No dobra, więc parę słów ode mnie. W ostatnim czasie było dosyć ciężko o dobre produkcje, więc sugerowałem się pozycjami Jurija. Teraz już wiem, że był to błąd
3 days to kill był dla mnie niezwykle irytujący. Obejrzałem go zaledwie trzy dni temu (przypadek?) i niewiele mogę powiedzieć na temat jego fabuły. Oczyma wyobraźni widzę jakieś przebłyski na siłę tworzonych sytuacji komediowych, które rzadko śmieszyły. Nie wiem też czemu zacząłem się za to śmiać podczas jednej ze scen, która z założenia miała być poruszająca. No ale cóż, może nie jestem odbiorcą docelowym tego filmu Dosyć naiwny był także Jack Ryan. I to właśnie on miał więcej nieścisłości fabularnych niż Tokarev. Nic ciekawego. Zaskoczył mnie z kolei ten ostatni. Po filmie z Cagem spodziewałem się raczej gniota (ostatni dobry film, który kojarzę, to Zły Porucznik), a wyszedł mocny przeciętniak. Do kina na to bym nie poszedł, ale wieczorkiem w domu całkiem fajnie się go oglądało. Nie zgodzę się jednak ze wszystkimi zarzutami Jurija:
Ale żeby nie było negatywnie, plusa dam Lego Movie. Po pierwszych kilku minutach miałem zamiar wyłączyć film przez animacje rodem z Kapitana Bomby, ale w tym momencie usłyszałem pierwsze dialogi - i postanowiłem dać mu szansę. Nie była to bowiem bajka dla dzieci, a raczej parodia filmów fantasy. Całkiem przyzwoicie im to wyszło, ale trzeba polubić ten klimat, bo inaczej film będzie jedynie irytował. Mnie się podobał