Skocz do zawartości

Hosting dHosting.pl - 10% rabat!

  • wpisów
    106
  • komentarzy
    103
  • wyświetleń
    122195

O blogu

Blog nie jest finansowany z funduszy Unii Europejskiej

Wpisy na tym blogu

 

GRAND THEFT OFE

Kilka miesięcy temu odbyła się szumna premiera premiera Tuska i jego ministrów w branży rozrywkowej. A konkretnie mowa o kultowej już produkcji Grand Theft Radar - gry, która we wschodnich landach Unii Europejskiej pobiła wszelkie rekordy popularności. Szacuje się, że każdego dnia grało w nią ponad 36 000 000 ludzi i to tylko w jednym kraju, gdzie przeprowadzono badania statystyczne! Tym z Was którzy jej nie kojarzą przypomnę, że w grze każdy mógł się wcielić w postać Johna Kovalskiego - posiadacza pojazdu mechanicznego, który podróżując po krainie zwanej Polandią musiał się zmierzyć z całą masą przeszkód i pułapek. Nierówne drogi z licznymi urywającymi zawieszenie dziurami, niedokończone autostrady, niezabezpieczone przejazdy kolejowe z pijanymi dróżnikami to tylko część przeszkód. Prawdziwym wyzwaniem był jednak mafijny boss Jan Vincent, który na obszarze całej Polandii porozstawiał limity prędkości dla deskorolek, a za tymiż limitami rozmaite pułapki - swoich ludzi z tzw. lizakami, suszarkami lub tytułowe fotoradary, które bezdusznie robiły zdjęcia wszystkim przekraczającym dozwoloną prędkość o chociażby kilometr na godzinę. Zadaniem gracza było nie uszkodzić samochodu uważając na dziury i inne przeszkody, innych często pijanych użytkowników ruchu a przede wszystkim patrole Jana Vincenta egzekwujące setki absurdalnych przepisów i dybiące na każdy nasz błąd. Zadaniem armii Jana Vincenta było uzupełnienie 1 500 000 000 baksów w mafijnej kasie, a w gestii gracza było do tego nie dopuścić i nie dać sobie strzelić niechcianej fotografii. Tym razem Rostowski Studio przygotowało dla nas coś specjalnego. Nie będzie to jednak kolejne mrugnięcie okiem w stronę serii Need For Speed, aczkolwiek będzie to brutalna walka z czasem - brutalna, albowiem chodzi o krwawicę wielu milionów ludzi. Okazało się, że akcja Grand Theft Radar nie przyniosła spodziewanych zysków, a w mafijnej kasie brakuje już 24 000 000 000 baksów (tak tak, 24 miliardów zielonych). Pora zatem wymyślić przekręt na znacznie większą skalę, generujący niebotycznie większe zyski. Czas na GRAND THEFT OFE W nowej grze mamy do dyspozycji aż trzech graczy: znanego z poprzedniej części Johna Kovalskiego, Petera Novacka oraz - co jest nowością w tej serii - kobietę po 40-ce, Barbarę Malinowską. Możemy przejść całą rozgrywkę jednym graczem lub przełączać się pomiędzy postaciami. Grafika w nowym tytule będzie niezwykle realistyczna, twórcy postarali się o odwzorowanie każdego detalu. Możemy także być pewni, że nie zabraknie też specyficznego humoru. Oprócz realistycznie odwzorowanych obowiązków dnia codziennego, takich jak: gotowania kiełbasy czy rosołu,
robienia zakupów w pobliskiej sieci Stonka,
wyglądania w oknie czy ktoś nie idzie,
oglądania telenoweli w TVM,
wyczekiwania w kolejce do lekarza czy urzędnika,
zbierania puszek i innych surowców wtórnych,
przeszukiwania magazynów z odzieżą używaną,
picia wina pod sklepem,
remontowania gaźnika w 30-letnim samochodzie
I innych pasjonujących zajęć, nie zabraknie też innych podnoszących adrenalinę wyzwań. Wiemy z przecieków, że w Grand Theft OFE będzie bardzo rygorystyczny system służb porządkowych. Przykładowo: przejście w niedozwolonym miejscu lub brak włączonych świateł to stówa mandatu i jedna gwiazdka poszukiwań,
otwarcie piwa w niedozwolonym miejscu lub brak zapiętych pasów to dwie stówy i dwie gwiazdki poszukiwań,
gdy zapomnimy opłacić rachunek dostaniemy trzy gwiazdki i zacznie nas ścigać zespół komorników,
gdy pomylimy się w zeznaniu podatkowym dostaniemy 4 gwiazdki i kontrole z Fiskusa,
gdy nie odwdzięczymy się znajomemu urzędnikowi lub podpadniemy konkurencji to otrzymamy 5 gwiazdek i oddziały CBA będą nas odwiedzać nad ranem,
przy próbie buntu wskoczymy na 6 poziom poszukiwań i staniemy oko w oko z wojskiem.
W grze nie zabraknie również klasycznych Easter Eggów. Udało nam się ustalić, że np. gdy urodzi nam się dziecko i walniemy nim o podłogę, to nie włączy nam się żaden poziom poszukiwań, a dostaniemy luksusowy apartament, sławę i przybędzie nam gotówki. Na koniec najważniejsze - fabuła główna. Gra oprócz codziennej walki o przetrwanie dnia kolejnego oferuje nam bardzo bogaty zestaw ustaw i przepisów, nie pozwalających nam spokojnie zasnąć. Gra rozpoczyna się w momencie, gdy podatki wynoszą ponad 83%, Jan Vincent zostaje przyłapany na kłamstwie gdyż obniżka VAT planowana na rok 2014 nie będzie mieć miejsca wcześniej niż w 2017 (albo i wcale), gracze orientują się że podatki przez nich płacone są o 1000 baksów wyższe niż rok wcześniej, a zbierane przez lata pieniądze w Otwartym Funduszu Emerytalnym mają zostać zagrabione. Zgodnie z prawem Polandii gracz ma prawo odkładać zarobione pieniądze w kasie zwanej OFE lub wyrzucić je do ZUS. Cały dowcip polega na tym, że pieniądze z kasy OFE są nadal własnością gracza i mogą być dziedziczone, natomiast to co wyrzucimy do ZUS - nie. Sąd Polandii wydał wyrok, iż pieniądze z ZUS nie są własnością gracza, nie mogą zostać podjęte, przepisane na potomstwo - generalnie przepadły. Nic więc dziwnego, że większość graczy nie chce wyrzucać swoich oszczędności do bankrutującego ZUS, tylko woli je lokować w innych aktywach lub w OFE. Rzeczywistość nie jest jednak tak kolorowa, bo w kasie Jana Vincenta brakuje 24 miliardów baksów i aby tę dziurę załatać - postanowił przenieść oszczędności graczy z OFE do ZUS. Dzięki takiemu zabiegowi: gracz nie będzie miał żadnego wpływu na swoje pieniądze,
przestanie być ich właścicielem,
straci możliwość do przepisania ich na swoje potomstwo,
zyskuje pewność, że te pieniądze przepadną.
Czy graczowi uda się przeciwstawić armii Jana Vincenta i ocalić swoje oszczędności? Zobaczymy, rozgrywka zapowiada się na bardzo emocjonującą. Miejmy nadzieję, że gracze wykażą się większą inteligencją, niż miało to miejsce niedawno w mini-rozgrywce Grand Theft Poland - Elbląg Stories, gdzie gracze zbulwersowani faktem iż w tak małej mieścinie zrabowano ponad 320 000 000 (trzysta dwadzieścia milionów) - odwołali władze i odbyły się ponowne wybory. Niestety nie wiemy czy to z powodów błędów w grze czy zbyt niskiego IQ graczy - ponownie wybrano tych samych ludzi z partii POPiS (który ukradli uprzednio 320 baniek) i nie zapowiada się, aby w Elbląg City cokolwiek miało się poprawić. Ba, głosowano nawet za takimi, którzy przy deficycie 320 baniek obiecywali darmową komunikację i mieszkania za pół ceny Jak będzie, dowiemy się już po premierze. Jeśli powyższa zapowiedź brzmi dla Was kusząco to z pewnością musicie zagrać w nową unijną produkcję Grand Theft OFE! Ba, z zapewnień producenta Donalda Nottrumpa (ksywa Pinokio) wiemy, że z pewnością w nią zagracie i to już niebawem Ja tymczasem pogram w może mniej emocjonujące Grand Theft Auto IV, ale tam przynajmniej nikt mnie bezczelnie nie okradnie, mogę posiadać broń i grę zapisać w niemal dowolnym momencie... A może jednak zrobię dziś grilla? Jest taka ładna pogoda

Jurij

Jurij

 

Co nas nie zaleje, to nas wzmocni!

Każdego dnia tysiące unijnych urzędników dwoją się i troją, aby się wykazać i nie stracić ciepłej posadki. Aby temu zapobiec, produkują setki kretyńskich dyrektyw, regulujących życie w całej Unii Europejskiej. Dyrektywy pochłaniają miliony stron papieru i kosztują nas, Europejczyków, biliardy Euro gotówki wyciąganej z naszych kieszeni. Unijne dyrektywy są szkodliwe, bo: odbierają ludziom wolność (wolność działania, wolność decydowania, wolność wyboru i tak dalej),
zabijają wolny rynek,
hamują rozwój gospodarek państw należących do UE,
zabijają w ludziach przedsiębiorczość,
prowadzą do kłamstwa (doskonały przykład: dla czyjegoś interesu uznano, że marchewka to owoc, a ślimak to ryba),
rozwijają korupcję,
marnują ludzki czas,
I mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, ale chyba jasne jest dla wszystkich, że więcej z nich szkody, niż pożytku. Jednym z najbardziej kosztownych przykładów szkodliwej działalności Unii Europejskiej jest tak zwana walka z globalnym ociepleniem. Politycy, dziennikarze, przekupieni naukowcy straszą nas każdego dnia, że jeśli nie wydamy potężnych pieniędzy na ograniczanie emisji dwutlenku węgla (CO2), to nastąpi globalne ocieplenie, lodowce się roztopią i nas zaleją. Ta walka z wiatrakami kosztowała nas do tej pory: 900 000 000 000 Euro (słownie: dziewięćset miliardów Euro) a już postanowiono, że w przyszłości zostanie wydane: 960 000 000 000 Euro (słownie: dziewięćset sześćdziesiąt miliardów Euro) Po co? Po to, żeby ukraść 10% tej kwoty, a resztę zmarnować, zatruwając ludziom życie. W jaki sposób ludziom zatruwa się życie? Poprzez: wysokie podatki na walkę z globalnym ociepleniem,
wysokie ceny gazu, paliw, węgla,
wysokie ceny energii,
konieczność instalacji filtrów, spełniania wymogów emisji CO2,
konieczność wypełniania masy papierków, by spełnić chore normy unijne.
No dobrze, ale może jednak warto? Dla naszego dobra? Dla naszej planety? Dla przyszłych pokoleń? Nie. Globalne ocieplenie faktycznie istnieje i następuje co kilkaset lat. Temperatura podnosi się o kilka stopni (skuta lodem Grenlandia nie bez powodu tak się nazywa, bo kiedyś to był Green Land i rosły tam cytrusy... ), a potem następuje globalne oziębienie, którego świadkami jesteśmy dzisiaj. Obalmy zatem kilka mitów, wciskanych nam przez lewaków z Unii Europejskiej. 1. Globalne ocieplenie jest wywołane nadmierną emisją CO2 przez człowieka. Nie jest, a przekonacie się o tym po obejrzeniu tego filmu dokumentalnego: http://youtu.be/FsDRzRribmo Same mrówki produkują więcej CO2 niż człowiek. Poza tym CO2 nie jest szkodliwy, a wręcz przeciwnie! Jest wykorzystywany jako pokarm przez rośliny i bez niego fotosynteza nie mogłaby przebiegać prawidłowo. Więc dzięki dwutlenkowi węgla rozwija się roślinność na ziemi. Mit obalony. 2. Jak się ociepli i lodowce się rozpuszczą, to nas woda zaleje. Nie zaleje, a wynika to z prostego prawa Archimedesa. Kto nie wierzy, może obejrzeć eksperyment: Każdy z Was może przeprowadzić go samemu. I co, wylało się coś? Nie. A skoro w naturze występują także takie zjawiska, jak parowanie czy wsiąkanie wody w glebę - możemy spać spokojnie 3. Globalne ocieplenie postępuje, musimy z nim bardziej walczyć i wydać więcej Euro. Jest wręcz przeciwnie! Udowodnił to Nigel Farage w jednym ze swoich wystąpień: Mam nadzieję, że teraz nie dacie się dłużej robić w balona, a jeśli ktokolwiek będzie chciał Was przekonać do kupna filtra, zmniejszenia emisji CO2, wydania Waszych pieniędzy na walkę z globciem, to włączy Wam się czerwona kontrolka: Wczoraj pisałem Wam o kolejnej unijnej dyrektywie, która utrudni nam życie i pozbawi nas dobrze ssących odkurzaczy. Niedawno mogliśmy usłyszeć, że przez unijne dyrektywy wydano około 1000 000 Euro na poszukiwanie metod szybszego chłodzenia piwa, a dziś okazało się że unijne urzędasy postanowiły uregulować kwestię... spłuczek do toalet! Unijnym biurwom bardzo nie podoba się fakt, że w różnych krajach montowane są różne spłuczki, zużywające różne ilości wody. Ciekaw jestem, ile tym razem miliardów Euro z kieszeni Europejczyków zostanie spuszczonych w kiblu na wprowadzenie w życie tego kolejnego kretynizmu? Jak długo mamy jeszcze tolerować notoryczne ograniczanie naszej wolności i to za nasze ciężko zarobione pieniądze? Jutro pierwszy listopada - Święto Zmarłych. Czas wizyt na grobach bliskich, refleksji, zadumy... Dlatego jeszcze dziś warto zapalić symboliczny wirtualny znicz dla Unii Europejskiej - chorego tworu, który bankrutuje i który musi przestać istnieć. Dla dobra naszego i całej ludzkości. Woda z lodowców nas nie zaleje, ale jeszcze kilka takich kretyńskich dyrektyw, miesięcy odbierania nam wolności po kawałeczku i obawiam się, że może zalać nas krew. Bo fala bankructw i muzułmanów z pewnością. [*] R.I.P. European Union.

Jurij

Jurij

 

Posłuchaj człowiecze co Król rzecze...

Czułe powitania.   W ostatnim wpisie pochwaliłem dzielne akty dezaprobaty dla nękającego nas kaczystowskiego reżimu. Tym razem będzie o chwaleniu się swoimi osiągnięciami i przy okazji gorąco polecam kanał pewnego Krakusa - Krzysztofa Króla, który odniósł sukces i dziś żyje w Azji motywując ludzi do działania. Kilka słów o złych stronach skromności, polecam!         Polecam także pozostałe filmy z tego kanału, warto posłuchać w wolnej chwili i skorzystać z tej wiedzy.   Pozdrawiam,   Jurij

Jurij

Jurij

 

Nowa srebrna Barracuda =)

Ależ ten czas leci, nie ma nawet chwili żeby dodać kolejny wpis. Po rozwiązaniu kwestii monitora przyszła kolej na rozwiązanie ostatniego palącego problemu - uszkodzonego dysku twardego 500 GB, o którym niedawno pisałem. Na rynku jest dostępnych wiele modeli WD Green, Red, Blue, Black czy Barracud od Seagate'a. I są to jedyni liczący się producenci HDD na świecie, bo konkurencja czyli Samsung została wchłonięta przez Seagate'a, a Hitachi przez WD. Początkowo po awarii byłem wściekły na firmę Seagate. Lecz gdy emocje opadły, uświadomiłem sobie, że przecież pierwsza Barracuda 500GB padła z powodu wadliwego zasilacza, a druga - albowiem była produktem odnawianym przez Seagate. A w procesie odnowy dysku twardego poza wymianą elektroniki i resetu danych SMART niewiele jest poczynione. Także mógł mi się trafić prawie nowy dysk twardy, a mógł też taki, który już od kilku lat pracował u kogoś, zepsuł się i został naprawiony. Czy zatem obrażanie się na firmę Seagate miałoby jakikolwiek uzasadniony sens? Absolutnie nie. Początkowo napaliłem się na dysk WD z serii Green. Tani, energooszczędny, ale jak później doczytałem wolny (od 5400 do 7200 obrotów na minutę) i nadaje się jedynie jako magazyn danych. A ja potrzebowałem dysku i pod system i pod dane. Pozostałe dyski od WD również prezentowały się ciekawie, ale były albo drogie, albo głośne albo nie tak wydajne, jakbyśmy tego chcieli. I tutaj przykuła moją uwagę propozycja konkurencji: nowa srebrna Barracuda 7200.14 oznaczona numerem ST1000DM003. Ten dysk posiada wiele atutów, łączących w sobie cechy konkurencji: cena niższa od WD Green (~235 PLN),
wydajność konkurencyjna z najdroższymi dyskami WD (Black i Velocity Raptor),
niski pobór mocy,
cicha praca,
1 talerz 1TB,
wiele pozytywnych opinii w sieci.
Zdecydowałem się na ten model, znalazłem najtańszą ofertę z odbiorem w Krakowie (bezkonkurencyjna okazała się oferta firmy KR System z odbiorem na Karmelickiej) i w Sobotę udałem się odebrać nabytek. Dysk zapakowany jedynie w woreczek foliowy, po odpakowaniu wygląda tak: Dysk jest niesamowicie lekki (400g) i o połowę cieńszy od standardowych dysków HDD, zapewne dzięki temu iż posiada tylko jeden talerz 1TB. Po sprawdzeniu gwarancji na stronie Seagate uzyskałem miłą informację, że dysk ma ponad 2 lata gwarancji producenta, do 15 września 2015 roku. Nie było zatem sensu przepłacać 100zł za dłuższą gwarancję w produktach konkurencji, bo powiedzmy sobie szczerze - w razie awarii danych nikt nam nie zwróci, a i tak będziemy zmuszeni do zakupu nowego dysku. Pamiątkowe zdjęcie (od lewej): Barracuda 7200.7 80GB, Barracuda 7200.11 500GB, Barracuda 7200.14 1000 GB A na tym zdjęciu najlepiej widać atuty dysku z jednym talerzem: Po zamontowaniu wystarczyło zainstalować system, podzielić dysk na partycje i komputer był gotowy do pracy. Naturalnie trzeba było sprawdzić dysk programem diagnostycznym, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku: Nie mogło też zabraknąć drobnych testów: Jak widać na załączonym obrazku, dysk cechuje się bardzo przyzwoitymi osiągami transferu oraz stosunkowo niskim jak na HDD czasem dostępu. Wrażenia z użytkowania są jak najbardziej pozytywne, dane kopiują się niemal natychmiast, dysk jest praktycznie niesłyszalny i niesamowicie szybki. Także jeśli ktoś ma zamiar kupić szybki i niedrogi dysk twardy z zastosowaniem pod system i dane - z czystym sumieniem mogę polecić model Seagate Barracuda 7200.14 ST1000DM003 A jak będzie z jego bezawaryjnością? Zobaczymy za jakieś 15000-20000 godzin Póki co stare dyski twarde pozostaje odłożyć na półkę, a wysłużona Barracuda 7200.7 80GB odeszła na zasłużoną emeryturę w stanie dobrym, po przepracowaniu aż 20 000 godzin: Oby nowa Barracuda wytrzymała co najmniej tyle w równie dobrym stanie

Jurij

Jurij

 

Jesienne porządki

W tym roku pogoda nas wyjątkowo rozpieszcza. Rok temu pod koniec października spadł pierwszy śnieg, który zagościł aż do połowy kwietnia. Tegoroczna październikowa aura niemal do samego końca miesiąca zapewnia nam wyjątkowo wysokie temperatury 20-22 stopni W takie dni warto wyjść na spacer czy wybrać się na ostatnie w tym roku przejażdżki rowerowe. Mnie taka pogoda skłoniła jeszcze do jednej czynności - zrobienia jesiennych porządków. Dobre zajęcie, jeśli chcemy się odstresować, a nawet na zdruzgotane nerwy nieco pomaga Niestety wkrótce robienie porządków nie będzie takie proste, bo od 2014 roku Unia Europejska ograniczy moc odkurzaczy do 1600W, a docelowo do 900W... Być może wraz z lewicowym euro-socjalistycznym "postępem" do łask wrócą stare sprawdzone miotły? Kto widział film Oligarcha ten wie, że i na tym można było zbić niezłą fortunę. A kto woli nowsze technologie i ma trochę kapitału do zainwestowania, to z pewnością zrobi dobry interes kupując lub tworząc fabrykę sprzętu AGD np. na Białorusi. Z pewnością będzie wielu chętnych na mocny solidny odkurzacz (może nawet w promocji z zapasem żarówek gratis ). Miejmy nadzieję, że euro-sceptyczne partie dostaną się w nadchodzących wyborach do unijnego parlamentu i zrobią tam prawdziwe porządki. Brytyjski UKIP radzi sobie świetnie, we Francji Maryna Le Pen zdobywa coraz większą popularność, partie prawicowe rosną w siłę w Skandynawii, na Węgrzech, a także i w Polsce. Kongres Nowej Prawicy przekroczył barierę 5% poparcia w sondażach o czym poinformowały nawet reżimowe media, takie jak TVN czy Gazeta Wyborcza! Jest zatem nadzieja, że nieuchronne bankructwo i koniec Unii Europejskiej zostanie przyspieszone. Najnowszy sondaż MillwardBrown SA na zlecenie Faktów: Przybywa także zwolenników zdroworozsądkowego myślenia. Youtube'owy kanał Max TV przekroczył już 300 000 subskrybentów, a filmy wyświetlone na nim przekroczyły już 23 miliony odsłon! Także licznik polubień profilu prezesa KNP znacznie przyspieszył, obecnie wynosi ponad 141 000 polubień, a kto wie ile będzie za miesiąc? Pożyjemy, zobaczymy Ze smutnych informacji - gajowy Bronek szykuje nam 3 listopada żałobę narodową. Tego dnia odbędzie się niebawem pogrzeb zmarłego 28 X pierwszego premiera III RP - Tadeusza Mazowieckiego. Ja rozumiem, pogrzeb z honorami się należy, ale żeby od razu żałobę narodową z tego powodu? Każdego dnia umierają w Polsce ludzie. Niektórzy ze starości, inni z powodu chorób, nędzy, wypadków czy samobójstw. I nikt po nich nie płacze. Niedawno zmarli wybitni polscy pisarze - Joanna Chmielewska i Sławomir Mrożek. Dlaczego wtedy prezydent nie ogłosił żałoby narodowej? Bo ani Mrożek, ani Chmielewska nie należeli do układu. Jak byłem mały to lubiłem Mazowieckiego Pewnie dlatego, że nic o nim wtedy nie wiedziałem, a telewizja pokazywała go jako miłego starszego pana, który śmiesznie powoli mówił. W Polskim ZOO był sympatycznym żółwiem. A tak naprawdę był jednym z głównych aktorów The Kiszczak Show , który objął stanowisko premiera nowego tworu zwanego III RP na wniosek radzieckiego dyplomaty i przez następne lata wraz sitwą, która dorwała się do władzy, nie zrobił nic aby Polakom żyło się lepiej. Ba, to dzięki niemu nie rozliczono komunistów za ich grzechy (można poszukać sobie w sieci o tzw. "grubej kresce" Mazowieckiego, jeśli ktoś jest zainteresowany), dzięki czemu panoszą się w polskim sejmie i gospodarce po dzień dzisiejszy. Mam nadzieję, że trafi do swojego wymarzonego demokratycznego* raju. *gdzie dwóch diabłów spod kotła ze smołą będzie mogło przegłosować jednego anioła. A żeby nie kończyć wpisu smutnymi wiadomościami zapraszam Was do wysłuchania dającej do myślenia bajki o mrówce i koniku polnym. Czyta Ś.P. Krzysztof Habich:

Jurij

Jurij

 

Upalnie, piknikowo, rowerowo

Obudziwszy się w niedzielę rano, postanowiłem wybrać się na wycieczkę. O 14 wsiadłem na rower, pokrążyłem nieco po zatłoczonym Krakowie, następnie wykonawszy obowiązkową rundkę wokół krakowskich błoń wybrałem się do Kryspinowa. Na termometrze ponad 30 stopni, ostatni taki ciepły weekend lata, więc trzeba to było jakoś wykorzystać. Z resztą co się będę rozpisywał, skoro mogę wstawić fotę: Trzeba przyznać, że to był udany dzień, bo łącznie zrobiłem 100 km, co jest raptem o 18 km mniej od mojego życiowego rekordu dystansu przejechanego w ciągu jednego dnia. Mimo wszystko takie eskapady potrafią wypompować energię z człowieka, więc dzisiejszy wpis będzie nieco krótszy, za to z dużą ilością wideo. Podczas tego weekendu odbył się w Gdyni piknik prawicy. Gośćmi specjalnymi byli: Kamil Cebulski - najmłodszy polski milioner, Marek Migalski z PJN czy chociażby Romuald Szeremietiew oraz naturalnie wielu członków i sympatyków KNP, z prezesem JKM na czele. Nagrania z pikniku możecie obejrzeć pod adresem: http://www.livestream.com/nptvpl (znajdują się w rubryce Latest Videos z kadrami w plenerze) lub na youtube: Kamil Cebulski: Kamil Sobkiewicz: http://www.youtube.com/watch?v=iUjhnH1R-ws Romuald Szeremietiew: Marek Migalski: Janusz Korwin-Mikke: Grzegorz Sowa: Krzysztof Bosak: Konrad Berkowicz: Agata Banasikówna: http://www.youtube.com/watch?v=Mo0Mm6ivc9Y Piotr Najzer: A szczególnie ciekawy wydaje mi się wykład pana Szeremietiewa, otwierający oczy w jakim rozkładzie jest Polska armia: http://livestre.am/4A6sR i dlaczego warto, by każdy obywatel miał dostęp do broni i umiał się nią posługiwać. A propos prawa do posiadania broni, to znalazłem niedawno w sieci ciekawą ilustrację: Daje do myślenia, czyż nie? A przecież człowiek powinien móc się bronić, zwłaszcza jeśli jest bezczelnie okradany przez urzędników państwowych, a prezydent z uśmiechem na twarzy podpisuje papiery, zezwalając na likwidację progów ostrożnościowych i bezkarne zadłużanie państwa polskiego, czyli krótko mówiąc Ciebie, mnie i przyszłych pokoleń. A o tym, że władza się nas boi, dlaczego się nas boi i dlaczego robi wszystko co może, by trzymać nas z dala od ulic, opowie Mariusz Max - Kolonko. Kto jeszcze nie widział (a ten odcinek obejrzało już ponad 400 000 widzów), powinien to zobaczyć: oraz cotygodniowy felieton Jana Pietrzaka: Tymczasem ja się muszę wyspać i zregenerować, bo od środy znowu będzie ładna pogoda i trzeba wykorzystać ostatnie ciepłe, słoneczne dni. Zanim zrobi się ciemno, zimno lub też jak kto woli - zanim polskie ulice staną w ogniu i zaczną przypominać te egipskie

Jurij

Jurij

 

Rok Rosji, Dzień Jurija

Kilka dni temu minister spraw zagranicznych jednego z landów Unii Europejskiej, zwanego Polską, ogłosił hucznie, że Roku Rosji w Polsce nie będzie. Ot, komuś wydaje się, że jak pomacha szabelką, to będzie fajnie. Otóż nie, nie będzie. Wiecie dlaczego Wy musicie płacić za wizę do Rosji ponad 200 PLN, a reszta republik poradzieckich nie? Wiecie dlaczego ze wszystkich odbiorców gazu rosyjskiego to Wy płacicie najwięcej? Wiecie dlaczego polscy przedsiębiorcy mają tak duże trudności ze sprzedażą czegokolwiek na wschód? Właśnie przez tak kretyńską politykę i notoryczne machanie szabelkami, połączone z kompletnym brakiem umiejętności prowadzenia rozmów z Rosją. Aż nie mogłem się powstrzymać, żeby to skomentować w ten sposób: Ledwo Rok Rosji w Polsce został odwołany, a natychmiast zaczęło obowiązywać embargo na polskie jabłka, co z pewnością doprowadzi do bankructwa niejednego plantatora. Bo to nie tylko kwestia wiz czy gazu. To także kwestia polskiego mleka, wędlin, warzyw, owoców i wszelkich innych produktów, które Polska eksportuje na wschód. A przynajmniej usiłuje, co przy tak kretyńskiej polityce antyrosyjskiej obecnego rządu jest prawie awykonalne. Panie Sikorski, nie bądź pan głąb i schowaj pan tę szabelkę, bo nikomu w tym kraju Pańskie robienie laski nie jest do szczęścia potrzebne. -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Wczoraj był bardzo męczący dzień. Postanowiłem odpocząć od forów i pojechać sobie nad wodę. Jak zwykle wybrałem się dosyć późno, ale lepiej późno niż wcale. Ledwo wyjąłem mój lśniący rower, a zaczęło padać. Ale cóż, skoro miałem w plecaku ręcznik a zmoknięcie było w planach, więc pierwsze 4 kilometry przejechałem jakoś w deszczu. Potem zrobiłem zapasy piknikowe dokonując niesamowitego odkrycia (o czym w drodze powrotnej) i ruszyłem dalej. W Krakowie zrobiłem tradycyjną rundkę dookoła Rynku Głównego. Nie wiem czy było aż tak gorąco, czy urzędnicy miejscy aż tak zawalili remont Rynku Głównego, że cały biedny popękał. Nie wygląda to ładnie, turyści nie mają zapewne powodów do radości. Potem ruszyłem w kierunku miejsca docelowego. Już na obrzeżach Krakowa na ulicy Królowej Jadwigi natrafiłem na sympatycznie wyglądający sklep motoryzacyjny. Jako że jedno z aut wymagało pilnej renowacji i odnowienia lakieru, zajechałem na moim lśniącym rowerze zapytać, czy nie mają czasem na składzie pasty tempo. Okazało się, że nie mieli, ale miły właściciel postanowił zajrzeć do schowka i znalazł ostatnią tubkę w zniszczonym pudełku. Jako że nie było pewności, czy pasta jest jeszcze zdatna do użycia, postanowił dać mi ją za darmo Także gdybyście potrzebowali odpicować Waszą brykę w miłej atmosferze, to polecam Stylish Car Workshop na Królowej Jadwigi w Krakowie Pasta okazała się być jak najbardziej zdatną do użytku, dzisiaj pucowałem asterixa. Relacja będzie chyba w oddzielnym wpisie. W każdym razie dotarłem nad wodę o przyzwoitej porze i udało się popływać. Woda była ciepła, a pogoda ładna. Komarów nie stwierdzono. W drodze powrotnej miałem kilka przygód. Najpierw padła mi jedna karta pamięci, potem zaczął szwankować zapasowy telefon a kilka kilometrów przed metą złapałem gumę i musiałem zmieniać dętkę. Co w środku nocy nie jest rzeczą przyjemną. No, ale najważniejsze że udało mi się kupić odkrycie miesiąca, jeśli nawet nie roku. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że kiedykolwiek dożyję tej chwili, że w polskim sklepie uda mi się kupić oryginalne rosyjskie piwo БАЛТИКА (Bałtika). Jakież było moje zdziwienie, gdy w ulubionym sklepie na półce zauważyłem kilkanaście litrowych puszek tegoż szlachetnego trunku w klasycznej niebieskiej wersji numer 3. Różnica między Bałtiką a polskimi wyrobami piwopodobnymi jest taka, że jest robiona z chmielu, pieni się i genialnie smakuje, natomiast polskie wynalazki są robione przeważnie z żółci bydlęcej na spirytusie i z piwem nie mają nic wspólnego. Cena okazała się niezbyt wygórowana, bo za litrową puszkę zapłaciłem 9,49 PLN. Naturalnie to znacznie drożej niż w Rosji, na Ukrainie czy w Białorusi, ale nie można mieć wszystkiego. Cóż, z takim asortymentem można z przyjemnością świętować nielegalnie Rok Rosji w Polsce Kto wie, może kiedyś zagości jeszcze w polskich sklepach moja ulubiona Bałtika 6 - Porter? Jeśli tylko geniusze z ministerstwa bezdennej głupoty nie wywalczą kolejnych sankcji ze strony rosyjskiej... W każdym razie dzień Jurija można uznać za nad wyraz udany

Jurij

Jurij

 

Bankructwo Polski i Polaków - dlaczego?

Na ten odcinek czekaliśmy bardzo długo, ale warto było. Powinien go obejrzeć każdy Polak, każdy wyborca Tuska i każdy posiadacz kredytu we frankach szwajcarskich. Dowiecie się min. dlaczego Polacy bankrutują, dlaczego pomimo najbardziej optymistycznych zapewnień rządu nie dzieje się dobrze i komu za to podziękować. Przed Wami najdłuższy i jeden z najlepszych odcinków MaxTV jakie do tej pory powstały: A ja muszę wreszcie się pozbierać, wpisy o kryzysie na prawicy, lewicowej literaturze i gejach i lesbijkach same się nie napiszą. Stay tuned

Jurij

Jurij

 

500 - Internal Poland Error

Czułe powitania w nowym 2017 roku!   Szczególnie gorąco witam wszystkich, którzy jeszcze trwają w boju i nie popełnili samobójstwa w naszym mlekiem i miodem płynącym kraju. I nie bez przyczyny o tym wspominam, albowiem niedawno media doniosły, że w Polsce liczba samobójstw jest już dwukrotnie wyższa od liczby osób, które giną we wszelkiego rodzaju wypadkach. Najczęściej odbierają sobie życie ludzie młodzi w wieku 30-49 lat, z czego aż 5200 na 6000 samobójców to mężczyźni.   Ale dzisiejsza pogadanka będzie o dzisiejszym wydarzeniu oraz wydarzeniach poprzedzających, które w znaczącym stopniu uderzą we wszystkich Polaków i doprowadzą do destrukcji kraju. Data 10 lutego 2017 roku niewątpliwie nie zapisze się kolorowymi barwami w historii współczesnej Polski, albowiem tego dnia Narodowy Bank Polski wprowadzi do obiegu nowy banknot o nominale 500 złotych. Mimo iż sam banknot jest kolorowy i może niektórym się podobać:     to niestety jego wprowadzenie nie świadczy niczego dobrego. A że Polacy nie zdają sobie sprawy z tego jaką zbrodnię popełnił rząd Rzeczypospolitej Polskiej raz Narodowy Bank Polski, pokazuję i objaśniam.   Historia wielu współczesnych państw pokazała niejednokrotnie, że kiedy w państwie dzieje się źle, wtedy zaczyna szaleć inflacja.     A kiedy emitowany pieniądz jest wart coraz mniej, wtedy potrzebujemy go coraz więcej, aby zaspokoić nasze potrzeby. Jeszcze gorzej sprawa się ma, kiedy mamy do czynienia z krajem socjalistycznym, jakim niewątpliwie jest Polska, gdzie rząd zajmuje się poborem podatków i redystrybucją dóbr głównie za pomocą socjalistycznych wynalazków, takich jak system emerytalny, zasiłki dla poszczególnych grup społecznych (np. program 500+, zasiłek dla bezrobotnych). Wówczas rząd potrzebuje coraz więcej pieniędzy i nakłada coraz wyższe podatki. Ale to też nie trwa wiecznie, bo w końcu podatki osiągają tak wysoki poziom (jak w Polsce gdzie wynoszą ponad 83%), że płatnicy podatków nie są w stanie zaspokoić rosnących potrzeb rządu. Zupełnie jak ten osiołek:     Wówczas ludzie albo bankrutują, albo przenoszą się do szarej strefy, albo wyjeżdżają (przenoszą swój biznes) za granicę albo niestety odbierają sobie życie. Dlatego rząd musi sobie radzić sam i wtedy albo:   1. Pożycza pieniądze od zagranicznych banków - co już nastąpiło, bo jak niedawno słyszeliśmy zegar długu publicznego Polski przekroczył kwotę 1 biliona złotych (wraz z długiem ukrytym to ponad 4 biliony złotych), 2. Albo lub jak to w przypadku Polski oraz dodrukowuje sobie pusty pieniądz, tzw. pieniądz fiducjarny.     Ponieważ Narodowy Bank Polski od dłuższego czasu drukuje sobie pieniądze bez pokrycia (tak samo jak Europejski Bank Centralny robi z Euro), jego wartość notorycznie spada. A zatem dochodzi do sytuacji, kiedy za tę samą kwotę możemy kupić coraz mniej dóbr. Kiedy wejdziemy na stronę Narodowego Banku Polskiego, zobaczymy taki o to nagłówek:     Ale czy aby na pewno? Pamiętam doskonale rok 1994, ostatni rok przed denominacją wprowadzoną przez Hannę Gronkiewicz Waltz - ówczesnego prezesa Narodowego Banku Polskiego. Denominacja została przeprowadzona w stosunku 1:10 000. Oznacza to że banknot 10 000 PLN został wymieniony na 1 zł, banknot 100 000 zł na 10 zł, banknot 1000 000 zł na 100 zł a popularna 100-złotówka stała się jednym groszem. Tak Hanna Gronkiewicz - Waltz promowała nowe banknoty:     Wówczas najwyższym nominałem był banknot 2000 000 złotych z Ignacym Janem Paderewskim, wymieniony na współczesne 200 zł. Niewielu jednak wie, że ówczesna prezes Narodowego Banku Polskiego miała zamiar wprowadzić do obiegu banknot 5000 000 zł z Józefem Piłsudskim gdyby nie udało się natychmiast zdenominować złotówki. Andrzej Heidrich, projektant większości polskich banknotów, przygotował taki nominał:     Jednak nie został on nigdy wprowadzony do obiegu, ponieważ dokonano denominacji. Stare banknoty przez rok były używane w obiegu na równi z nowymi (co powodowało wiele zabawnych sytuacji w sklepach, kiedy np. ekspedientka zmuszona była wydać dwieście tysięcy i trzydzieści dwa grosze), jednak stare banknoty bardzo szybko zniknęły z obiegu. Spóźnialscy mogli je wymieniać w banku jeszcze przez 10 lat. Niestety od tamtego czasu wiele się zmieniło. Przez 22 lata rządów socjalistycznych pod barwami AWS, Platformy Obywatelskiej, SLD, PSL, PiS złotówka mocno straciła na wartości, a socjalistyczne programy zaczęły pochłaniać coraz więcej i więcej pieniędzy. Jeśli w 1994 roku byliśmy w stanie wziąć 100 000 zł i zrobić przyzwoite zakupy, to dziś kwota 10 zł nie wystarczy nam już na zakup chociażby chleba, mleka, masła i 100g szynki. A przecież NBP dba o wartość pieniądza! Czyż nie?   Otóż nie, co postaram się zaraz udowodnić. W 2013 roku Narodowy Bank Polski ogłosił, że wprowadzi do obiegu nowe zmodernizowane banknoty 10, 20, 50 oraz 100 zł. Już w 2014 roku nowe banknoty pojawiły się w naszych portfelach:      NBP wprowadził nowe banknoty rzekomo w trosce o bezpieczeństwo, gdyż nowe zabezpieczenia miały utrudnić fałszowanie banknotów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby NBP każdy wprowadzony do obiegu stary banknot zastąpił nowym. Tymczasem NBP uznał, że obie wersje są ważnym środkiem płatniczym bezterminowo! Oznacza to, że cała operacja poprawy zabezpieczeń polskich banknotów to jeden wielki pic na wodę. Albowiem skoro stare banknoty o rzekomo słabych zabezpieczeniach nadal są prawnym środkiem płatniczym, to nic nie stoi na przeszkodzie aby fałszerze nadal je sobie drukowali. Czyż nie? Tymczasem po trzech latach od przeprowadzenia tej operacji stare banknoty jak i nowe znajdują się na równi w obiegu i wcale nie widać, żeby tych starych było mniej. Zwróćcie na to uwagę, kiedy będziecie wypłacać pieniądze z bankomatu czy dostawać resztę w sklepie. Szanse, że dostaniecie stary lub nowy banknot są takie same. A to znak, że NBP wcale nie wcale nie wycofał z obiegu starych pieniędzy, tylko podwoił ilość gotówki znajdującej się w obiegu. W 2016 roku to samo spotkało banknot o nominale 200 zł.     Niestety i to nie zaspokoiło potrzeb rządu. Zaciągnięte 20 miliardów złotych pożyczki na program 500+ trzeba czymś spłacić. Dlatego Narodowy Bank Polski, jak sam dumnie ogłosił, postanowił sprostać społecznemu zapotrzebowaniu na duże nominały i w dniu dzisiejszym wprowadził do obiegu banknot 500 zł. Nie wszyscy przyjęli to z entuzjazmem, dlatego:   Przyznam się szczerze, że dawno mnie nic tak bardzo nie rozbawiło, jak to oświadczenie. Z tej jednej wypowiedzi NBP możemy śmiało wywnioskować, że:   1. Wcale nie chodziło o uzupełnienie zapotrzebowania na duże nominały w społeczeństwie. Z resztą komu w dzisiejszych czasach potrzebne są duże nominały, gdy dwusetki rzadko się zdarzają, a większość operacji jest bezgotówkowa? 2. NBP przyznał otwarcie, że wydrukował 50 milionów pięćsetek = dodrukował 25 miliardów złotych. Czyli mniej więcej tyle ile obecna władza potrzebuje w roku bieżącym na realizację socjalistycznych zachcianek. Ze świecą szukać wycofanych z obiegu starych banknotów o wartości 25 miliardów złotych. 3. Jednym z częściej spotykanych banknotów jest poczciwa 20-złotówka, której w obiegu jest raptem 100 000 000 sztuk. Czy naprawdę pocieszeniem jest, że najwyższy nominał będzie dodrukowany w liczbie połowę mniejszej?   Studiując dane NBP można się dowiedzieć jeszcze ciekawszych rzeczy. Najpopularniejszym i najliczniej wydrukowanym banknotem jest banknot o nominale 100 zł. W kwietniu 2007 roku było wydrukowanych i wpuszczonych do obiegu 462 miliony sztuk tego banknotu. W kwietniu 2014 roku było już tego 942 miliony sztuk, czyli ponad dwukrotnie więcej! A ile ich jest w obiegu po wydrukowaniu nowej zmodernizowanej wersji? Sprawdźcie sami   Ja natomiast dla kontrastu podam przykład Wielkiej Brytanii. Tam od lat największym nominałem jest banknot 50 funtowy, a i tak przeważnie spotkać go można jedynie w bankach. W sklepach jest prawdziwą rzadkością i nikt nie płacze z tego powodu. 5, 10 czy 20 funtów w zupełności wystarcza żeby zrobić zakupy. A co ciekawe we wrześniu 2016 roku Wielka Brytania również zmodernizowała swój banknot 5-funtowy. Ale na zupełnie innej zasadzie. Od września zaczęły się pojawiać nowe polimerowe 5-funtówki:     A stare papierowe? Cóż, w listopadzie trudno już było taką spotkać, w obiegu zdecydowanie królowała lepiej zabezpieczona wersja polimerowa. A papierowa wersja w kwietniu 2017 roku przestaje być prawnym środkiem płatniczym i będzie ją można wymienić na nową jedynie w bankach.   Można? Można. Ale to trzeba by mieć blade pojęcie o gospodarce i nie rabować własnych obywateli z ich ciężko zarobionych pieniędzy. A drukowanie pieniądza jest niczym innym jak podatkiem inflacyjnym, który płacimy my wszyscy płacąc za coraz droższe towary i usługi. Obyśmy niebawem w Kaczystanie nie skończyli jak obywatele innych krajów socjalistycznych, takich jak Wenezuela:       III Rzesza:       Czy Zimbabwe...       Najwyższy czas się obudzić i nie pozwolić się okradać drakońskimi podatkami oraz bandyckim niszczeniem wartości naszych pieniędzy.     Wkrótce dodam kolejny zaległy zeszłoroczny wpis na bardzo pokrewny temat. A tymczasem życzę wszystkim w nowym 2017 roku samych sukcesów, powodzenia w walce z socjalizmem i oby III RP wreszcie zbankrutowała w całości, a na jej gruzach powstała normalność z wolnym rynkiem i silnym, bogatym i szczęśliwym narodem.   Jurij   P.S.   A władzom Kaczystanu jak i jego mieszkańcom z pewnością przyda się powtórzyć lekcję ekonomii znanego bogatego kaczora (który nie tylko ma konto w banku ale i swój własny skarbiec) czym się kończy inflacja i dodruk pieniądza:    

Jurij

Jurij

 

[Dobra zmiana] - Minister Wszystkich Finansów

Przy ulicy Świętokrzyskiej w centrum Warszawy znajduje się bardzo, naprawdę bardzo ważny budynek:     To gmach Ministerstwa Finansów, w którym powstają projekty budżetu państwa, kręci się podatkowy bicz na obywateli, zarządza finansami samorządów czy też powiększa dziurę budżetową - zadłużenie kraju. Najważniejszą osobą w tym budynku jest Minister Finansów.   Gdybym położył przed Wami walizkę z milionem dolarów:     i za natychmiastową odpowiedź (bez użycia żadnych pomocy internetowych czy innych) na pytanie: "Kto jest obecnie ministrem finansów w Polsce?" dał ją za nagrodę - musiałbym ją zatrzymać dla siebie. Otóż 8 stycznia 2018 roku, dzięki rozprzestrzeniającej się w Polsce niczym HIV w Afryce dobrej zmianie, ministrem finansów w Polsce została ta pani:     Towarzyszka Teresa Tatiana Czerwińska, bo o niej mowa, została cztery miesiące temu nowym ministrem finansów Polski. Teresa Tatiana Czerwińska z domu Tumanowskich urodziła się 4 września 1974 roku w Dyneburgu. O tym na stronie rządowej nie przeczytacie - czyżby rząd Jarosława Morawieckiego... wróć! Mateusza Kaczyńskiego... czy jakoś tak... wstydził się, że jedna z najważniejszych osób w państwie pochodzi z łotewskiej republiki radzieckiej? Być może. Ale nie osądzajmy książki po okładce. Ta pani musi być wybitnym specem w dziedzinie ekonomii i finansów, skoro dostała tak prestiżowe i wpływowe stanowisko. Czyż nie? Patrząc na owoce jej pracy na pewno się dowiemy. W dzisiejszych czasach to proste... wpisujemy w Google hasło Teresa Czerwińska i co nam wyskakuje?   Tak. Informacje sprzed 4 miesięcy, że ta pani została ministrem finansów. Ale że co? Że to jej największy życiowy sukces? Że przez 4 miesiące nie zrobiła nic, by żyło się lepiej nam wszystkim? Nie obniżyła podatków? Nie zmniejszyła długu Polski? Nie dokonała żadnej istotnej zmiany, o której jakiekolwiek media napisałyby choć krótką wzmiankę?   Niestety nie.   To może jakiś mały sukcesik w życiu jednak odniosła? 44 lata to całkiem sporo. Donald Trump miał już w tym wieku całkiem spore osiągnięcia finansowe. Sprawdźmy zatem jej dokonania. Przeczytajmy bardzo ciekawy dokument: 20170626_osw_maj.pdf dostępny oficjalnie pod tym linkiem: http://www.mf.gov.pl/documents/764034/6047960/20170626_osw_maj.pdf   Jest to oświadczenie majątkowe nowej minister finansów Teresy Czerwińskiej. Skoro ktoś zostaje ministrem finansów, to z pewnością wie, jak zadbać o swoje własne. Przeczytajmy zatem czego się dorobiła:   1. Mieszkanie własnościowe 96 metrów kwadratowych na spółkę z mężem oraz 11-letnia honda civic z 2007 roku. Szybka analiza Otomoto i wiemy, że takie auto można kupić już za 15-20 tysięcy złotych. Szału nie ma. Więc na pewno sprytna i zaradna minister finansów ulokowała swój majątek w innych aktywach?   Zasoby pieniężne w złotówkach: 2500 PLN Zasoby pieniężne w dewizach: około 2186 dolarów USA       oraz uwaga - papiery wartościowe NFI o łącznej wartości 44,24 PLN.       Dowiadujemy się także, że nowa minister finansów Teresa Czerwińska opanowała do perfekcji jedną umiejętność. Zadłużanie domowego budżetu poprzez zaciąganie kredytów. Posiada bowiem:   1. Kredyt złotówkowy w PKO BP na kwotę 324915 PLN, 2. Kredyt we frankach szwajcarskich (sic!) na kwotę 112266 CHF  (to ponad 390 000 PLN) który będzie spłacać do 2038 roku - jeszcze przez 20 lat, 3. Kredyt w banku Ikano (Ingwara Kamprada - założyciela IKEI) na kwotę około 1100 PLN 4. I jeszcze jeden kredyt w PKO BP na kwotę 60 000 PLN.     Za te wszystkie wybitne osiągnięcia towarzyszka Teresa Czerwińska była skromnie nagradzana w ubiegłym roku:   56 000 PLN tytułem wynagrodzenia (umowa o pracę), 950 PLN z umów autorskich, 11500 PLN z najmu.   Tak tak moi mili. Towarzyszka Teresa Czerwińska ma dużo powodów do uśmiechu:     Dokładnie ponad 36 milionów powodów - albowiem dokładnie tylu niewolników zamieszkujących terytorium Polski okupowanej przez kaczystowski rząd III RP każdego dnia oddaje niemal 90% swojego wynagrodzenia do sterowanego przez towarzyszkę Czerwińską rzeczonego ministerstwa finansów sponsorując min. jej mieszkania i kredyty oraz wygodne dostatnie życie. Jeśli do dnia dzisiejszego łudziliście się, że obecny rząd stara się poprawić Wasz los i ulżyć Waszym podatkowym cierpieniom dbając o Wasze portfele, zapewne jesteście zawiedzeni. Nikt tego za Was nie zrobi. Ani dobra zmiana, ani rząd PiS, a zwłaszcza nowa minister finansów towarzyszka Teresa Czerwińska - zadłużona w bankach na ponad 600 000 PLN posiadaczka 10-letniego rzęcha i 2500 pln w gotówce, czyli kwoty którą średnio ogarnięty cygan jest w stanie użebrać tudzież skroić pod dworcem PKP w deszczowy tydzień.     O swoje finanse najlepiej zadbać możesz tylko Ty. Jak? Pierwszy krok do wolności możesz wykonać już jednym kliknięciem. Wybierz Wolność!   Pozdrawiam,   Jurij    

Jurij

Jurij

 

The Masterpiece

Czas leci nieubłaganie. Ledwo tylko zapędziłem się w wir robót, a już się zrobił Maj. Nie tylko czas leci, statystki również - nigdy bym nie przypuszczał że ten blog będzie miał prawie 9000 odsłon w tak krótkim czasie Dlatego już spieszę z wyjaśnieniem wszystkim tu zaglądającym, czemu ostatnio wpisów nie było. Musiałem się po prostu skupić na skończeniu czegoś, co zacząłem już jakiś czas temu i co chwile jakaś niecierpiąca zwłoki sprawa mnie od tego odciągała. Konkretnie mowa o stronie internetowej. Zawsze ciekawiło mnie jak to się robi, że po wpisaniu adresu www w pasek przeglądarki pojawia się gotowa strona z obrazkami, linkami, treścią. A że pojawiła się konieczność stworzenia strony - wizytówki, ułatwiającej dostęp do konkretnych usług, trzeba było zgłębić tę tajemnicę i taką stronę stworzyć. I przy okazji ciekawość została w pełni zaspokojona. Naturalnie pojawiło się kilka przeszkód. Przez 20 lat edukacji nikt mnie nie nauczył chociażby podstaw budowania stron internetowych, ani podstaw html, ani podstawowych umiejętności graficznych. Do wszystkiego przez ostatnie lata musiałem dochodzić sam. Na szczęście przejściowe trudności zostały bohatersko pokonane i już dziś możecie zajrzeć na: http://www.sonyericsson-service.com Jest to strona stworzona na potrzeby serwisu gsm online, który aktualnie prowadzę. Na razie w wersji angielskiej, ale pozostałe wersje językowe są już w przygotowaniu: Strona jest stworzona w Joomli i hostowana dzięki uprzejmości Amfidiusza na jego sławetnym FWL. Póki co Dlaczego Joomla? Z sentymentu... Przez ostatnie lata rozbudowywałem bazę telefonów właśnie w tym CMS i już nie chciałem się zagłębiać w inne CMS jak Wordpress czy Elxis. Ja wiem, dzięki całkowitemu braku znajomości html złamałem zapewne wszystkie możliwe standardy W3C. Ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Zależało mi na prostocie, łatwym dotarciu do konkretnej marki / modelu oraz krótkim opisie dostępnych usług + możliwości błyskawicznego zakupienia ich + możliwości bezpośredniego skontaktowania się ze mną. I to się chyba udało... Naturalnie wszelkie opinie i sugestie mile widziane A przy okazji udało mi się poszerzyć asortyment obsługiwanych modeli o jakieś... 4500 sztuk, a ściślej mówiąc 14 mniej lub bardziej popularnych marek. Zatem można chyba rzec "mission accomplished" Prawie 5000 modeli w ofercie to już coś... Pora obalić z tej okazji True Canadian: ... i odpocząć.

Jurij

Jurij

 

Wyniki wyborów

Czułe powitania.   Tak zwane wolne media w tak zwanym wolnym kraju za jaki uważana jest Polska podały wyniki wyborów na prezydenta stolicy. Całość znajdziecie tutaj: https://wiadomosci.onet.pl/wybory-samorzadowe/wybory-samorzadowe-oficjalne-wyniki-wyborow-na-prezydenta-warszawy/1qjg59j   Rafał Trzaskowski - 56,67 proc. Patryk Jaki 28,53 proc. Jan Śpiewak - 2,99 proc. Marek Jakubiak 2.99 proc. Justyna Glusman 2,32 proc. Andrzej Rozenek - 1, 5 proc. Jacek Wojciechowicz - 1,01 proc. Piotr Ikonowicz 0.82 proc. Sławomir Wawrzyniec 0,72 proc. Paweł Tanajno - 0,42 Jakub Stefaniak - 0,31 proc. Jan Potocki 0.24 proc. Krystyna Krzekotowska 0,18 proc.   Ale czy na pewno? Kandydatów było 14, to raz. Nawet po wyborach prawica jest ignorowana, to dwa. W niektórych okręgach liczba wyjętych kart do głosowania przekroczyła liczbę wydanych kart, co oznacza frekwencję przekraczającą 100%, a to ilustruje uczciwość takich wyborów. To trzy.   A raz i dwa i trzy oznacza, że macie swoją demokrację. 37 lat po wprowadzeniu Stanu Wojennego przez Wojciecha Jaruzelskiego i Wojskową Radę Ocalenia Narodowego wybraliście na radną Waszej stolicy jego córkę - Monikę Jaruzelską.   Gratulacje!   Zdecydowanie nie pozdrawiam.   Jurij

Jurij

Jurij

 

Hello world!

A więc to tak wyglądają blogi. Internetowe dzienniki pisane przez jednych ludzi, po to aby inni mieli co czytać. Zawsze ciekawiło mnie której ze stron bardziej się nudzi - czy tym co piszą, czy tym co czytają napisane w sieci wypociny, jakby nie mieli nic lepszego do roboty. Jedni piszą dla jaj - jak słynna swego czasu emo-martynka, która okazała się zmyśloną przez dwie nastolatki postacią. Inni, jak Katarzyna Tusk, pisze aby pochwalić się na co wydała ciężko zrabowane narodowi polskiemu przez swojego tatusia pieniądze. Co ciekawe - ów blog bije rekordy popularności wśród tychże właśnie obrabowanych obywateli, którzy zapewne również pojechaliby sobie na narty w Alpy, tylko tak się składa że nie mają za co. I zawdzięczają ten stan poniekąd tej samej osobie, której wdzięczna jest autorka bloga. Ot, ironia losu. Ba, nawet zapomniany przez niektórych słynny PRL-owski szyderca - Jerzy Urban - także założył swojego bloga. A mnie na cóż on? Tego nie wie samo KGB. Włączyli, to założyłem. A co sobie będę żałował. Globalne ocieplenie za oknem radośnie obwieszcza zbliżające się święta ( chyba Bożego Narodzenia? ) więc nie pozostaje nic innego jak napić się gorącej kawy i poszaleć po Liberty City. Jeśli ktoś zna skuteczny i sprawdzony sposób na poskromienie lenia, będę wdzięczny za podzielenie się nim w komentarzach lub na PW. A że robota się sama nie wykona, pora brać się za nią. Howgh

Jurij

Jurij

 

From Tusk Till Dawn vol. I & II

From Tusk Till Dawn vol. I Jak zapewne wiecie, uczestnicy spotkań np. anonimowych alkoholików rozpoczynają swoje wypowiedzi od pewnego wyznania. A że temat jest ważny i zanosi się na dłuższą wypowiedź (dwuczęściową), skorzystajmy z tego wzorca. I wbrew pozorom nie uważam tych głosów za zmarnowane. Ale o tym potem. Każde stworzenie boskie na tym łez padole ma w genach zaprogramowaną taką "bańkę wstańkę". Jak się młode zwierzę czy człowiek przewróci, to usiłuje wstać. Jak się człowiek gdzieś pomyli lub zrobi błąd, to zaczyna kombinować jak ten błąd naprawić. I to jest naturalne. Jak zapewne wiecie z autopsji - każdy początkujący administrator forum IPB jak coś sknoci, to zagląda na IZE w poszukiwaniu pomocy. Źle coś wpisze do bitu i forum się wysypie, to przywraca zmiany w bicie. Jak coś poważniejszego i pojawia się fatal error, to prosi o radę DawPi'ego lub support IPS. Jak komuś się popsuje Sony Ericsson, to pisze do Jurija lub śmiga do serwisu w-support. Jak w domu się coś popsuje, to żona wykorzystując równouprawnienie nęka męża żeby naprawił. I to jest naturalne, nie ma w tym nic dziwnego Tak samo naturalną sprawą jest, że każdy inteligentny człowiek ma jakieś zainteresowania. Ja mam ich wiele. Jednym z nich jest studiowanie historii Polski po roku 1945 - czyli cały okres PRL aż do dziś. Oraz studiowanie historii ZSRR oraz zjawiska zwanego Socjalizmem. Tylko był mały szkopuł. Od małego byłem wychowywany "na prawicowca". Przynajmniej tak mi się wydawało. Zła komuna - dobra Solidarność. Zły Dziennik Telewizyjny - dobre Wiadomości. Zła Trybuna ludu - dobra Gazeta Wyborcza. Zły Jaruzelski, Kiszczak, Rakowski - dobry Wałęsa, Mazowiecki, AWS, Unia Wolności, Platforma Obywatelska. Zły PRL - dobra III RP. Podejrzewam, że wielu z Was ma podobne doświadczenia. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zapaliło mi się w głowie światełko i to właśnie dzięki Donaldowi Tuskowi W minione wakacje zabłądziłem na Youtube w zaułek zwany "Nocna zmiana". Film dokumentalny bazujący na książce Lewy czerwcowy ilustrujący wydarzenia z czerwca 1992 roku, kiedy to rząd Jana Olszewskiego został odwołany. Jako pasjonat tamtego okresu nie mogłem przegapić takiej okazji. I ku mojemu zdumieniu z każdą minutą oglądania tego filmu wytrzeszcz patrzałek miałem coraz większy. Dla zilustrowania polecam obejrzeć ten fragment: http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=e4f0UY5HF7Y#t=2602s A dla koneserów cały film: Nocna zmiana Jakież było moje zdumienie, gdy na filmie zobaczyłem same znajome twarze Film sklecony z materiałów archiwalnych z 1992 roku, a mamy 2012 rok, minęło 20 lat i te same gęby w każdym głównym wydaniu Wiadomości? Ja rozumiem, przypadek - jedna, dwie osoby. Ale... Kaczyński, Macierewicz, Wałęsa, Pawlak, Niesiołowski (ten od szczawiu i śliwek) no i ten pan na zaprezentowanym fragmencie - poznajecie? Tak, tak. To nasz umiłowany Donek Tusk 20 lat wcześniej. I wtedy po raz pierwszy zaświtało mi w głowie. Skoro od 20 lat ci sami ludzie sterują Polską, to chyba muszą być w tym dobrzy. A skoro dług publiczny rośnie, bezrobocie rośnie, podatki rosną, ceny rosną, miliony ludzi z kraju wyjeżdżają, firmy i przedsiębiorstwa bankrutują - więc chyba dobrze nie jest? No dobrze. Ja byłem młody, głupi, miałem inne zainteresowania, mogłem się wpuścić w maliny i zmarnować dwa głosy, bo każdy zasługuje na drugą szansę. Ale pozostałe 38 milionów rodaków niczego nie zauważyło? Zgodnie z naturą, czyli tym co napisałem na początku - każda żywa istota dąży do naprawiania swoich błędów. Nawet kompletny imbecyl jak sobie zaleje herbatę wrzątkiem i chwyci szklankę a potem się poparzy, to zacznie kombinować jak chwycić tę szklankę tak, żeby nie bolało. Czyż nie? Więc skoro od 20 lat ci sami ludzie dokonują tych samych zmian (min. podnosząc podatki), to czemu 38 milionów obywateli oczekuje różnych rezultatów? Zaczęło do mnie docierać, że nie ważne czy zagłosujemy na PO czy PiS czy SLD czy cokolwiek innego oglądanego do dziś w Wiadomościach. To nadal będą ludzie z tego filmu. Tym razem w poszukiwaniu solucji głos wewnętrzny kazał mi się zainteresować losami tych, których możemy zobaczyć na filmie, ale we współczesnych mediach już o nich nie usłyszymy. From Tusk Till Dawn vol. II - European Blood Money Po obejrzeniu dziesiątek godzin wykładów i wysłuchaniu dziesiątek godzin audycji na Youtube można powiedzieć że przeinstalowałem sobie system na nowo. Z takiego który wydawał mi się prawicowy na faktycznie prawicowy. Dzięki temu udało mi się wyeliminować około 90% bugów i wszystkie elementy łączyły się w całość. Dla zainteresowanych skrócona lista wprowadzonych bug fixów: PO, PiS, Ruch Palikota, Solidarna Polska, AWS, Unia Wolności to nie prawica, tylko lewica. Tak jak SLD czy PZPR.
podczas obrad okrągłego stołu w 1989 roku wielu wielu lewicowych ludzi z Rakowskim na czele zaprosiło do obrad "swoich" i dokonano wielu zmian, by tak naprawdę nie zmieniło się nic. Tym samym słowa Kazika z utworu 4 pokoje "Socjalizm totalitarny zamienił się w koncesyjno - etatystyczny" stały się zrozumiałe jasno i klarownie
Od ponad 20 lat urządza się szopkę dla obywateli, wmawiając im że mają prawo wyboru pomiędzy prawicą i lewicą a de facto... =)
KC PZPR nie przekazała władzy Solidarności, tylko służbom specjalnym, które sterują całym tym cyrkiem karmiąc nam Amber Goldami, Brunonami K. i innymi aferami, żeby trzepać kasiorę i ludzie mieli o czym gadać.
Owych służb specjalnych nie kontroluje już nikt.
Onet.pl, Wirtualna Polska, TVP1, TVP2, TVP Info, TVN, Gazeta Wyborcza to nie są wolne media, tylko reżimowe.
Z reżimowych mediów dowiemy się o tym: co nowego wymyślił reżim, tematach zastępczych czyli jaką kieckę założyła Natalia Siwiec lub co porabia mama Madzi z Sosnowca, co jeść, gdzie się ubrać, jak zapłacić podatki i dlaczego ich podwyżka jest dla nas korzystna, natomiast nie dowiemy się o krajach i ludziach którzy się rozwijają bo robią rzeczy dokładnie odwrotne niż polski rząd i Unia Europejska.
od 2009 roku Polska nie jest krajem niepodległym, bo dzięki traktatowi Lizbońskiemu staliśmy się jednym ze stanów Unii Europejskiej i co oni po wiedzą - my musimy wykonać inaczej zapłacimy kary finansowe,
mamy w Polsce socjalizm (teraz euro-socjalizm) a nie kapitalizm.
Skoro od 20 lat podnoszą podatki i doszli już do ~85%, a rezultat takich rządów zwany kryzysem się pogłębia, to może wypadałoby pójść w drugą stronę? Przecież każda istota rozumna chce, żeby było lepiej. Ja rozumiem - chcą kraść i mieć socjalizm - to zrozumiałe. Im żyje się lepiej a kwoty na kontach bankowych pęcznieją. Tylko czemu przez te 20 lat nie wprowadzili ani jednej ustawy, dzięki której ludzie odetchnęli by z ulgą i coś by się zmieniło w kraju in plus? Od ustawy Wilczka z końca lat 80-tych Tusk nie wprowadził ani jednej ustawy, która ulżyłaby ludziom, firmom, przedsiębiorcom. I ta zagwozdka nurtowała mnie aż do tego tygodnia. A z pomocą znów przyszedł między innymi mister Tusk Pamiętacie, jak obiecywał, że obniży podatki? Pamiętacie. Co zrobił po dojściu do władzy? Podniósł je. A co dziś powiedział? Że jest święcie przekonany iż do końca 2014 roku stawka VAT nie będzie obniżona, jeśli sytuacja gospodarcza się nie poprawi. Czyli możemy być pewni, że nie zmaleje, ale możemy się spodziewać, że wzrośnie. Od 1 kwietnia wzrasta z 8 do 23% VAT na kawę i herbatę. Co jeszcze? Czas pokaże. A skąd wiemy, że sytuacja gospodarcza się nie poprawi? Z autopsji moi mili. Skoro przez 20 lat podnosili podatki i sytuacja się pogarszała, trudno oczekiwać żeby kolejna podwyżka polepszyła tę sytuację No dobrze. Ale to nadal nie jest odpowiedź! Czemu do jasnej anielki nie wprowadzili choć jednej ustawy, nawet dla jaj czy świętego spokoju, która zdjęłaby choć jeden kilogram ciężaru z codziennego wozu problemów, z którymi męczy się każdy Polak: ? Odpowiedź jest zaskakująca i uzyskacie ją po obejrzeniu tego wykładu: 1. Część 1: 2. Część 2: W życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby wyznawać Cóż, te dwa głosy nie były zmarnowane. Dzięki temu doczekałem świtu w głowie i mogłem podzielić się tym z Wami. Pan Tusk otrzymał swoją szansę i może sobie mówić do woli, co będzie w 2014 roku. Bieriezowski do niedawna także snuł plany. Dał nam przykład Tarantino jak wampiry żerujące na naszej krwawicy zwyciężać mamy

Jurij

Jurij

 

JeZUS zmartwychwstał - alleluja!

Nadeszły Święta. Którekolwiek by to nie były (spoglądając za okno nadal nie jestem pewien) - zawsze jest to dobry moment, żeby zastanowić się nad swoim życiem. Na całym świecie miliony katolików świętują dziś zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Niestety za dwa dni święta się skończą i każdego dnia miliony Polaków będą (chcąc lub nie chcąc) finansować codzienne zmartwychwstanie czegoś zupełnie innego. Mam na myśli ZUS - czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dziwny twór stworzony przez socjalistów, mający na celu dać ludziom iluzję bezpieczeństwa. Rzekomego bezpieczeństwa, które w razie nieszczęścia wypłaci odszkodowanie, pokryje koszty leczenia, wypłaci emeryturę, rentę czy zasiłek pogrzebowy. Założenie może się wydawać pozornie bardzo fajne. Lecz gdy przyjrzymy się mu bliżej, odkryjemy prawdę, że wcale tak nie jest. Nieco bezczelna i szydercza informacja z ostatnich dni sprowokowała mnie do poruszenia tego ważnego tematu: Ale zaraz - skoro to jest stwór zrodzony w socjalizmie - to czemu nie wyginął wraz ze zmianą ustroju? Ano wiemy z mojego wcześniejszego wpisu, że ustrój wcale się nie zmienił, bo nadal mamy w Polsce socjalizm - państwo opiekuńcze. Niestety w praktyce nie jest tak różowo. ZUS musi płacić każdy. Czy chce, czy nie. A więc każdy rzekomo wolny obywatel Rzeczypospolitej Polskiej jest na starcie zniewolony. Bez względu na to czy chce się ubezpieczyć czy nie. A zatem składka na ZUS jest podatkiem. I z tej jednej prawdy przejdźmy od razu do drugiej. Owo przymusowe ubezpieczenie nazywa się składką, a w rzeczywistości te pieniądze nigdzie się nie składają. Są natychmiastowo wydawane na bieżące świadczenia oraz zachcianki ZUS. Zachcianki ZUS. To temat rzeka. 1. Po pierwsze, warto sobie uświadomić jakie pałace wybudował sobie ZUS za Wasze pieniądze: http://www.wykop.pl/ramka/924815/palace-zus/ . To tylko niektóre z nich. 2. Jak ZUS marnuje Twoje pieniądze: 3. Ponadto oddając ZUS-owi swoje ciężko zarobione pieniądze, fundujesz pracownikom tej instytucji bankiety, imprezy, wczasy na nartach i wszelkie inne przyjemności. Jak ZUS niszczy Polaków? Złudne poczucie bezpieczeństwa to tylko pozory. Jak zachorujesz lub będziesz musiał iść do dentysty / lekarza - szybko zorientujesz się, że najbliższy wolny termin jest w 2020 roku i zostaniesz zmuszony powędrować do prywatnego specjalisty bo będzie Cię bolał ząb czy cokolwiek innego i czekanie będzie udręką. Więc de facto za leczenie zapłacisz podwójnie - raz ZUS'owi, drugi raz prywatnemu lekarzowi. Nie prościej byłoby zapłacić komuś raz i tylko wtedy, kiedy potrzeba? Zasiłek pogrzebowy - aktualnie wynosi 4000 PLN. Koszty pogrzebu są znacznie wyższe, więc tak czy siak trzeba zapłacić z własnej kieszeni. Gdyby przez całe życie zamiast ZUS'owi - wpłacać te pieniądze na procent do banku lub ulokować je np. w złocie, zyski starczyłyby na znacznie więcej. To samo dotyczy się emerytur. Cale życie pracować za marne grosze, aby na starość dostawać marne grosze - to tylko jeden z popularniejszych argumentów przeciwko ZUS. Mnie martwi jednak coś zupełnie innego. Coś, na co do tej pory nigdy nie zwracałem uwagi, a od czego zależy przyszłość istnienia narodu polskiego. Postaram się to pokazać na mam nadzieję prostym przykładzie. Jest XIX wiek. Każdy dba o siebie, solidnie zastanawia się nad wydaniem każdego grosza, kombinuje jak zarobić więcej by móc odłożyć więcej. Boi się o przyszłość, ale tym samym odnosi większą radość z każdego sukcesu. I nadchodzi wiek XX, wprowadzone zostaje państwo opiekuńcze. Każdy oddaje 1/3 swojej pensji ZUS'owi i co się dzieje: N- Noworodki L - Ludzie pracujący E - Emeryci (dawniej osoby starsze, którymi opiekowały się dzieci / wnuki / prawnuki i/lub różnorakie ośrodki pomocy, fundacje, domy spokojnej starości etc.) XIX w: NNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLEEEEEEE XX w: NNNNNNNNNNNNNLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE XXI w: NNNLLLLLLLLLLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE Dlaczego tak się dzieje? Jest wiele przyczyn: Liczba ludzi pracujących zmniejsza się, bo po co mają pracować, skoro dostają zasiłek dla bezrobotnych ,
Liczba pracujących zmniejsza się, bo składka ZUS zwiększa koszty utrzymania pracownika i coraz większej ilości ludzi nie opłaca się zatrudniać...
Liczba noworodków zmniejsza się, bo po co ludzie mają mieć dzieci, skoro na starość państwo się nimi zaopiekuje?
I wiele innych. Powyższe procesy powodują, że: a) coraz mniej dzieci się rodzi, b) coraz mniej ludzi pracuje i odprowadza składki, c) społeczeństwo starzeje się i jest coraz więcej świadczeń do wypłacenia przy coraz mniejszych wpływach do kasy. A co się dzieje, kiedy firma wydaje więcej niż zarabia? Popada w długi i BANKRUTUJE. Tak, tak - ZUS także jest bankrutem. Naturalnie wszystkie państwa socjalistyczne, takie jak USA czy Unia Europejska walczą, by owe ZUS'y i Obama care'y nie straciły płynności finansowej: a to podniosą wiek emerytalny,
a to z Waszych podatków przeleją na konto ZUS kilka miliardów (niedawno rząd przelał ZUS'owi ponad 6 miliardów),
a to dodrukują pieniądze (wtedy płacicie podatek emisyjny bo Wasze pieniądze tracą na wartości),
a to zrobią szwindel i obrabują tych, którzy zamiast do ZUS odkładali do OFE.
Ale to że ZUS marnuje pieniądze to jeszcze małe piwo. Największa tragedia Polaków (o czym zapewne niewielu sobie zdaje sprawę), to fakt że mało komu chce się mieć dzieci i ludzie przestają być za siebie odpowiedzialni. Bo zaczynają myśleć - po co mam za siebie odpowiadać, skoro zrobi to za mnie państwo? Efekt jest później opłakany... A przecież zamiast wydawać ponad 1000 PLN miesięcznie na ZUS, można te pieniądze odłożyć na procent lub zakupić dewizy, papiery wartościowe czy chociażby złoto, na stare lata kupić mieszkanie, kamienicę czy wybudować dom i chociażby żyć z jego wynajmu na znacznie wyższym poziomie, niż 1000 PLN ZUS'owskiej emeryturki. A potem jeszcze owo mieszkanie / kamienicę / dom przepisać dzieciom w spadku! Ja wiem, zaraz pojawi się masa "ale"... Ale czy ktokolwiek z Was spotkał czworonoga smutnego z tego powodu, że nie ma "bezpłatnej" opieki weterynaryjnej? Czy w poczekalniach klinik weterynaryjnych widzicie kolejki starszych osób ze swoimi czworonogami przychodzących na pogaduchy, bo przecież Pimpuś i tak będzie przebadany "za darmo"? Czy ktokolwiek widział, aby weterynarz otrzymał od konia kopertę lub koniak w zamian za wykonanie swojej pracy? Nie dajmy się zwariować, bez ZUS'u świat się nie zawali. Przez kilkadziesiąt wieków historii ludzkości go nie było i ludzie dawali sobie radę. I nie ma najmniejszego powodu, aby ten bankrutujący relikt przeszłości nadal finansować. No chyba, że chcecie. Niektórzy już walczą: i zobaczcie do jakich absurdów posuwa się władza, aby wybić obywatelowi z głowy pomysły o zaprzestaniu płacenia składek ZUS, co jest według owej władzy wyrażeniem chęci zaprzestania robienia sobie dobrze I pamiętajcie - to od Was zależy czy zadbacie o własną przyszłość, czy też owoc żywota Twojego zje ZUS... Ach, byłbym zapomniał. Jeśli uważacie, że ubiegłoroczna afera Amber Gold zniszczyła życie wielu Polakom, to mogę Was zapewnić, że przy tym co wyprawia ZUS ze wszystkimi Polakami, to był mały pikuś: Mam takie marzenie, żeby Polacy przestali finansować chory ustrój, a zaczęli zarobione pieniądze inwestować w siebie. Im szybciej - tym lepiej dla wszystkich, a zwłaszcza dla naszych przyszłych pokoleń... Ale czy powinienem pisać o tym publicznie? Jednemu facetowi przyśnił się warszawski zjazd drwali i ścięta głowa Hanny Gronkiewicz Waltz - możecie wierzyć lub nie, ale kiedy napisał o tym na facebooku - zajęła się nim prokuratura: klik Cóż, życzę Wam Wesołych Świąt wielkiej nocy, smacznego jajka i szybkiego upadku tego chorego ustroju niewolniczego! Jak mawiają, Alleluja i do przodu!

Jurij

Jurij

 

Jurij kontra Telewizja Polska

W moim poprzednim wpisie poinformowałem Was o występie prezesa Kongresu Nowej Prawicy, pana Janusza Korwin - Mikke, w programie "Młodzież kontra czyli pod ostrzałem" emitowanym na TVP info. Obiecałem iż jak tylko pojawi się nagranie z tego programu, udostępnię je, co niniejszym czynię: http://www.youtube.com/watch?v=GrSSyR_FWyc Obejrzałem ten odcinek trzykrotnie. I za każdym razem z niedowierzaniem. Nie, poglądy JKM mnie nie zszokowały, bo te znam na wyrywki. Jestem przerażony sposobem, w jaki manipuluje się ludźmi. Pisałem o tym kilka dni temu we wpisie: http://forum.invisionize.pl/blog/71/entry-102-prima-aprilis-%C5%9Bwi%C4%99to-zrobionych-w-balona/ . Z resztą zróbmy mały eksperyment. Jakie odnieśliście wrażenie po obejrzeniu tego materiału? Możecie pisać w komentarzach lub jeśli ktoś się wstydzi publicznie, to w prywatnej wiadomości także można wyrazić swoją opinię. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jeśli już obejrzeliście ten odcinek programu Młodzież kontra i wyraziliście swoją opinię, możemy przejść do analizy tego 33-minutowego programu. Logika nakazuje uważać Telewizję Polską jako wiarygodne źródło informacji, rzetelne, obiektywne i krótko mówiąc, takie które bawi, uczy, informuje. Ilu z Was tak właśnie postrzega telewizję? 1. Rzetelność informacji. W pierwszej minucie i dwudziestej szóstej sekundzie dowiadujemy się, że Janusz Korwin - Mikke jest 72-letnim politykiem. Przeciętny Kowalski, Malinowski czy Nowak łyknął zapewne to kłamstwo jak gęś paszę bez mrugnięcia okiem. Jak możemy przeczytać na wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Korwin-Mikke lub stronie autorskiej Janusza Korwina - Mikke: http://korwin-mikke.pl/strony/o_jkm - urodził się on 27 października 1942 roku w Warszawie. A zatem 27 października 2012 roku Janusz Korwin - Mikke skończył 70 lat. Gdyby TVP info była rzetelna, podałaby prawdę. A skoro TVP info należy do mediów reżimowych i chciała ośmieszyć gościa programu ukazując go jako staruszka w muszce, dodanie kilku lat jest jak najbardziej na miejscu. Dlaczego zaraz ośmieszyć? 2. Obiektywizm. Od pierwszej minuty trzydziestej sekundy podawane są... no właśnie co takiego jest podawane? Gdyby telewizja była obiektywna, podałaby kilka informacji o gościu programu. W informacjach przeważnie podaje się zasługi, więc wypadałoby powiedzieć, że gość jest: prezesem partii Kongres Nowej Prawicy,
był posłem na sejm z woj. poznańskiego w latach 1992-93,
jest współautorem ustawy lustracyjnej,
dzięki niemu uchwalono ustawę dotyczącą szmatexów (mimo iż wówczas nie był posłem),
mistrz kraju w brydżu,
autor wielu książek i publikacji, założyciel i wieloletni redaktor pisma Najwyższy czas!,
najbardziej popularny w internecie polityk (jako pierwszy przekroczył próg 100 000 polubień na facebooku),
kandydat na senatora z okręgu rybnickiego
I tak dalej. Tymczasem z tego materiału dowiadujemy się, że: szanse na skuteczną politykę Korwina - Mikke są niewielkie,
w każdych wyborach w których startuje ponosi klęskę (o sukcesie we Wrocławiu i przekrętach w PKW w wyborach z 2011 roku naturalnie redaktorzy zapomnieli wspomnieć),
jego skuteczność jest praktycznie zerowa.
Aha. No to pogratulować redaktorom TVP info rzetelności i obiektywizmu. 21 kwietnia są wybory uzupełniające do senatu w Rybniku, widocznie TVP chciała tym wstępem zniechęcić wyborców do głosowania na JKM. Nie dajcie się zwieść tej nędznej manipulacji! Szanse na wygranie tych wyborów są naprawdę duże, tylko trzeba ruszyć się z sprzed telewizora i zagłosować. Pierwsza wymiana zdań, cyniczne pytania i docinki redaktora prowadzącego, gość wyraża pogląd: "Kto nie pracuje - ten nie je, a tymczasem władze nagradzają bezrobotnych zasiłkami za nieróbstwo" i reakcja redaktora: "No pewno! Pf, moglibyśmy się tak jeszcze sprzeczać bardzo długo!" Sprzeczać? To jest ta słynna obiektywność redaktorów? A może kłamstwem jest, że bezrobotni dostają w Polsce czy Unii Europejskiej zasiłki? Ale po cóż wyjawiać prawdę, lepiej szybko zmienić temat. 7'27" odcinka - zgrywus Redaktor przygotował niespodziankę. Niewtajemniczonym podpowiem, że Janusz Korwin - Mikke był już raz gościem programu "Młodzież kontra" i z tego nagrania powstał słynny w sieci filmik "Korwin - Mikke masakruje lewaka": na którym to fragmencie ów "lewak" odesłał gościa programu na leczenie psychiatryczne. Ironicznie mówiąc "bezstronne" media jak widać podchwyciły ten motyw i po raz kolejny zaprosiły owego "lewaka" na spotkanie. Kto ma rację? Sami oceńcie. Ja osobiście nie mam ochoty płacić większych podatków niż za Hitlera i nie uważam, żeby życie dla żarcia i wegetacja na zasiłku / marnej okrojonej przez 85% podatki pensyjki wpływało korzystnie na człowieka. Co chyba z resztą widać 16'30" - cały czas w tle pojawia się graficzka "Mauzoleum Korwina", w tym momencie jest jej zbliżenie. Czy to aluzja, że JKM powinien umrzeć? A może iż jest współczesnym Leninem? Mimo faktu, że Lenin był socjalistą (jak i współczesne rządzące nami partie euro-socjalistyczne) a Janusz Korwin - Mikke jest skrajnym prawicowcem? Nie wiem jak Wy to odebraliście, ale ja jestem zniesmaczony. 19,27" - JKM tłumaczy, ze świetne wyniki w internecie zawdzięcza temu, że w internecie nie ma redaktora, który narzuciłby odbiorcy własnego (reżimowego) zdania / opinii, co zrobiło min. TVP info we wprowadzeniu do programu. Np. na portalu korwin-mikke.pl w sekcji wiadomości przeczytacie pozytywne jak i negatywne wypowiedzi pod kątem JKM. Tymczasem w pozostałych mediach jedynie negatywne. Na youtube każdy oglądający filmik może ocenić, czy dana wypowiedź mu się podoba czy nie. W mediach ma narzucone "JKM - ten który wiecznie przegrywa i nie warto na niego głosować". A co na to redaktor? Naturalnie musiał dodać swoje trzy grosze że w internecie media są "w doskonałej jakości w streamingu". Albowiem polski redaktor w polskiej telewizji nie może użyć wyrażenia "transmisja strumieniowa", musi użyć słowa streaming. No więc życzę powodzenia wszystkim, którzy chcieliby w internecie obejrzeć np. Superstację na żywo albo inne obiektywne wiadomości. 23'20" - JKM odpowiedział na pytanie z poczty mailowej. Jaka była reakcja prowadzącego? "Jestem skłonny udzielić głosu po raz drugi". Komu? Przecież pytanie było od widzów z poczty, a nie od uczestników programu w studiu. Może redaktor liczył na ciętą ripostę z trybun? No niestety, jakże mi przykro. 29'10" - Po kilkuminutowej wychwalaniu przez gościa programu polskich polityków i wymienieniu ich zasług (dzięki którym Polska ma tempo rozwoju +1 - +2 % a nie -1 - -2% jak Francja czy Niemcy) redaktor prowadzący stwierdza: I szybko zmienia temat Czy to jest obiektywna reakcja gospodarza programu? Czy może jednak narzucenie widzowi toku rozumowania i manipulacja? Cóż. To był jeden z nielicznych w ostatnich latach występów przedstawiciela polskiej prawicy w telewizji. Raptem 33 minutowy program a ile kłamstw, prób narzucenia słów nieprawdziwych / niewypowiedzianych, ataków, manipulacji i kolejne próby odesłania gościa programu hen daleko lub do Kobierzyna. Jeśli nie wiecie o co chodzi z Kobierzynem to wyjaśnię, że znajduje się tam największy w Krakowie szpital psychiatryczny. Miłośników Ruchu Palikota pocieszę, że polski rząd już nad tym pracuje: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Powrot-psychuszek-zmiany-w-ustawie-o-ochronie-zdrowia-psychicznego,wid,15370845,wiadomosc.html . Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to: A wracając do odcinka programu, nie wiem jak Was, ale mnie zbulwersował także fakt niebywałego braku kultury i szacunku uczestników programu wobec gościa. To tyle odnośnie tego odcinka. Wnioski każdy wyniesie sam. Mnie tylko szkoda tych milionów widzów, którym się robi codziennie bryndzę z mózgu wpajając euro-socjalistyczny bełkot, fałszywe informacje, bezwartościowe programy żerujące na ludzkich emocjach czy uczuciach i najniższych instynktach, a programy np. prof. Miodka zagrożone są zdjęciem z anteny. Programów edukacyjnych czy rozwijających użytkownika takich jak KWANT, Sonda czy Zrób to sam - jak na lekarstwo, za to "Rozmowy w toku", "Dlaczego ja?", "Pamiętniki z wakacji" puszczane są niemal non stop. Dlatego nie oglądam już telewizji, czego i Wam serdecznie życzę.

Jurij

Jurij

 

Niedługi film o długu

Długi. To temat długi jak rzeka Wisła i można by na jego temat długo pisać. Chyba nikt nie lubi mieć długów. I gdyby tylko ludzkość stosowała się do prostej zasady: To by tych długów nie miała. Niestety, w XX wieku ludzkość zapragnęła, by państwo się nią opiekowało. Zapewniło wykształcenie, pracę, opiekę zdrowotną, wybudowało drogi, placówki, mieszkania, zapewniło spokojną starość. A to wszystko kosztuje, nie oszukujmy się - potworne pieniądze. Raz, że żaden polityk nie zrobi tego za darmo, dwa - że przy okazji może się nakraść, a trzy - wycwaniony polityk to taki, który dużo naobiecuje że zrobi, weźmie za to grubą kasę i potem naród nie wie czy ma się śmiać, czy płakać: Trafiłem w sieci na bardzo dobry film edukacyjny, stworzony przez brytyjską gazetę Money Week. Co prawda jest to po części reklama tejże gazety i wychwalanie trafności dotychczasowych prognoz finansowych, ale warto ten film obejrzeć. Na filmie pokazano możliwe scenariusze, które wkrótce się wydarzą, poparte faktami z przeszłości. Co się stanie, gdy w pewnym momencie dług kraju osiągnie punkt krytyczny, a pozostałe państwa nie będą chciały dalej pożyczać pieniędzy? Tak jest, rząd zamknie granice i możliwości wywozu pieniędzy, najpierw sięgnie po to co mamy w bankach, potem załamie się rynek nieruchomości, potem zapanuje anarchia. No dobrze, zastanawiacie się zapewne - co mnie obchodzi gigantyczny dług Wielkiej Brytanii? To ich problem, nie mój. Błąd. Pomijając fakt, że Wielka Brytania dzięki rządom pana powyżej stała się drugą Polską, to Polska właściwa też nie ma powodu do radości: http://www.zegardlugu.pl/ Zegar tyka, a czas umyka. Zapraszam na krótki seans apokaliptyczny, ukazujący co może nas wkrótce również spotkać: http://www.youtube.com/watch?v=UdyQd6Xks7A Przyszłość nie rysuje się w różowych barwach, czyż nie? Najbardziej spodobał mi się fragment o tym, że ludzie mają jeszcze jeden problem - rząd. Rząd, który nie może nic zrobić, a mimo to usilnie próbuje zrobić cokolwiek, aby wykazać się że coś robi, pogarszając tym samym sytuację. I z pewnością to samo dotyczy Polski - dalsze liczenie na rząd, socjal i głosowanie na lewicę w niczym nie pomoże. A tym bardziej odkładanie pieniędzy do ZUS: http://zus.pox.pl/zus/sad-najwyzszy-skladki-zus-nie-sa-nasza-wlasnoscia.htm , bo jak stwierdził sąd - osoby wpłacające "składki" do ZUS nie są ich właścicielami A odkładanie pieniędzy gdziekolwiek indziej zawsze przyniesie ze sobą korzyści. Odkładając je do skarpety ryzykujemy, że przyjdzie hiperinflacja i najwyżej będziemy mieli czym tapetować pokój. Inwestując w nieruchomości będziemy mieć pewność, że przynajmniej spanie pod chmurką nam nie grozi. A inwestując w złoto czy srebro - że z głodu nie umrzemy Chyba, że rząd "dla naszego dobra" zarządzi jego konfiskatę. Ale i na to ludzkość wymyśliła sposoby

Jurij

Jurij

 

Come stai, Pendolino?

Blog Jurija przekroczył już liczbę 30 000 (trzydziestu tysięcy) wyświetleń, tymczasem profesor Gomułka oszacował niedawno, że gdyby podliczyć wszystkie zobowiązania państwa polskiego, wliczając w to ZUS, to dług publiczny Polski przekroczyłby sumę 3 000 000 000 000 (trzech bilionów) PLN! A zatem dług "na dzień dobry" każdego nowo narodzonego dziecka w Polsce przekracza 80 000 PLN, a nie jak pisałem ostatni ponad 20 000. Wystarczy sobie teraz wyobrazić hipotetyczną sytuację, gdy do naszych drzwi puka urzędnik i pyta kiedy zamierzamy wpłacić nasze 80 kawałków długu. Co byście zrobili? Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to na wykresie z lewej widzimy farmazony Jana Vincenta, a z prawej stan faktyczny: I możecie być pewni, że jak tylko progi ostrożnościowe zostaną usunięte, to ten słupek zadłużenia poszybuje w górę szybciej niż... zapewniam Was, że szybciej niż polskie Dreamlinery czy F16 w remoncie lub też nowo zakupione Pendolino. No tak, bo skoro mamy ponad 3 biliony długu, kraj pogrążony w chaosie zarówno komunikacyjnym jak i gospodarczym, to przecież nie stoi nic na przeszkodzie, aby zaciągnąć kolejną pożyczkę w Unii Europejskiej (zwaną dotacjami) i zakupić drogi, niepotrzebny tabor włoskich pociągów Pendolino ku uciesze całego narodu. Czyż nie? Nie oszukujmy się, na temat kolei w Polsce można by opowiadać wiele dowcipów. Niestety temat przestaje być śmieszny, kiedy musimy gdzieś dojechać, a na dworcach dzieją się dantejskie sceny jak za panowania ministra Grabarczyka. W wielu miejscach pociągi jadą z prędkością 20-30 km/h, bo torowiska na więcej nie pozwalają. Ba, kilka lat temu sporo podróżowałem pociągami i kilkugodzinne przestoje w szczerym polu były normą. Raz nawet z komicznego powodu, bo pociąg jadący przed nami przyspawał się do torów i trzeba było czekać, aż technicy opanują sytuację. Kilka godzin w plecy. I jak się dowiedziałem, wcale to nie taka rzadkość! Mało tego, pomimo postępu technologicznego, czas jazdy pociągiem w wielu przypadkach jest znacznie dłuższy niż przed II Wojną Światową! Więc jaki jest sens kupowania drogiego włoskiego pociągu, jak się ma takie problemy finansowe i taką infrastrukturę kolejową? Nie ma najmniejszego. Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie władzę, bo ta lekką ręką zaciągnęła pożyczkę w UE, dołożyła zagrabione Polakom pieniądze i za astronomiczną kwotę 665 milionów euro zakupiono 20 składów włoskich pociągów. Po co? Zapewne w celach propagandowych. Reżimowe media typu TVN 24 mogą dzięki temu szczycić się nagłówkami "Ferrari na torach" Sęk w tym, że samochody Ferrari zaliczają się do segmentu super szybkich aut luksusowych. A Pendolino? Włoska konstrukcja może osiągnąć maksymalnie 280 km/h. Fakt, przy polskich pociągach być może ta prędkość maksymalna wygląda imponująco, ale nie oszukujmy się. Po pierwsze - żaden pociąg nie pojedzie więcej niż 100-120 km/h po polskich torach, bo technicznie nie da rady. A jak to wygląda w światowej czołówce? Czyli wychodzi na to, że Francuzi w 1974 roku mogli sobie podróżować pociągiem z prędkością 430 km/h, a Polska w 2014 roku (40 lat później) po wydaniu 665 000 000 euro na pociągi osiągające maksymalnie 280 km/h będzie mogła oferować podróżnym jazdę z prędkością 4-krotnie mniejszą! To się nazywa prawdziwy postęp dzięki Unii Europejskiej, pod hasłem ZERO GROWTH Jeśli komukolwiek zrobiło się smutno, bo de facto są to tragiczne informacje, to na koniec bardziej optymistyczna informacja. To naturalnie sarkazm, bo nic bardziej nie dobija niż armia kilkudziesięciu tysięcy urzędników z ZUS ogłaszająca przetarg na ponad 650 kg kawy i dwie tony ciastek, aby w miłej atmosferze przy pogaduchach mogli uprzykrzać nam życie. Cóż, pozostaje zatem przywitać się z nowym nabytkiem... Come stai, Pendolino? Pociąg jest, a torów nimo...

Jurij

Jurij

 

Zapomniany save

Tyle się ostatnio dzieje, że nawet nie mam czasu i siły dodać wpisu na blogu... Może to się uda dzisiaj nadrobić. Ostatnio naszło mnie na robienie porządków i w pokoju jak i na dysku. Sterty starych płyt, archiwalnych plików z poprzednich systemów operacyjnych jak i konfiguracji sprzętowych... Jest co wspominać Nie wiem jakim cudem, ale w starych plikach na względnie nowym dysku znalazłem save'y z gry, która kilkanaście lat temu niewątpliwie wstrząsnęła światem gier komputerowych, a której nigdy nie udało mi się ukończyć. The Grand Theft Auto III, bo o niej mowa, w momencie swojego debiutu miała całkiem spore wymagania sprzętowe. Wymagania z wikipedii: Pentium III 450 MHz CPU
64 MB RAM
16 MB karta graficzna z obsługą DirectX
karta dźwiękowa obsługująca DirectX
8x CD-ROM
500 MB HDD
system operacyjny 98 / ME / NT / 2000 / XP / Vista
DirectX 8.1
Chociaż wątpię, aby na takim sprzęcie ta gra płynnie działała. Pamiętam bardzo dobrze, że na moim Pentium II 350 MHz, 128 MB RAM, 8 MB karcie Riva 128 i dysku 6,4 GB Seagate Medalist mogłem tylko pomarzyć o uruchomieniu tego tytułu, a jedynie osoby posiadające przynajmniej 1GHz procesor mogły się cieszyć płynną rozgrywką. Dopiero jak w domu pojawił się służbowy laptop Asusa z procesorem 1,4 GHz, można było zacząć odkrywanie Liberty City. Ale nie pamiętam czemu porzuciłem wówczas rozgrywkę... Przez te 10 lat zmieniło się dosłownie wszystko. Człowiek się zestarzał, technika poszła do przodu, świat IT jak i gier komputerowych również zmienił się nie do poznania. Nawet 4-letni smartphone z przeciętną specyfikacją poradzi sobie z uruchomieniem GTA III, ba - nawet w wersji mobilnej doczekaliśmy się także Vice City jak i San Andreas. Jako wielki miłośnik tej serii z sentymentem ponownie zainstalowałem GTA III na moim PC. Tym razem na Core2Duo E8400 2x3GHz, 4 GB RAM, GF9600 GT z 512 MB DDR3 256bit nie ma mowy o jakimkolwiek lagowaniu, przycięciach czy problemach z uruchomieniem gry Twarde 60 fps cieszy. Mimo, że wszystko inne się zmieniło, Liberty City pozostało niezmienione. I chociażby za to chwała Rockstar Games. Najwyższa pora wsiąść do lśniącego Infernusa, włączyć Head Radio i dokończyć dzieło rozpoczęte 10 lat temu

Jurij

Jurij

 

Farewell IDE, hello SATA

W swoim życiu żegnałem już wiele standardów komputerowych. Pierwszym z nich była magistrala ISA (Industry Standard Architecture), którą pożegnałem 17 X 2004 roku, zamieniając cudaczną trójkątną kartę dźwiękową podłączoną do ówczesnej płyty głównej ASUS P2B z chipsetem Intela 440 BX na kartę dźwiękową pod PCI. Zaletą takiego posunięcia była lepsza jakość dźwięku i rozmowy audio w Skypie wreszcie zaczęły działać Jeśli ktoś nie pamięta, złącze ISA zostało wprowadzone w 1981 roku, było magistralą 16-bitową i wyglądała tak: Została wyparta przez magistralę PCI. Drugim standardem, który miałem okazję pożegnać, był napęd dyskietek FDD (Floppy Disk Drive), którego wymontowanie sprawiało, że komputer nie skrzeczał na starcie i de facto - od razu robił się młodszy Z resztą używanie stacji dyskietek stało się bezcelowe w momencie kiedy na rynku pojawiły się tanie, szybkie i pojemne pamięci flash pod USB. Ostatnim standardem, który pożegnałem w dniu dzisiejszym, jest widoczny na powyższym obrazku port IDE (Integrated Drive Electronics). Lub jak kto woli PATA (Parallel Advanced Technology Attachments). Standard ten, zapoczątkowany przez firmę Compaq w 1983 roku, najczęściej był wykorzystywany do montażu dysków IDE / ATA lub napędów CD-ROM / DVD. Taśmy IDE były szerokie: i zajmowały sporo miejsca w obudowie. Plastikowe końcówki lubiły się psuć, czasami pękały, niekiedy trzeba się było namęczyć żeby wypiąć taki kabel nie uszkadzając go. Na szczęście i ten standard doczekał się swojego następcy w postaci złącza SATA (Serial Advanced Technology Attachment) i to właśnie jego używamy we współczesnych komputerach klasy PC. Pierwszy etap przesiadki na SATA miałem w zeszłym roku, kiedy to padła moja 500GB Barracuda i trzeba było kupić nowy 1TB dysk, wyposażony już w nowe złącze SATA. Pozostała jeszcze kwestia nagrywarki, którą kupiłem w 2005 roku i która od lat sprawiała problemy z odczytem płyt DVD. Pierwszą "wypalarę" kupiłem w 2002 roku za niebagatelną sumę 450 PLN. Była to rzecz jasna nagrywarka CD, model LG GCE-8240B, która jak na ówczesne możliwości potrafiła nagrać płytę CD z zawrotną prędkością 24x: Sprzęt naprawdę wysokiej klasy, działa niezawodnie do dziś - naturalnie leży jako sprzęt awaryjny, nie używany. Później w 2005 roku postanowiłem kupić nagrywarkę DVD. Były one wówczas tańsze i bardziej popularne i za niecałe 300 PLN udało mi się kupić nagrywarkę Lite-On'a. I to był błąd. Pierwszego modelu nie pamiętam, ale ilość błędów CRC, jaką potrafiła ta nagrywarka wytworzyć podczas jednej sesji, była zatrważająca. No ale od czego jest gwarancja? W zamian dostałem "nowszy" model Lite-On SHW-160P6S: który już zdecydowanie lepiej radził sobie z nagrywaniem płyt DVD. Problem w tym, że po jakimś czasie przestał odczytywać nagrane przez siebie płyty... Postanowiłem w końcu coś z tym zrobić. Miałem nadzieję, że uda mi się kupić wreszcie jakąś nagrywarkę wspierającą technologię Light Scribe. Pamiętam, że w 2005 roku były one koszmarnie drogie... a dziś? Powinny być tanie jak barszcz... Problem w tym, że jednak przez ostatnie 9 lat ta technologia odeszła w zapomnienie i żadna ze współczesnych nagrywarek już jej nie wspiera! Cóż, szkoda. Postanowiłem zatem wybrać coś z obecnej oferty. Wybór padł na firmę Asus, bo skoro mam monitor i płytę główną tej firmy, to ładnie będzie pasować i napęd DVD do zestawu Poza tym nie oszukujmy się, model tej firmy miał najładniejszy design przedniej części reprezentacyjnej. A więc kupiłem model ASUS DRW-24F1ST za oszałamiającą kwotę 62 PLN: i póki co jestem z niej bardzo zadowolony. Napęd bez problemu radzi sobie z odczytem płyt CD i DVD, tacka wysuwa się bardzo cicho i delikatnie, a sam napęd jest o wiele cichszy od poprzednika z firmy Lite-On. Trochę się obawiałem, bo masa malkontentów wypisywała w sieci jaki to głośny napęd... Ale jest naprawdę ok. No trochę wyć musi, w końcu płyta dosyć solidnie się rozpędza w momencie odczytu. Oby długo służył, na szczęście jest 2-letnia gwarancja producenta Tymczasem w tym tygodniu Sony zaprezentowało swoje nowe produkty na targach IFA 2014 w Berlinie, o czym możecie przeczytać tutaj . Wśród nich Sony zaprezentowało nowego flagowca - model Sony Xperia Z3, mimo iż raptem pół roku temu wydało przecież model Z2! Oficjalne stanowisko firmy Sony jest takie, że będą wydawać nowego flagowca co pół roku, aby flagowiec zapewniał najwyższą wydajność. Ale zaraz, czymże zatem się różni nowa Xperia Z3 od starej Xperii Z2? Jeśli się dobrze przyjrzeć - poza wyglądem i znacznie wyższą ceną - niczym! No dobrze, zamontowano w niej nowego Snapdragona 801 taktowanego zegarem 4x2,5 GHz. Ale czy poprzedni 4x2,3 GHz był rzeczywiście zbyt wolny? Szczerze w to wątpię, aby ktokolwiek odczuł różnicę. Ekran 5,2", 3 GB RAM, 16 GB pamięci flash czy aparat 20,7 MPx... to wszystko widzieliśmy już w poprzedniku. Zatem co ma nas przekonać do wydania 3000 PLN na nową Sony Xperia Z3? Wodoodporność na głębokość 1,5 metra? Bateria trzymająca 2 dni? Czy może dźwięk wysokiej jakości High Resolution Audio? Miej litość Sony... Tymczasem sezon plotek na temat specyfikacji Sony Xperia Z4, która zapewne zostanie zaprezentowana na targach w Las Vegas lub Barcelonie na początku 2015 roku (o ile producent się nie rozmyśli) uważam za otwarty

Jurij

Jurij

 

Kryzys Na Prawicy?

Dziś pierwszy maja - socjalistyczne święto pracy. Jak na kapitalistę przystało to idealny dzień na to aby wziąć się do roboty i napisać bardzo zaległy, aczkolwiek ważny wpis. A wpis będzie dotyczył Kryzysu Na Prawicy, czyli rozłamu w Kongresie Nowej Prawicy. Pod koniec 2014 roku w mediach zawrzało, jakoby w Kryzysie Nowej Prawicy źle się dzieje. Wszyscy członkowie ówczesnego KNP gremialnie dementowali te plotki, ale plotki nie wzięły się znikąd. Na początku stycznia 2015 roku Janusz Korwin - Mikke został odsunięty z funkcji prezesa KNP, a nowym prezesem został Michał Marusik. Dlaczego tak się stało? Czas pokazał, że przyczyn było wiele: bałagan organizacyjny wewnątrz partii,
karierowiczostwo niektórych członków KNP,
niechęć do Przemysława Wiplera (podział na beton i resztę partii),
chęć zemsty na dotychczasowym prezesie,
błąd w statusie partii umożliwiający odsunięcie prezesa poprzez straż partyjną.
Cóż, bałagan w partii można było uprzątnąć. Janusz Korwin - Mikke potrafi zrobić wiele, ale nie może zrobić wszystkiego za wszystkich. Karierowiczostwo i chęć zemsty na prezesie okazały się zgubne dla KNP, bo dzięki luce w statusie udało się osiągnąć cel i wysiudać JKM z fotela prezesa jego własnej partii. Być może KNP istniałaby do dzisiaj w starym składzie, gdyby nie wydarzenie które najbardziej podzieliło członków tej formacji - przyjęcie do struktur Przemysława Wiplera. Pamiętam bardzo dobrze kiedy sam Janusz Korwin - Mikke zapytał na swoim blogu, czy to dobry ruch, aby przyjąć Wiplera do KNP. Byłem wówczas na nie. Czas pokazał, że byłem w błędzie. Wipler póki co okazuje się być lojalnym współpracownikiem prezesa i odwala fenomenalną robotę w terenie, w sejmie jak i w mediach. Jako pierwszy poseł KNP miał znacznie więcej występów w telewizji niż jakikolwiek inny członek KNP za wyjątkiem prezesa. Ale to wydarzenie spowodowało podział wewnątrzpartyjny na beton i resztę. Beton - czyli ludzi do których nie przemawiały jakiekolwiek argumenty za tym, by być otwartym na nowych ludzi z innych partii. Czas pokazał, że w skład betonu wchodzili następujący ludzie (krótko ich omówię oraz wyjawię ich grzechy główne). Beton Kongresu Nowej Prawicy 1. Michał Marusik Europoseł KNP, obecny prezes tej formacji. Osobiście nie mam do niego zastrzeżeń, bo będąc europosłem starał się zabierać głos, potrafił mówić konkretnie i z sensem, dziwi mnie że nie wziął w garść wszelkich formalnych problemów wewnątrzpartyjnych. Jako oficjalny powód odwołania JKM ze stanowiska prezesa KNP podał chęć wyręczenia JKM z części obowiązków, które mu przybyły w postaci funkcji europosła. Cały dowcip polega na tym, że JKM wcale nie chciał by go w czymkolwiek odciążano, a pan Marusik również jest europosłem. Za to kłamstwo i karierowiczostwo europoseł Marusik jest skreślony i stracił moje uznanie. Władza najwyraźniej uderzyła do głowy, więc nowy prezes KNP będzie miał możliwość się przekonać, jak to jest władać martwą partią, bo zwykli ludzie o panu Marusiku nigdy nie słyszeli, a partia bez rozpoznawalnego lidera jest niczym. Taki los spotkał Unię Polityki Realnej i dokładnie taki sam los zgotował sobie Kongres Nowej Prawicy czyniąc z siebie UPR 2.0. 2. Stanisław Żółtek Drugi europoseł KNP, przez długi okres prezes oddziału małopolskiego tej formacji. Jako europoseł zawiódł na całej linii. Jego psim obowiązkiem było branie czynnego udziału w obradach europarlamentu, przekazywanie swoich diet na rzecz Kongresu Nowej Prawicy, aktywne promowanie partii i walka z reżimem. Tymczasem europoseł Żółtek w ogóle nie pojawia się w Europarlamencie, nie pobiera diet europosła, nie wykonuje swoich obowiązków i jak się okazało to właśnie Stanisław Żółtek w ramach zemsty na JKM za odwołanie go z funkcji prezesa regionu małopolskiego uknuł plan jak odwołać prezesa KNP przy użyciu straży. Takie zachowanie dyskredytuje tego człowieka w moich oczach na całej linii i w polityce dla takich ludzi nie powinno być miejsca. 3. Jacek Wilk Warszawski mecenas, obecny kandydat na prezydenta z ramienia KNP również jest istotnym elementem kryzysu w KNP. Do czasu eurowyborów był aktywnym członkiem KNP i wzbudzał mój podziw. Robił dobrą robotę w stolicy i okolicach, ale wszystko zmieniło się gdy na stołecznych listach przestał być numerem jeden, bo pojawił się Przemysław Wipler. Karierowiczostwo wyszło z tego pana jak szydło z worka i od tamtej pory odsunął się w cień. Ale nie do końca, ponieważ zamiast kontynuować swoje dzieło i walczyć z euro-socjalizmem i pookrągłostołową kliką, mecenas Jacek Wilk postanowił wykorzystać swoje zdolności prawnicze i zaczął kierować donosy do prokuratury na... swojego prezesa Janusza Korwin - Mikkego. Myślicie, że to żart? Niestety: Jak tylko Korwin - Mikke został odsunięty z funkcji prezesa mecenas Wilk natychmiast zaczął brać czynny udział w życiu partii obejmując funkcję lidera okręgu warszawskiego oraz został kandydatem KNP na urząd prezydenta. Chcecie takiego prezydenta? Bo ja nie. Z resztą z tym związana jest jeszcze jedna historia. Tuż po odwołaniu Korwina z funkcji prezesa KNP dotychczasowa partia udzielała pełnego poparcia Korwinowi ubiegającemu się o fotel prezydenta. Jak tylko się okazało, że JKM zakłada własną formację z posłem Wiplerem i europosłem Iwaszkiewiczem - poparcie zostało wycofane a dalszy ciąg historii już znacie. 4. Krzysztof Szpanelewski Zasłużony działacz KNP z Mazowsza, jego czołowym osiągnięciem była znakomita robota jako szefa kampanii KNP w wyborach do Europarlamentu. Pomimo wprowadzenia 4 europosłów do europarlamentu człowiek ów podał się do dymisji i ostentacyjnie odszedł z partii. W okresie od czerwca 2014 do stycznia 2015 nie omieszkał jednak nagrywać filmików szkalujących Korwin - Mikkego i nadawać na partię. Po rozłamie natychmiast wrócił do KNP i został szefem kampanii wyborczej Jacka Wilka na urząd prezydenta. Po wyborach powinien się zająć może szkoleniem szpiegów? Do tego by się nadawał, bo obecnie robi doskonałą robotę w tym zakresie - o Jacku Wilku prócz zagorzałych konserwatystów i wolnościowców nie wie nikt. Jest pomijany w sondażach, jego poparcie wynosi poniżej 1 procenta, a ostatnio przemawiał w sejmie do wyłączonych kamer, bo żaden z dziennikarzy nie potraktował pana Wilka serio. Brawo - pełen sukces! 5. Artur Dziambor Aktywny działacz KNP z pomorza. Nie został europosłem, ale miał bardzo dobry wynik. Zasłynął tym, że w programie Tak czy Nie u Agnieszki Gozdyry powiedział do Pawła Zalewskiego z PO słynne słowa "Tej siły już nie powstrzymacie!". Jak widać siła powstrzymała się sama. Ten człowiek jest skreślony w moich oczach, bo zanim JKM został odwołany z funkcji prezesa KNP i dziennikarze próbowali się dowiedzieć czy jest jakiś kryzys w partii - odpowiadał, że kryzysu nie ma. A nawet gdyby Korwin założył nową partię, to on jak i 99% działaczy KNP pójdą za Korwinem. Jak widać tego nie zrobił, a ja brzydzę się kłamstwem. Dlatego panu Dziamborowi mówię stanowcze nie. 6. Piotr Najzer Najmłodszy znany działacz betonu, zasłynął swoim kanałem na youtube na którym nie bał się nazywać rzeczy po imieniu. Nie bał się również na imprezach młodzieżówek chwalić się swoimi planami jak to odsuną Korwina od władzy i sami przejmą stery. Rzeczywiście panie Najzer - udało się, gratulacje! I powodzenia na funkcji vice-prezesa Tytanica pod banderą KNP. Niespełna pół roku po rozłamie sytuacja wygląda następująco - nowa partia Korwin - Mikkego - ugrupowanie KORWiN (Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja) według najnowszych sondaży będzie trzecią siłą w sejmie. Notowania zabetonowanego Kongresu Nowej Prawicy nie przekraczają 1% i można śmiało powiedzieć, że beton pociągnął tę partię na dno. Przez ostatnie 96 dni partii Korwin przybyło 61106 polubień na Facebooku, a KNP ubyło 26485 polubień. Całą sytuację na polskiej prawicy doskonale ilustruje prześmiewczy filmik (przerobiony fragment filmu Żywot Briana brytyjskiej grupy Monty Pythona), zrobiony zapewne przez lewicę: Panowie z Kongresu Nowej Prawicy najwyraźniej zapomnieli, że wróg jest na Wiejskiej w Warszawie, w pałacu prezydenckim oraz w Brukseli, a nie pod postacią Korwina czy Wiplera, a ich celem jest obalenie pookrągłostołowej komuny, a nie rozpieprzanie polskiej prawicy. Wstyd i hańba! Dlatego państwu już dziękuję, nie będę śledził ani komentował Waszych poczynań. Jeśli chcecie walczyć z reżimem, możecie wspierać partię KORWiN oraz propagować idee wolnościowe i konserwatywne, do czego gorąco zachęcam. Tymczasem jedyną nadzieją dla Polski jest: I na tym musimy się skupić. Bo jeśli nie wygra on, to Polska przestanie istnieć i zostanie jedynie emigracja.

Jurij

Jurij

 

Bronek PO 4 Zeta - Głosuj Na Bronka!

Po omówieniu tego co było, czyli o minionym Kryzysie Na Prawicy, pora pomówić o tym co będzie. A krótko mówiąc będzie tak, że jeśli się teraz nie zmobilizujemy i Bronek Komorowski wygra wybory prezydenckie na następną kadencję, to za jego prezydentury doczekamy smutnych czasów, że najtańszy 5-procentowy bronek będzie kosztował 4 PLN, a najtańsza butelka wódki będzie kosztować złociszy 32. Zmiany wejdą w życie w 2016 roku, no chyba że obalimy ten chory reżim i wyjdziemy z Unii Europejskiej. I uwaga - żebyście nie mieli żadnych złudzeń. Nowe przepisy nie sprawią, że Tyskie czy Żywiec będą kosztowały 4 złote. O nie, nie! Cena 4 zł będzie stawką minimalną za puszkę każdego najtańszego sikacza, który będzie miał powyżej 5% zawartości alkoholu. Cena popularnych piw będzie wyższa, a cena prawdziwych piw z małych browarów jeszcze wyższa. To samo będzie tyczyło się wódki. Minimalna cena za butelkę piwa czy wódki, podniesiona za pomocą jednej ustawy, ma rzekomo przyczynić się do zwalczania alkoholizmu w Polsce. Tak samo jak wysoki podatek dochodowy skutecznie zwalcza wrednych kapitalistów, próbujących w tym kraju zarobić na życie. A jak bardzo jest to trudne i jak bardzo jesteśmy rabowani przez rząd III RP okupującej Polskę, możecie dowiedzieć się studiując infografikę wykonaną na bazie kalkulacji Forum Obywatelskiego Rozwoju: Tak więc mając do wyboru Bronka od 4 złotych i wolność gospodarczą, pracę, niskie podatki i niskie ceny produktów - co wybierzecie 10 maja? Ja już wybrałem Dziś sztucznie utworzone święto flagi, więc możecie jednocześnie świętować popijając piwem i wódką po jeszcze starych cenach, a zarazem czytać, oglądać, namawiać, informować, udostępniać, pokazywać, agitować. Wszystko w Waszych rękach

Jurij

Jurij

 

10 Maja - KORWiN To Win!

Dzisiaj ostatni dzień walki o fotel prezydenta RP - pora podsumować tę odlotową kampanię! A działo się, oj działo.... Owe 19 000 KM udało się pokonać dzięki między innymi: Air KORWiN One: Helikopterowi od Zbigniewa Stonogi: One KORWiN Truck: One KORWiN Bus: Tram KORWiN One: Nie zabrakło też gustownego Volvo C70 cabrio w Krakowie: Płomiennych przemówień: Zdjęcia na czołgu w drodze do obalenia reżimu: Zdjęć z pięknymi Cosplayerkami: Sesji zdjęciowych z kobietami: Ba, powstał też nawet napój energetyczny KORWiN, żeby nie opaść z sił! oraz gry na telefon, żeby nie umrzeć z nudów podczas wystąpień Komorowskiego, Palikota, Dudy czy Jarubasa: akcji typu Pocztówka dla Korwina: ale przede wszystkim - wieców i spotkań, na których pojawiliście się Wy - wyborcy!!! Tutaj na zdjęciu w Krakowie ponad 10 000 osób. Wedle reżimowej TVP info - tak wygląda niespełna tysiąc fanów Korwina. Dla porównania: Tak, manipulacji i nieczystych zagrywek także było w tej kampanii ze strony reżimowych mediów bez liku. Ale mam nadzieję, że to Was nie zdemotywowało i 10 maja spotkamy się przy urnach, bo być może to ostatnia szansa na uratowanie Polski...

Jurij

Jurij

 

Canon Backup Plus

Czułe powitania   Tytuł dzisiejszego wpisu brzmi dumnie "Canon backup plus" nie bez powodu. I nie, nie jest to żaden nowy podatkowo socjalistyczny wymysł kaczystowskiej grupy przestępczej. Jest to rezultat sprawnego działania kapitalizmu oraz niewidzialnej ręki wolnego rynku, które połączywszy swe siły doprowadziły mnie pewnego pięknego dnia do decyzji zakupu sprzętu o którym zawsze marzyłem.    *********************************************************************************************************************************************************************** Uwaga!   Zakup nie został zrealizowany dzięki żadnym dotacjom, zasiłkom, zapomogom, subwencjom, kredytom, dofinansowaniom i innym tego typu socjalistycznym wynalazkom. Co to, to nie   W normalnym systemie człowiek idzie do pracy, zarabia pieniądze, odkłada je (czyt. oszczędza) i za gotówkę kupuje na wolnym rynku to, co chce. To naprawdę działa! I nie trzeba nikogo okradać To taki pro tip dla socjalistów i wszystkich z dysfunkcją mózgu spowodowaną lewicowym paraliżem całego systemu.   ***********************************************************************************************************************************************************************   A wracając do sedna - zawsze chciałem mieć dobry aparat. I nie mam na myśli żadnego cyfraka czy też wielomegapikselowego czujnika cmos wsadzonego w komórkę. Chciałem mieć coś, co można by było zabrać na wyjazd czy spacer i mieć pewność dobrych zdjęć z możliwością pstrykania tak, jak się to powinno robić - patrząc w wizjer, obracając obiektywem i tak dalej. A że od zawsze byłem fanem marki Canon, podoba mi się możliwość doboru szerokiej gamy najlepszej na rynku optyki no i hasło "You can - Canon" trafiło do mnie na tyle, że sami rozumiecie - kupiłem sobie Canona. A konkretnie padło na Canona 750D.     Ten sprzęt ma wszystko, czego szukałem. Matrycę 24 MPx, mnóstwo ustawień i trybów których pewnie nigdy nie opanuję do końca, obrotowy 3" ekran, wymienne obiektywy Canona EOS, wyjścia na mikrofon i hdmi a nawet jest i wifi + nfc, więc można sobie podłączyć telefon i przez aplikację Canona zdalnie sterować aparatem (tak własnie, można robić zdjęcia lustrzanką z poziomu telefonu ) oraz przeglądać sobie zawartość pamięci aparatu, kopiować zdjęcia bezpośrednio na telefon i publikować w razie potrzeby gdzie się chce. No i najważniejsze - jest to lustrzanka cyfrowa, więc jakość wykonanych zdjęć jest krótko mówiąc rewelacyjna.   Zakup ten spowodował jednak pewien problem. Gdzie trzymać wszystkie zrobione zdjęcia? Każda karta pamięci się kiedyś zapełni. 1000 zdjęć to około 8 GB danych. Na 120GB dysku SSD, znajdującego się wewnątrz 10-letniego laptopa z którego obecnie korzystam, Windows skrzętnie zjada ostatnie gigabajty wolnego miejsca. Lśniąca 1TB Barracuda, którą kupiłem 5 lat temu:   przez te 5 lat dosyć znacznie się zapchała. Poza tym nie mam już sił i nerwów do wożenia 3,5" dysku + zewnętrznego zasilacza + sterty kabelków, żeby od czasu do czasu coś sobie na niego zgrać. Postanowiłem więc kupić nowe (tym razem 2,5") pudełeczko, w którym mógłbym trzymać wszystkie niezbędne dane oraz zdjęcia i filmy z Canona 750D. Nie ma co ukrywać, napaliłem się na czerwone pudełko firmy WD o pojemności 4 TB. I pewnie bym je kupił, gdyby nie... Seagate. A jakże - firma dzięki której przechowuję swoje dane od 1997 roku zmieniła moje plany, gdyż wyprodukowała jeszcze ładniejsze czarno-czerwone pudełko:     o pojemności... 5TB! Tak jest - pięć 1TB talerzy zamkniętych w niewielkiej 2,5" obudowie. Tego mi było trzeba! Różnica w cenie jest niewielka (na Amazonie kwestia niecałych 100 PLN) a świadomość, że ma się prawie 5TB, a nie raptem 3,5TB jest bezcenna Pięć nowych lśniących 1TB Barracud zamkniętych w jednej niewielkiej gustownej czerwonej obudowie to jest coś, za co warto dopłacić Jedyne co mogę powiedzieć, że dysk jest naprawdę mały, lekki i cichy, a po podłączeniu do komputera możemy zobaczyć to:         a największą frajdę sprawia ten widok:         Teraz wolnego miejsca prędko nie braknie, a partycja systemowa wreszcie może odsapnąć po przeniesieniu wielu gigabajtów danych. No i najważniejsze - palec może spokojnie powędrować na spust migawki bez obawy, że braknie miejsca. Teraz już nie  - ot, takie uroki kapitalizmu   Pozdrawiam,   Jurij

Jurij

Jurij

 

Wycieczka do Paryża

Czułe powitania.   Kiedy patrzę na sytuację w Polsce, czuję się jak osoba chora na bulimię tuż po posiłku.  Aby ukoić zdruzgotane nerwy czas na zmianę otoczenia. Wszak podróże kształcą, otwierają oczy, pozwolą odetchnąć innym powietrzem. Dlaczegóż by nie wybrać się do Paryża? Wszak to miasto miłości, kultury, pięknych uroczych zabytków...       Można by powiedzieć kolebka Europy. A przecież towarzysz Kaczyński obiecał nam ostatnio, że w Polsce za 15-20 lat, bo wcześniej się nie da, będzie tak samo jak na zachodzie od naszych granic pod każdym względem!        Ale po co czekać 15 - 20 lat? Możemy złapać ukochaną osobę za rękę i już teraz udać się do miasta miłości, zobaczyć Wieżę Eiffle'a, Pola Elizejskie, Luwr i całą masę innych atrakcji. Zapraszam na wycieczkę do współczesnego Paryża na zachodzie od naszych granic.         Po tak wspaniałej wycieczce, może warto sobie odświeżyć także Wołyń?   Pozdrawiam,   Jurij

Jurij

Jurij

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.