swój monolog. Wczoraj sięgnąłem po film Conan Barbarzyńca, głównie po to, żeby przetestować nowe głośniki w scenach walki Produkcja znośna, dialogi ograniczone do minimum, dużo walki i prosta historia na krwawym tle. Czyli wszystko to, czego oczekiwałem po tym tytule. Miejscami niestety zabrakło logiki w scenariuszu, ale da się to przełknąć. Do piwka można obejrzeć.
Dzisiaj z kolei sięgnąłem po naszą rodzimą produkcję: Czarny Czwartek. Nuuuda! Gdyby nie sama tragiczna historia, którą napisało życie, film przeszedłby bez echa. Film strasznie poszarpany, wątki kierują się w różne strony, a czasami w ogóle urywają, część z nich nie jest należycie rozwinięta, inna część wlecze się jak flaki z olejem. Oglądając ten film zastanawiałem się jakie byłyby odczucia cudzoziemca, który nie zna historii grudnia '70 - niestety, wiele z tego filmu by nie zrozumiał. A szkoda, bo po trailerach zapowiadało się ciekawe kino.