Ostatnio udało mi się wymusić na ISP naprawę łącza, więc wracamy do codziennych seansów
War Horse - film sławny jeszcze przed premierą, na mnie nie wywarł jednak jakiegoś niesamowitego wrażenia. Po prostu kolejna historia o przyjaźni, miłości i wojnie opowiedziana w trochę inny sposób. Przyznaję, że film zawierał kilka niesamowitych scen, które przy lepszym filmie stałyby się kultowymi (genialna od strony reżyserskiej egzekucja czy przecinanie drutu kolczastego). Nie można się też do niczego w tym filmie przyczepić (no może do paru zbyt inteligentnych zachowań konia). Jednak po takiej promocji spodziewałem się arcydzieła, a wyszło Hollywood.
Tower Heist - wiele już razy pisałem, że nie lubię komedii, szczególnie tego typu, w którym grają główni bohaterowie filmu. Ale ten film był w miarę znośny, prawdopodobnie dlatego, że postacie nie były sztucznie przejaskrawione, jak to często bywa. Jeśli się spojrzy na niego z przymrużeniem oka, to można miło spędzić dwie godziny
Dziewczyna z tatuażem - kolejny wielki tytuł, który wypadł lepiej od poprzednika. Bardzo dobrze zrealizowana opowieść z wyśmienitą grą aktorską i oryginalną fabułą. Jedyne, do czego mogę się doczepić, to niezbyt klarownie przedstawienie postaci drugorzędnych, przez co pod koniec filmu - gdy wszystkie twisty mają zostać rozwiązane - nie wiem tak naprawdę o kim mowa. Ale to może tylko mój ograniczony umysł...
The Grey - na tym filmie z kolei mocno się zawiodłem. Niezbyt wciągająca fabuła połączona z irracjonalnym zachowaniem fauny (która wręcz bawiła) pozostawiły nieprzyjemne wrażenie. Końcówka filmu również wymuszona i niepotrzebna, zrobiona tylko po to, żeby nie było konwencjonalnie. A właśnie na tym konwencjonalnym myśleniu film poległ.