Obejrzałem wczoraj The Town - reżyserską próbę Bena Afflecka. I mam mieszane uczucia. Tak jak zaczyna się świetnie, tak po kilkudziesięciu minutach traci tempo i ciężko wysiedzieć te pełne dwie godziny. Dobry film sensacyjny zamienia się w jakiś dziwny melodramat, gdzie walczą ze sobą patetyczne wartości miłości, braterstwa, zdrady i zemsty. Na szczęście końcówka wybudza trochę z półsnu, a przewidywalny happy ending okazuje się być wcale nie taki przewidywalny
Oglądajcie więc tylko wtedy, gdy już na prawdę nie macie alternatywy i nie szkoda Wam dwóch godzin na wątpliwą rozrywkę, o której nie będziecie za tydzień pamiętać.