Ender's Game - Film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ciekawe zagadnienie, dobra gra aktorska, dopracowane efekty specjalne i szybkie przenoszenie akcji na kolejne poziomy stworzyły całkiem niezłe widowisko.
Thor 2 - Nadal nie mogę się przekonać do serii Thora. Jak dla mnie jest to produkcja dla dużo niższej kategorii wiekowej. Odpycha mnie niesamowita cukierkowatość głównych postaci, słaba technika walki, w której po bohaterach nie widać żadnego wysiłku (Steven Seagal style!), straszna sterylność i minimalizm Asgardu (milionowe królestwo, a widzimy pięć postaci na krzyż) oraz naiwność niektórych wątków (np. armia Asgardu zwyciężająca mieczami przed wiekami cywilizację władającą laserowymi karabinkami automatycznymi; czy ponaddźwiękowe myśliwce w powietrzu z karczmą oświetlaną jedynie świecami na ziemi). Druga odsłona serii tym bardziej mnie nie porwała.
Homefront - Słabiutko. Po Stathamie spodziewałem się lepszego doboru scenariuszy. Film był sztampowy: mała miejscowość z jednym szeryfem, barem i stacją benzynową, w której wszyscy rzucają się z pazurami na nowego twardziela w mieście. Do tego do bólu przewidywalna fabuła, w której nie było nawet miejsca na jakiekolwiek zwroty akcji czy zaskoczenie widza. Nawet scen walki nie było wiele, Jason nie miał więc możliwości rozwinąć skrzydeł. Nic ciekawego.
Frozen - Bardzo fajna animacja powracająca do klimatów, na których została zbudowana potęga Disneya. Fakt, że takie bajki są produkowane dla dzieci, ale była w niej także odrobina humoru, więc i rodzice nie powinni się na seansie nudzić. Ja nalezę do kategorii dzieci, więc ode mnie plus
Hunger Games 2 - Pierwsza część bardzo mi się spodobała i miałem ogromne oczekiwania w stosunku do kolejnej części sagi. Co otrzymałem? De facto powtórkę z jedynki. Niby huczniejszą, niby bardziej dopracowaną, ale cały czas miałem przeczucie, że to już było. Z tego co wyczytałem, kolejna odsłona serii ma już wejść na nowe tory i ma być pod tym względem dużo lepiej. Jeśli ktoś więc zamierza śledzić dalsze losy bohaterów, to niech obejrzy traktując film jako przerywnik w fabule.
EDIT: Zapomniałem, że przez przypadek wpadł mi w ręce też Shaolin. Film już kilkuletni, więc nie łapie się w rankingu, ale jeśli ktoś nie widział, to gorąco polecam. Uwielbiam chińskie kino kostiumowe, za każdym razem takie filmy mają niesamowity rozmach, a Shaolin dodatkowo wyśmiewa cywilizację zachodnią między wierszami Raziła trochę epizodyczna rola Jackie Chana, bo nie komedii tutaj oczekiwałem, ale można to przełknąć patrząc na całokształt.