Skocz do zawartości

Hosting dHosting.pl - 10% rabat!

Blogi

 

Klimatyczne szczytowanie po szczycie klimatycznym

Od 11 listopada i poprzedniego wpisu minęły 3 dni. Z dużym zaciekawieniem obserwowałem informacje z prawicowych i reżimowych lewackich mediów na temat poniedziałkowych wydarzeń i sądzę, że każdy z Was ma podobne spostrzeżenia. A może nie? Zaraz się przekonamy Ale do rzeczy. Nawet jeśli ktoś nie śledził wiadomości, może sobie nawet teraz wejść na reżimowy Onet czy inny tabloid / masowy środek przekazu okupanta i zobaczyć pokłosie z 11XI. Co możemy przeczytać? Premier Tusk zabrał głos ws. zamieszek w stolicy,
Graś: premier nie widzi powodów do odwoływania szefa MSW,
Tusk: nasza taktyka ws. zabezpieczenia marszu nie sprawdziła się,
Miller: Za rok te prawicowe hordy mogą być jeszcze silniejsze,
Fotyga: musimy domagać się przeprosin od Rosji,
Gowin: policja zachowywała się tak, jakby chciała zamieszek,
Niemiecka prasa: nienawiść i przemoc pod biało-czerwoną flagą,
I wiele więcej tym podobnych... Lewica i zboczeńcy z ruchu LGBT opłakują spaloną tęczę szczekając i opluwając uczestników marszu, prawica się cieszy ze spalonej tęczy (jak naród polski ze spalonego w 1943 roku na tym samym placu Zbawiciela ułożonego z kwiatów symbolu Hitlerjugend) i potępia atak na rosyjską ambasadę... Ale, ale... Ten cały szum medialny skupiony jest tylko i wyłącznie wokół jednego z dwóch ważnych wydarzeń z 11 XI! Zarówno spalona tęcza, spalona budka przed rosyjską ambasadą i uliczne zamieszki w Warszawie wystąpiły podczas tzw. "obchodów Święta Niepodległości". Znacznie ciekawsze jest to drugie wydarzenie, o którym się nie mówi. No tak, ciekawsze, to moja skromna opinia, ale jeśli ktoś woli cyferki jako dowód, to proszę bardzo. Koszty organizacji Marszu Niepodległości 11XI2013: 0 PLN (maszerowanie z flagą wszak nic nie kosztuje), zniszczenia po zamieszkach wyceniono na nieco ponad ~120 000 PLN (sto dwadzieścia tysięcy polskich złotych). Koszty organizacji szczytu klimatycznego na Stadionie Narodowym 11XI2013: Wynajęcie, przygotowanie i zabezpieczenie Stadionu Narodowego kosztowało około 100 000 000 PLN (stu milionów polskich złotych) a więc tysiąckrotnie więcej, niż straty spowodowane zamieszkami na tzw. "obchodach Święta Niepodległości". Tymczasem o szczycie klimatycznym cicho sza i o tysiąckrotnie większych stratach cicho sza, a o paru chuliganach i spalonym symbolu LGBT media huczą po dzień dzisiejszy. Dlaczego? Dlatego moi mili, że drugie wydarzenie zostało zorganizowane celowo i z premedytacją w dniu święta narodowego Polaków właśnie po to, żeby sprowokować na nim zamieszki i żeby uwaga mediów oraz wszystkich Polaków skupiła się na zadymach, przemarszach i pożarach, a nie na Stadionie Narodowym. Żeby można było sobie spokojnie kraść. Czyż to nie genialne? Sami zobaczcie: Zmarnowano ponad 100 000 000 PLN,
Stworzono doskonałą okazję do tego, by się nakraść,
Spowodowano, że nikt o tym słowa nie wspomni, bo wszyscy opłakują gejowską tęczę, spaloną rosyjską budkę i wyrwane drzewka.
Niestety po raz kolejny bandyci z polskiego rządu wykonali kawał dobrej roboty i zrabowali Polakom ponad 100 dużych baniek kosztem marnych 120 tysięcy strat. Które to straty także zostaną pokryte z kieszeni podatników. Nie oszukujmy się. Niestety fakt, że się znowu bezkarnie nakradli, to jeszcze nic. Na tym klimatycznym szczycie unijni eksperci od globalnego ocieplenia za nasze pieniądze debatowali jaka to emisja dwutlenku węgla jest zła i niedobra i wkrótce zabronią nam wykorzystywać do produkcji energii polskiego czarnego złota, czyli węgla. Zmuszając do wykorzystywania kosztownych odnawialnych źródeł pozyskiwania energii. Swoją drogą Walijczycy na wniosek biurokratów postawili sobie obok siedziby proekologicznej Partii Pracy jakiś czas temu taką turbinę wiatrową za 48 000 GBP. Teraz cieszą się czystym zyskiem, bo ów wiatrak generuje w ciągu miesiąca prąd o wartości 5 GBP! Czyli inwestycja zwróci się za jakieś 452 lata - genialne! Jeśli jednak są wśród Was osoby zastanawiające się, czy może jednak było warto wydać te 100 baniek, to zapraszam Was do zapoznania się z raportem Pozarządowego Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (NIPCC), opublikowanego przez Instytut Globalizacji, na temat globalnego ocieplenia, emisji CO2 i tych wszystkich bredni wciskanych nam przez euro-socjalistów: Źródło: http://globalizacja.org/node/590 Cały raport możecie sobie przeczytać tutaj: Raport Pozarządowego Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (NIPCC) 2013 Jako wisienkę na torcie zamieszczę wypowiedzi na temat globcia prezesa Kongresu Nowej Prawicy - Janusza Korwin - Mikkego: Oraz najnowszy reportaż Mariusza Max - Kolonko z Nowego Yorku na temat szczytu klimatycznego: Mam nadzieję, że po tym wpisie nikt z Was nie uwierzy już w te brednie o globalnym ociepleniu. Z pewnością lewacy będą próbowali nadal nas straszyć. Z pewnością będą nadal próbowali kraść nasze pieniądze. Tak samo jak z pewnością za kilka / kilkanaście dni spadnie śnieg, 24 grudnia będzie Wigilia Bożego Narodzenia, a 1 stycznia wzrosną podatki. W tym o 15% akcyza na alkohol, a o 5% akcyza na tytoń. Nadchodzi zima. Czy drogowcy mnie słyszą?

Jurij

Jurij

 

Polska się pałuje, a Jurij świętuje

Polska to bardzo dziwna kraj - zwykł mawiać ongiś Zulu Gula. Jakże wspaniale te słowa pasują do dzisiejszego dnia! Albowiem 11 listopada jest państwowym oficjalnym Świętem Niepodległości. Tylko czy aby na pewno jest co dzisiaj świętować? Trzy fakty historyczne wskazują na to, że nie do końca: Rada Regencyjna ogłosiła odzyskanie niepodległości w dniu 7 X 1918 roku, a nie 11 XI.
11 XI 1918 roku władza została przekazana socjalistom, z Piłsudskim na czele.
1 XII 2009 roku po podpisaniu traktatu Lizbońskiego Polska utraciła niepodległość stając się jednym z landów Unii Europejskiej.
No dobrze, ale jednak jest to święto państwowe, więc wypadało by je godnie uczcić. Czyż nie? Owszem, wypadałoby. Tymczasem to co się w Polsce wyprawia, przechodzi ludzkie pojęcie: politycy robią wszystko co w ich mocy, aby skłócić w ten dzień rodaków,
organizuje się za 100 000 000 PLN (słownie: sto milionów PLN!) nikomu nie potrzebny szczyt klimatyczny,
zamiast urządzić jeden wspólny pochód każda partia czy organizacja organizuje własną imprezę,
organizatorzy nawołują do nie zabierania flag partyjnych,
działacze Unii Polityki Realnej bojkotują zakaz organizatorów nawołując do zabrania flag partyjnych,
celowo napuszcza się na siebie gejów, lesbijki, kibiców, anarchistów, narodowców i wszelkie inne frakcje by wywołać zadymy,
gazeta wyborcza otwarcie opowiada się za likwidacją resztek niepodległości,
media reżimowe typu tvn, tvp czy onet są dumne i podniecone bo w stolicy się piorą i jest zadyma,
przemówienia polityków nikogo nie interesują, ważne że coś się dzieje i są ranni...
I w zasadzie można by się było na ten temat rozpisać, tylko po co? Cały ten żałosny cyrk można sobie obejrzeć w tym krótkim materiale wideo z komentarzem lewicy i prawicy: http://youtu.be/n5YuL0bow78 Jak widzimy na załączonym obrazku, ze świętowaniem, patriotyzmem i choćby szczyptą powagi święta państwowego to wydarzenie nie ma absolutnie nic wspólnego. Dlatego postanowiłem machnąć na to wszystko ręką i zająć się świętowaniem ostatnich w życiu imienin z dwójką z przodu, wykorzystawszy specjalny zestaw imieninowy z biało-czerwoną flagą w tle: A w planach na wieczór: Balantines finest,
własnoręcznie upieczony murzyn z peruwiańską kawą,
Piąty element w jakości HD
A jak się eurokołchoz rozpadnie / zbankrutuje (niepotrzebne skreślić) to i niepodległość będzie można świętować

Jurij

Jurij

 

Co nas nie zaleje, to nas wzmocni!

Każdego dnia tysiące unijnych urzędników dwoją się i troją, aby się wykazać i nie stracić ciepłej posadki. Aby temu zapobiec, produkują setki kretyńskich dyrektyw, regulujących życie w całej Unii Europejskiej. Dyrektywy pochłaniają miliony stron papieru i kosztują nas, Europejczyków, biliardy Euro gotówki wyciąganej z naszych kieszeni. Unijne dyrektywy są szkodliwe, bo: odbierają ludziom wolność (wolność działania, wolność decydowania, wolność wyboru i tak dalej),
zabijają wolny rynek,
hamują rozwój gospodarek państw należących do UE,
zabijają w ludziach przedsiębiorczość,
prowadzą do kłamstwa (doskonały przykład: dla czyjegoś interesu uznano, że marchewka to owoc, a ślimak to ryba),
rozwijają korupcję,
marnują ludzki czas,
I mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, ale chyba jasne jest dla wszystkich, że więcej z nich szkody, niż pożytku. Jednym z najbardziej kosztownych przykładów szkodliwej działalności Unii Europejskiej jest tak zwana walka z globalnym ociepleniem. Politycy, dziennikarze, przekupieni naukowcy straszą nas każdego dnia, że jeśli nie wydamy potężnych pieniędzy na ograniczanie emisji dwutlenku węgla (CO2), to nastąpi globalne ocieplenie, lodowce się roztopią i nas zaleją. Ta walka z wiatrakami kosztowała nas do tej pory: 900 000 000 000 Euro (słownie: dziewięćset miliardów Euro) a już postanowiono, że w przyszłości zostanie wydane: 960 000 000 000 Euro (słownie: dziewięćset sześćdziesiąt miliardów Euro) Po co? Po to, żeby ukraść 10% tej kwoty, a resztę zmarnować, zatruwając ludziom życie. W jaki sposób ludziom zatruwa się życie? Poprzez: wysokie podatki na walkę z globalnym ociepleniem,
wysokie ceny gazu, paliw, węgla,
wysokie ceny energii,
konieczność instalacji filtrów, spełniania wymogów emisji CO2,
konieczność wypełniania masy papierków, by spełnić chore normy unijne.
No dobrze, ale może jednak warto? Dla naszego dobra? Dla naszej planety? Dla przyszłych pokoleń? Nie. Globalne ocieplenie faktycznie istnieje i następuje co kilkaset lat. Temperatura podnosi się o kilka stopni (skuta lodem Grenlandia nie bez powodu tak się nazywa, bo kiedyś to był Green Land i rosły tam cytrusy... ), a potem następuje globalne oziębienie, którego świadkami jesteśmy dzisiaj. Obalmy zatem kilka mitów, wciskanych nam przez lewaków z Unii Europejskiej. 1. Globalne ocieplenie jest wywołane nadmierną emisją CO2 przez człowieka. Nie jest, a przekonacie się o tym po obejrzeniu tego filmu dokumentalnego: http://youtu.be/FsDRzRribmo Same mrówki produkują więcej CO2 niż człowiek. Poza tym CO2 nie jest szkodliwy, a wręcz przeciwnie! Jest wykorzystywany jako pokarm przez rośliny i bez niego fotosynteza nie mogłaby przebiegać prawidłowo. Więc dzięki dwutlenkowi węgla rozwija się roślinność na ziemi. Mit obalony. 2. Jak się ociepli i lodowce się rozpuszczą, to nas woda zaleje. Nie zaleje, a wynika to z prostego prawa Archimedesa. Kto nie wierzy, może obejrzeć eksperyment: Każdy z Was może przeprowadzić go samemu. I co, wylało się coś? Nie. A skoro w naturze występują także takie zjawiska, jak parowanie czy wsiąkanie wody w glebę - możemy spać spokojnie 3. Globalne ocieplenie postępuje, musimy z nim bardziej walczyć i wydać więcej Euro. Jest wręcz przeciwnie! Udowodnił to Nigel Farage w jednym ze swoich wystąpień: Mam nadzieję, że teraz nie dacie się dłużej robić w balona, a jeśli ktokolwiek będzie chciał Was przekonać do kupna filtra, zmniejszenia emisji CO2, wydania Waszych pieniędzy na walkę z globciem, to włączy Wam się czerwona kontrolka: Wczoraj pisałem Wam o kolejnej unijnej dyrektywie, która utrudni nam życie i pozbawi nas dobrze ssących odkurzaczy. Niedawno mogliśmy usłyszeć, że przez unijne dyrektywy wydano około 1000 000 Euro na poszukiwanie metod szybszego chłodzenia piwa, a dziś okazało się że unijne urzędasy postanowiły uregulować kwestię... spłuczek do toalet! Unijnym biurwom bardzo nie podoba się fakt, że w różnych krajach montowane są różne spłuczki, zużywające różne ilości wody. Ciekaw jestem, ile tym razem miliardów Euro z kieszeni Europejczyków zostanie spuszczonych w kiblu na wprowadzenie w życie tego kolejnego kretynizmu? Jak długo mamy jeszcze tolerować notoryczne ograniczanie naszej wolności i to za nasze ciężko zarobione pieniądze? Jutro pierwszy listopada - Święto Zmarłych. Czas wizyt na grobach bliskich, refleksji, zadumy... Dlatego jeszcze dziś warto zapalić symboliczny wirtualny znicz dla Unii Europejskiej - chorego tworu, który bankrutuje i który musi przestać istnieć. Dla dobra naszego i całej ludzkości. Woda z lodowców nas nie zaleje, ale jeszcze kilka takich kretyńskich dyrektyw, miesięcy odbierania nam wolności po kawałeczku i obawiam się, że może zalać nas krew. Bo fala bankructw i muzułmanów z pewnością. [*] R.I.P. European Union.

Jurij

Jurij

 

Jesienne porządki

W tym roku pogoda nas wyjątkowo rozpieszcza. Rok temu pod koniec października spadł pierwszy śnieg, który zagościł aż do połowy kwietnia. Tegoroczna październikowa aura niemal do samego końca miesiąca zapewnia nam wyjątkowo wysokie temperatury 20-22 stopni W takie dni warto wyjść na spacer czy wybrać się na ostatnie w tym roku przejażdżki rowerowe. Mnie taka pogoda skłoniła jeszcze do jednej czynności - zrobienia jesiennych porządków. Dobre zajęcie, jeśli chcemy się odstresować, a nawet na zdruzgotane nerwy nieco pomaga Niestety wkrótce robienie porządków nie będzie takie proste, bo od 2014 roku Unia Europejska ograniczy moc odkurzaczy do 1600W, a docelowo do 900W... Być może wraz z lewicowym euro-socjalistycznym "postępem" do łask wrócą stare sprawdzone miotły? Kto widział film Oligarcha ten wie, że i na tym można było zbić niezłą fortunę. A kto woli nowsze technologie i ma trochę kapitału do zainwestowania, to z pewnością zrobi dobry interes kupując lub tworząc fabrykę sprzętu AGD np. na Białorusi. Z pewnością będzie wielu chętnych na mocny solidny odkurzacz (może nawet w promocji z zapasem żarówek gratis ). Miejmy nadzieję, że euro-sceptyczne partie dostaną się w nadchodzących wyborach do unijnego parlamentu i zrobią tam prawdziwe porządki. Brytyjski UKIP radzi sobie świetnie, we Francji Maryna Le Pen zdobywa coraz większą popularność, partie prawicowe rosną w siłę w Skandynawii, na Węgrzech, a także i w Polsce. Kongres Nowej Prawicy przekroczył barierę 5% poparcia w sondażach o czym poinformowały nawet reżimowe media, takie jak TVN czy Gazeta Wyborcza! Jest zatem nadzieja, że nieuchronne bankructwo i koniec Unii Europejskiej zostanie przyspieszone. Najnowszy sondaż MillwardBrown SA na zlecenie Faktów: Przybywa także zwolenników zdroworozsądkowego myślenia. Youtube'owy kanał Max TV przekroczył już 300 000 subskrybentów, a filmy wyświetlone na nim przekroczyły już 23 miliony odsłon! Także licznik polubień profilu prezesa KNP znacznie przyspieszył, obecnie wynosi ponad 141 000 polubień, a kto wie ile będzie za miesiąc? Pożyjemy, zobaczymy Ze smutnych informacji - gajowy Bronek szykuje nam 3 listopada żałobę narodową. Tego dnia odbędzie się niebawem pogrzeb zmarłego 28 X pierwszego premiera III RP - Tadeusza Mazowieckiego. Ja rozumiem, pogrzeb z honorami się należy, ale żeby od razu żałobę narodową z tego powodu? Każdego dnia umierają w Polsce ludzie. Niektórzy ze starości, inni z powodu chorób, nędzy, wypadków czy samobójstw. I nikt po nich nie płacze. Niedawno zmarli wybitni polscy pisarze - Joanna Chmielewska i Sławomir Mrożek. Dlaczego wtedy prezydent nie ogłosił żałoby narodowej? Bo ani Mrożek, ani Chmielewska nie należeli do układu. Jak byłem mały to lubiłem Mazowieckiego Pewnie dlatego, że nic o nim wtedy nie wiedziałem, a telewizja pokazywała go jako miłego starszego pana, który śmiesznie powoli mówił. W Polskim ZOO był sympatycznym żółwiem. A tak naprawdę był jednym z głównych aktorów The Kiszczak Show , który objął stanowisko premiera nowego tworu zwanego III RP na wniosek radzieckiego dyplomaty i przez następne lata wraz sitwą, która dorwała się do władzy, nie zrobił nic aby Polakom żyło się lepiej. Ba, to dzięki niemu nie rozliczono komunistów za ich grzechy (można poszukać sobie w sieci o tzw. "grubej kresce" Mazowieckiego, jeśli ktoś jest zainteresowany), dzięki czemu panoszą się w polskim sejmie i gospodarce po dzień dzisiejszy. Mam nadzieję, że trafi do swojego wymarzonego demokratycznego* raju. *gdzie dwóch diabłów spod kotła ze smołą będzie mogło przegłosować jednego anioła. A żeby nie kończyć wpisu smutnymi wiadomościami zapraszam Was do wysłuchania dającej do myślenia bajki o mrówce i koniku polnym. Czyta Ś.P. Krzysztof Habich:

Jurij

Jurij

 

Kaczyński versus Mikke - Konserwatywny liberał komentuje propozycje prezesa PIS

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was do obejrzenia bardzo ciekawego materiału, w którym zawarte są wypowiedzi prezesa Prawa i Sprawiedliwości - Jarosława Kaczyńskiego - komentowane przez prezesa Kongresu Nowej Prawicy, Janusza Korwin - Mikkego. Wywiad z prezesem PIS został nagrany przez redakcję serwisu Rzeszów24.pl, a odpowiedzi prezesa KNP i montaż wraz z archiwalnymi kronikami oraz zabawnymi efektami obrazkowymi i dźwiękowymi to zasługa telewizji ASME (Antysocjalistyczne Mazowsze). Jak się domyślacie zapewne po przeczytaniu moich wcześniejszych wpisów, na taką debatę na żywo nie mamy co liczyć. Po ustaleniach okrągłego stołu, gdzie ustalono że faktyczna prawica nigdy nie dojdzie do władzy, media reżimowe pokazują jedynie lewicę (SLD, Palikota, Solidarną Polskę) oraz lewicę udającą prawicę ( AWS, UW, PO, PiS). Poza tym gdyby publicznie skonfrontowano poglądy któregokolwiek z prezesów partii rządzących, nie ma znaczenia czy Tuska, Kaczyńskiego, Palikota czy innych z poglądami prezesa KNP, groziłoby to kompromitacją tych pierwszych. Skoro są u władzy, to po co mają się publicznie narażać i wdawać się w debaty z kimś, kto na zdrowy rozum ma rację i może ich skompromitować? No właśnie. Dlatego macie niepowtarzalną okazję skonfrontowania poglądów prezesa PIS ze zdroworozsądkowym konserwatywno-liberalnym myśleniem. Cóż mogę dodać? Miłego seansu!

Jurij

Jurij

 

Nowe banknoty i stare kłopoty czyli Sknerus McKwacz o polityce FED, EU i Rostowskiego

Witajcie po dość długiej przerwie. Od ostatniego wpisu wydarzyło się wiele ciekawych rzeczy, między innymi urzędy w bankrutującej US i A zostały pozamykane a za 3 dni przekonamy się, co będzie z tym krajem dalej, Hanna Gronkiewicz - Waltz pozostanie na swoim stołku co najmniej jeszcze przez rok i dzięki nieważnemu referendum może beztrosko demolować i doprowadzać do ruiny Warszawę, w bankrutującej Wielkiej Brytanii po raz pierwszy od 1945 roku czyli od zakończenia II Wojny Światowej organizacje humanitarne zaczęły wydawać biednym żywność, a Polska reprezentacja nie dała rady Ukraińcom i nie poleci na mundial do Brazylii. Jednak nie o tym będzie dzisiejszy wpis. Dzisiaj zajmiemy się zmianami, jakie niebawem zagoszczą w naszych portfelach. Jako że jedną z moich pasji jest numizmatyka, nie sposób nie wspomnieć o tak znaczących zmianach w świecie pieniądza papierowego. W kwietniu bieżącego roku NBP ogłosiło, że zamierza wprowadzić zmiany w zabezpieczeniach polskich złotówek. Pod koniec września zaprezentowano nowe wzory banknotów. Wprowadzone do obiegu w 1995 roku banknoty z leciwymi już zabezpieczeniami zostaną stopniowo zastępowane nowymi od kwietnia 2014 roku. Różnice nie są zbyt duże, ale osoby spostrzegawcze mogą być zaintrygowane, gdyż zmiany zostaną wprowadzone w najpopularniejszych nominałach: 10, 20, 50 i 100 PLN. Dwusetka z Zygmuntem zostanie póki co bez zmian. Tak wygląda stara stówa: A od kwietnia 2014 będziemy oglądać taką: Więcej szczegółów na temat nowych zabezpieczeń możecie znaleźć w broszurce NBP: http://nbp.pl/bezpiecznepieniadze/informacja.pdf . Ale to nie jedyna stówa, która ulegnie zmianie. Również Amerykanie postanowili ulepszyć zabezpieczenia w swoim rodzimym dolarze. Dlaczego zaistniała taka konieczność i jaki w tym udział miała min. Korea Północna, dowiedzie się z tego materiału: Historia amerykańskiego Dolara jest bardzo ciekawa, jeśli interesujecie się numizmatyką, to warto się z nią zapoznać. Ponad sto lat temu nastały czasy, kiedy dolar był walutą opartą na parytecie złota. Oznaczało to, że jednostka pieniądza była odpowiednikiem określonej wagi złota i emitent (czyli bank amerykański) był zobowiązany do wymiany danego banknotu na złoto, jeśli jego posiadacz sobie tego zażyczył. Było to genialne rozwiązanie, bo zapewniało dużą stabilność waluty, przedsiębiorcy mieli do niej duże zaufanie i ułatwiało to wiele spraw. Niestety od lat 70-tych zrezygnowano z parytetu złota i skutki tamtych decyzji narastają do dziś. Jeszcze pół wieku temu amerykański bank emisyjny mógł wydrukować tyle dolarów, ile złota posiadał. Obecnie FED drukuje dolary bez opamiętania, a wartość tego pieniądza leci na łeb na szyję. Dlaczego więc dolar jest jeszcze akceptowany na niemal całym globie, skoro z każdym dniem jest coraz mniej warty? O tym opowie Wojciech Cejrowski: No dobrze, skoro póki co dolary nie są jeszcze bezwartościowymi świstkami papieru, przyjrzyjmy się jak przez lata zmieniała się amerykańska stówa. 100 dolarów USA w 1862 roku: 100 dolarów USA w 1878 roku: 100 dolarów USA w 1890 roku: Po raz pierwszy Beniamin Franklin zagościł na stówie dopiero w 1914 roku: W 1928 roku banknot przybrał grafiki znane nam do dziś: Od 1969 roku na banknotach nie uświadczymy już informacji, że naszą stówę możemy wymienić na złoto: Drastyczna zmiana wyglądu dolarów nastąpiła w 1996 roku, kiedy portret Beniamina Franklina (oraz portrety innych prezydentów na mniejszych nominałach) zostały znacząco powiększone. W 2010 roku zaprezentowano nowe zabezpieczenia dolarów, a 8 października 2013 roku wprowadzono nową wersję banknotu 100$ do obiegu. Jeśli wybieracie się do stanów lub będziecie wymieniać pieniądze, nie przestraszcie się. Tak wygląda najnowsza stówa prosto z USA: Ale czy jest to powód do radości? Czy jest to powód aby mieć poczucie dobrze zabezpieczonego pieniądza? Teoretycznie tak, bo przecież zanim fałszerze nauczą się podrabiać nowe banknoty, trochę czasu minie, pomyśli zapewne wielu z Was. I teoretycznie jest to prawda. W praktyce jednak, nowe zabezpieczenia na banknotach nie uchronią nas przed najbardziej niebezpiecznym z fałszerzy - bankiem emisyjnym, który te banknoty wydrukował. Skoro nie ma zabezpieczenia w postaci zdeponowanego w sejfie złota, to cóż stoi na przeszkodzie, by w dobie kryzysu kiedy jest u nas krucho z kasą po prostu sobie dodrukować trochę zielonych? Któż z nas nie marzył o prywatnej drukarni dolarów czy innej waluty? Niestety takie działanie niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Ekonomiści tak dodrukowane pieniądze nazywają ukrytym podatkiem inflacyjnym. Ten podatek płacą Amerykanie, ten podatek płacą także Europejczycy oraz płacimy go my. Bo zarówno bank w Brukseli jak i PWPW w Warszawie dodrukowują Euro i Złotówki na potęgę. Nie ma się co dziwić, wszystkie państwa socjalistyczne, jak USA, EU czy Polska mają poważne problemy finansowe, więc kombinują jak mogą. Do czego to doprowadzi? O tym opowie Sknerus McKwacz - najbardziej zamożna kaczka na świecie, która wie jak się obchodzić z pieniędzmi, w przeciwieństwie do Obamy, Barroso czy Rostowskiego. Nie, nie - to nie żart. Dawniej bajki bawiły i uczyły. Potem stawały się coraz głupsze, aż w końcu zniknęły z anteny bankrutujących stacji telewizyjnych. Najnowszy przykład - zakończenie emisji wieczorynki w TVP. Zapraszam Was do obejrzenia krótkiej bajki, dającej do myślenia i uświadamiającej co nas czeka w niedalekiej przyszłości, jeśli kraje socjalistyczne się nie opamiętają, nie skończą z drukowaniem bezwartościowego pieniądza i nie przywrócą parytetu złota, tak jak to czynią obecnie Chiny. http://youtu.be/AINUmE_4834 Jak widzicie problem jest bardzo poważny i jeśli nic się nie zmieni, skończymy jak mieszkańcy Zimbabwe: A czarny scenariusz z filmu Idiokracja stanie się rzeczywistością: Czego oczywiście nikomu nie życzę. Bierzmy przykład z Chin, inwestujmy w złoto, bo kto wie co nam jeszcze socjaliści zgotują, zanim doszczętnie zbankrutują...

Jurij

Jurij

 

Zaproszenie na Marsz Wolności i Suwerenności

Prezes prosił o przekazanie, co też niniejszym czynię. W najbliższą niedzielę 6 X 2013 roku o godzinie 12.30 w Warszawie (start na placu Trzech Krzyży) odbędzie się Marsz Wolności i Suwerenności organizowany przez Kongres Nowej Prawicy. Będzie to marsz upamiętniający odzyskanie przez Radę Regencyjną w październiku 1918 roku niepodległości Polski, która to niepodległość została później oddana w ręce Józefa Piłsudskiego z Polskiej Partii Socjalistycznej w dniu 11 XI 1918 roku. Kto chce uczcić odzyskanie niepodległości przez Polskę, może to uczynić w najbliższą niedzielę w Warszawie, a kto chce świętować oddanie władzy w ręce socjalistów i wziąć udział w corocznej zadymie "kto ma większe zasiłki" (lub kto ma za małe ) to będzie miał ku temu okazję w listopadzie. Normalny wpis jak dobrze pójdzie będzie jeszcze w tym tygodniu. W każdym bądź razie, z pewnością w październiku

Jurij

Jurij

 

Orbitowanie bez cukru na antenie TVP1

Witajcie drodzy konsumenci, a także wszyscy ludzie pracy ( którzy sobie jeszcze nie uzmysłowili, że przez mniej niż 1/3 swojego życia są ludźmi pracy, a przez znaczną większość życia są konsumentami). Co prawda otaczająca rzeczywistość i problemy dnia codziennego zniechęcają mnie do robienia czegokolwiek, ale w związku z tym, że 17 września 2013 roku stała się rzecz niebywała, postanowiłem na ten temat napisać słów kilka. Otóż po wielu latach zakazu pokazywania przedstawicieli faktycznej prawicy w reżimowej telewizji, do programu 1 TVP zaproszony prezes Kongresu Nowej Prawicy, pan Janusz Korwin - Mikke. Optymista z pewnością by pomyślał - nareszcie poszli po rozum do głowy! Może wreszcie się coś zmieni? Nie, nie - zejdźmy na ziemię Nie zapominajmy, że TVP jest telewizją reżimową, a według reżimowych mediów w naszym kraju pięknie jest i nie ma się w ogóle czym przejmować, więc można spokojnie puścić wodze fantazji i pobujać o niebieskich migdałach. Jak jest naprawdę wiecie min. z tego bloga i źródeł często na nim podawanych. Po co więc TVP zaprosiło po tylu latach banicji jednego z niewielu ludzi w tym kraju, który jako jeden z niewielu ma proste recepty na to, by w Polsce żyło się lepiej? Skoro nie rozmawiano o gospodarce, ekonomii, rozwiązaniach politycznych dla bankrutującej i wyludniającej się Polski - to o czym? Otóż w programie "Po prostu" pana Sekielskiego postanowiono podyskutować na temat co by było gdyby Polska zawarła pakt z Niemcami i zamiast być ofiarą Paktu Ribbentrop - Mołotow, bylibyśmy beneficjentami paktu Ribbentrop - Beck. Popatrzmy: http://www.youtube.com/watch?v=lMFL3cuzQtw Temat być może jest ciekawy. Temat z pewnością zainteresuje pasjonatów historii. Kroniki filmowe są bardzo ładnie spreparowane, wizja Polski od morza Bałtyckiego do morza Czarnego budzi z pewnością pozytywne emocje, tak samo jak myśl, że tyle milionów istnień ludzkich można by ocalić. Tylko dlaczego w Telewizji Polskiej porusza się tematy, które nie mają dla nas kompletnie żadnego znaczenia? Przecież czasu cofnąć nie można, tego co się stało nie jesteśmy w stanie odwrócić! Za to możemy wprowadzić teraz zmiany proponowane przez Kongres Nowej Prawicy, które ocalą od prawdziwych nieszczęść, jakie wiszą nad Polską niczym czarne chmury... Ofiar II Wojny Światowej już nie wskrzesimy, ale możemy zapobiec wymieraniu narodu polskiego oraz dalszym jego zadłużaniu. Dlaczego nikt z redaktorów TVP nie chce o tym dyskutować? Bo na tym mediom publicznym nie zależy. Ich zadaniem jest byście się moi mili zajmowali wszystkim, tylko nie tym co potrzeba. Wy macie się interesować przekomarzaniami pomiędzy Tuskiem i Kaczyńskim, Wy macie się interesować z kim się przespała Natalia Siwiec, Wy macie się zająć losami bohaterów kiczowatych seriali czy reality show, a nawet możecie puścić wodze fantazji, co by było gdyby Polska zawarła sojusz z III Rzeszą. A żeby przypadkiem gościowi programu nie wymskło się coś sprzecznego z interesami obecnego reżimu, nagrania tej krótkiej rozmowy dokonano pół godziny przed emisją programu. W razie czego, to przecież się wytnie Otóż takie fantazjowanie "co by było gdyby..." natychmiast skojarzyło mi się z polskim tłumaczeniem tytułu filmu Bena Stillera z Winoną Ryder w roli głównej, którego oryginalny tytuł brzmi Reality Bites, a przetłumaczony został na język polski jako "Orbitowanie bez cukru". Reality bites, czyli kąsająca rzeczywistość ma sens. Bohaterowie tego filmu, młodzi amerykanie, zmagają się w nim z kąsającą ich brutalnie szarą rzeczywistością. A co oznacza polski odpowiednik? Absolutnie nic. Jest to zlepek trzech słów, które osobno mają sens, w całości jednak żadnego. Zupełnie jak absolutnie żadnego sensu (z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego) i znaczenia nie ma w obecnej chwili dywagacja, co by było gdyby Polska zawarła sojusz z III Rzeszą. Tak się nie stało, natomiast zawarliśmy traktat Lizboński, należymy do wyniszczającej nas Unii Europejskiej i tym się należy teraz martwić. Kto wie, czy w przyszłości również nie będą się zbierać ludzie, aby w podobny sposób dywagować? W 2006 roku swoją premierę miała amerykańska komedia science - fiction nosząca tytuł "Idiokracja". Kto nie widział - gorąco polecam. Scenarzysta tego filmu również puścił wodze fantazji i przedstawił nam absurdalną rzeczywistość, gdzie w przeciągu najbliższych wieków nastąpił zwrot w ewolucji człowieka. Ze wstępu dowiadujemy się: Reżyser na wskutek nieudanego naukowego eksperymentu przenosi głównych bohaterów w ogarniętą chaosem przyszłość, gdzie infrastruktura miejska jest w opłakanym stanie, wszędzie zalegają góry śmieci, szaleje potworna inflacja, brakuje wszystkiego, rośliny nie chcą rosnąć a zidiocieli do granic absurdu ludzie z tatuażami identyfikacyjnymi nie mają bladego pojęcia jak sobie z tym poradzić. To była komedia science-fiction. Ja niestety z przerażeniem obserwuję, że czarny scenariusz tej komedii się sprawdza z każdym dniem, a pokazane w niej absurdalne obrazki są kropka w kropkę odzwierciedleniem tego, co się w krajach socjalistycznych dzieje! Ludzie zidiocieli? A i owszem, reżimowe media i tragiczny system państwowej edukacji zrobił swoje...
Tatuaże identyfikacyjne? Ba, mamy już chipy wszczepiane pod skórę, paszporty biometryczne, smartphone'y i całodobową inwigilację zapewnioną,
Tony śmieci? He he ustawa śmieciowa daje się we znaki....
Infrastruktura w tragicznym stanie? A jakże, Detroit welcome to....
Problemy ekonomiczne i inflacja? Ba, w każdym z krajów socjalistycznych występują oba zjawiska...
Przetrwa ten, kto ma lepszy pomysł na biznes, jest sprytniejszy, mądrzejszy i zaradniejszy, czy ten kto potrafi wyciągać dotacje i zasiłki?
Przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Mało tego, jeśli teraz tego nie powstrzymamy, kto wie czy za 50 lat przedstawiciele ówczesnych elit również nie będą sobie w mediach orbitować bez cukru co by było, gdyby ludzie posłuchali "tego z muszką" i pozwolili mu przywrócić normalność? A może, gdyby Polacy zamiast zajmować się tymi bzdetami co obecnie, poparli wówczas Kongres Nowej Prawicy: ludność Polski wynosiłaby 50 a nie 28 milionów obywateli (bo jak wiemy za kilka dekad straty w ludności spowodowane socjalizmem możemy mieć większe niż po II Wojnie Światowej),
ludzie byliby wykształceni i wyznawaliby tradycyjne wartości (dziewczynki bawiłyby się lalkami a chłopcy samochodzikami, a nie jak jest odwrotnie w nowoczesnych przedszkolach),
Polska miałaby silną armię i pozycję na arenie międzynarodowej, a nie byłaby pośmiewiskiem tak jak w tej chwili,
rodziłyby się dzieci, a polskie społeczeństwo nie byłoby skazane na wyginięcie,
nie byłoby patologii w postaci szerzącej się propagandy LGBT,
nie byłoby katastrofalnego zadłużenia i galopującej inflacji (a zwykły posiłek nie kosztowałby 20 000 000 000 000 000 EXXXXTRA wielkich złotych, co niebawem nastąpi jak złotówka nie przestanie być dodrukowywana by spełniać zachcianki Tuska i Rostowskiego),
Polakom żyłoby się dobrze i dostatnio i nie musieliby jeździć po całym świecie za pracą...
Powiedzcie sami, czy nie lepiej zamiast gdybać ( za kilka dekad gdy mleko się wyleje) jakby to mogło być pięknie, zacząć coś robić by faktycznie żyło nam się lepiej? Mamy niesamowitą okazję odwrócić ten tragiczny w skutkach bieg wydarzeń. W niemal każdym wpisie staram się Wam załączać symptomy tego, że dzieje się źle. W tym tygodniu kuksańca otwierającego nam oczy w najnowszym numerze Forbse'a przesyła nam nie kto inny, jak sam Steve Forbes: http://biznes.pl/wiadomosci/raporty/steve-forbes-polska-strzelila-sobie-w-stope,5577724,1,5105797,251,news-detal.html . Życzę wszystkim, abyśmy tej okazji nie zmarnowali. Bo może się ona już nie powtórzyć...

Jurij

Jurij

 

Kończy się lato, zbliża się zima... Jest ten kryzys, czy go nima?

Jeszcze kilka dni i skończy się kalendarzowe lato. Które z prawdziwym latem nie ma nic wspólnego, bo tamto odeszło jakiś miesiąc temu. Zrobiło się zimno, deszczowo, dzień skrócił się zauważalnie i krótko mówiąc pod tym względem mamy do stycznia (lub jak kto woli marca) przechlapane. Pogoda nie nastraja optymistycznie, ale od czego mamy nasz kochany rząd? W ubiegłym tygodniu na forum pseudo ekonomicznym w Krynicy miłościwie nam panujący premier Donald Tusk ogłosił: Koniec kryzysu gospodarczego. Oraz podziękował przedsiębiorcom, że tak dzielnie go przetrwali. Większość plebsu odebrała to zapewne jako wiadomość pozytywną, ja niestety nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Albowiem czytając mojego bloga zorientowaliście się zapewne, że żadnego kryzysu nie było, nie ma, a to co politycy nazywają kryzysem jest niczym innym jak najzwyklejszym rezultatem działań państw socjalistycznych, polityki socjalnej (państwa opiekuńczego), drakońskich podatków nakładanych w państwach socjalistycznych oraz zerwaniu z dotychczasowymi chociażby najbardziej podstawowymi prawami ekonomii, takimi jak: I zaprawdę powiadam Wam, żadne ogłaszanie końca kryzysu nie pomoże, gdy nadal będą rządzić socjaliści, gdy nadal ludzie będą płacić ponad 83% podatki, gdy nadal lud będzie oczekiwał, że państwo da każdemu po równo za darmo i tak dalej. A już z pewnością nic się nie poprawi, gdy sytuacja będzie się pogarszać. A skąd wiemy, że sytuacja będzie się pogarszać?Następnego dnia, tuż po ogłoszeniu końca kryzysu, miłościwie nam panujący premier Donald Tusk oznajmił, że: Ukradnie osobom oszczędzającym w OFE zgromadzone przez nich środki, przenosząc je do ZUS,
ogłoszono, że akcyza na alkohol pójdzie w górę,
ogłoszono, że akcyza na tytoń pójdzie w górę,
a ponadto w Polskę wyruszyły tysiące urzędników, przeprowadzając wszelkiego rodzaju kontrole, nakładając dodatkowe kary finansowe, powodując coraz większe spustoszenie we wszelkiego rodzaju inicjatywach przedsiębiorczości.
Tymczasem większość Polaków wróciła już z urlopów, w głośnikach sprzętów grających zamilkną ostatnie echa szlagieru "Ona tańczy dla mnie" i ludzie powoli zaczną przeglądać na oczy. A złych wiadomości będzie z każdym dniem coraz więcej. Dwa przykłady z mijającego tygodnia: 1. Dług publiczny przekroczył już II próg ostrożnościowy, czyli wynosi więcej, niż 55% produktu krajowego brutto Polski! 2. Polska osiągnęła katastrofalny poziom ujemnego przyrostu naturalnego - w pierwszej połowie 2013 roku w Polsce zmarło o niemal 20 000 więcej osób niż się urodziło! Narodziło się około 183 000 dzieci, zmarło ponad 202 000 osób. Jest to najgorszy wynik od 1945 roku! No tak, dzieje się źle i reżimowe media ochoczo pokazują Wam protestujących związkowców. Tak? Ano tak. Czytając moje poprzednie wpisy wiecie jednak, że Związkowcy nie działają na korzyść szarych obywateli, czyli konsumentów, a jedynie na korzyść związków zawodowych. Czyli Premier Tusk się cieszy, bo dostaje w prezencie okazję do wydojenia frajerów, związkowcy się cieszą bo wywalczą sobie podwyżkę, a dlaczego my się nie możemy z tego cieszyć? Bo tę podwyżkę pracodawcy związkowców wliczą w cenę produktów końcowych i de facto za tę podwyżkę zapłacimy MY - kupując ich produkty po podwyższonej cenie. I odprowadzając z tego tytułu wyższy podatek, ku uciesze premiera Tuska. Dla ludzi o mocnych nerwach zamieszczam nagranie z najnowszego programu Tak czy Nie, w którym wystąpił socjalista Piotr Ikonowicz oraz konserwatysta i zarazem liberał, prezes Kongresu Nowej Prawicy, pan Janusz Korwin - Mikke: http://www.youtube.com/watch?v=byHRKZjkP50 Ja szczerze mówiąc z dużą trudnością to obejrzałem i podziwiam pana Janusza za zachowanie stalowych nerwów. Jeden z komentarzy znalezionych potem w sieci doskonale opisuje tę rozmowę, o ile to można nazwać rozmową: Jeszcze bardziej przerażająca jest rozmowa JKM ze związkowcami, nagrana za kulisami po programie: Naprawdę ręce opadają i pomyślcie sobie, że ci ludzie idą potem do urn głosować i decydować między innymi o Waszym losie! Komentarze pod filmami mówią same za siebie... No i na koniec kwestia, że skoro wiemy, co należy zrobić aby w Polsce znów było dobrze, to czemu obecni rządzący politycy tego nie zrobią, choćby nawet na próbę, na miesiąc? Dobre pytanie i odpowiedź na nie znajdziecie w tym filmie: Więc któż miałby dokonać rewolucji, skoro stocznie i kopalnie opustoszały, a na związkowców nie można liczyć? Ano my. Sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce, bo nikt za nas tego nie zrobi. Trzeba się wyspać, bo jutro setny jubileuszowy odcinek wydania Max TV Mariusza Maxa -Kolonko. Odcinek miał być nadany dzisiaj, ale wystąpiły jakieś problemy techniczne. Możemy się domyślać tylko jakie, skoro polscy politycy, polscy reżimowi dziennikarze (oraz wszystkie sterujące nimi służby specjalne) poszły pod ostrzał krytyki, a Max TV przyciągnęła już 20 000 000 widzów oraz ponad 280 000 subskrybentów... Ba, pojawiła się także w sieci podróbka Max TV! Niejaki Tomasz Machała, prezenter reżimowej TVN zaczął kręcić i publikować w sieci paszkwile imitujące Max TV i próbujące zdyskredytować Mariusza Maxa - Kolonkę w oczach widzów. Linków nie zamieszczę, bo się tym brzydzę i dobrze Wam radzę - nie oglądajcie tego syfu. No chyba, że chcecie sobie ciśnienie podnieść lub zobaczyć, jak reżim usiłuje Wami manipulować. Trzymajcie się ciepło i poręczy, bo za dalszy przebieg wydarzeń w tym kraju nikt już chyba nie ręczy...

Jurij

Jurij

 

Wyłącz TV - włącz myślenie, czyli przedsmak kolejnego wpisu

Od paru dni nie mogę znaleźć czasu, aby napisać kolejny wpis. Mam nadzieję, że niebawem się to zmieni, bo nazbierało się materiału, oj nazbierało Tymczasem jako aperitif do kolejnego wpisu polecam Wam obejrzenie dwóch filmików nagranych przez kolejny głos zdrowego rozsądku. Zapraszam do Podziemnej TV, z której dowiecie się: 1. Że żyjecie w matrixie wykreowanym przez media i tak naprawdę Wasze oczekiwania od Państwa są nierealne, bo na świecie nie ma nic za darmo. Nie istnieje darmowa służba zdrowia, darmowa edukacja, darmowa ochrona Policji, straży i tak dalej: 2. Dowiecie się także, jak jesteście okłamywani przez rząd oraz polskie media: Więcej na temat rządu i mediów (i nie tylko ) już w najbliższym wpisie. Kiedy? Mam nadzieję niebawem.

Jurij

Jurij

 

Historycznie okiem izmów

Dzisiaj mija 74 rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Pierwszego września 1939 roku armia III Rzeszy wkroczyła do Polski, zrzuciła pierwsze bomby na Wieluń, rozpoczęła atak na Westerplatte. Po 6 latach działań wojennych, zginęło łącznie około 33 milionów ludzi na całym świecie. Ta rocznica skłoniła mnie do pewnej refleksji, mianowicie jakie skutki na losy narodu polskiego miały dwa najbardziej znane izmy, o jakich w dzisiejszych mediach głośno: kapitalizm i socjalizm. Nie będę tutaj pisał wywodów historycznych, elaboratów czy zagłębiał się w szczegóły. Prześledźmy zatem najistotniejsze wydarzenia minionego wieku, które miały wpływ na naszą ojczyznę. Jak możemy przeczytać w encyklopedii PWN na temat tego pierwszego -izmu: Jak widzimy, hamowanie tego izmu przyczyniało się do upadku miast i mieszczaństwa, a gdy w XIX wieku wprowadzono go więcej, pojawiają się takie przyjemne słowa, jak rozwój, zniesienie poddaństwa (czyli wolność), powstawanie. Rozwijało się górnictwo, powstawały fabryki, przemysł tekstylny, hutnictwo. Pojawiły się innowacje technologiczne. Produkowano dobra, ludzie mieli zatrudnienie, mieliśmy towar, który można było eksportować, dzięki czemu kraj mógł się rozwijać. A co się stało w XX wieku? 7 X 1918 roku Rada Regencyjna ogłosiła odzyskanie niepodległości przez Polskę po 123 latach zaborów. 11 listopada 1918 roku owa władza została przekazna temu panu: Naturalnie jest to dobrze znany wszystkim Polakom Józef Piłsudski. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ten pan był współzałożycielem oraz przewodniczącym Polskiej Partii Socjalistycznej! Dzięki czemu Polska we władanie drugiego -izmu. Na jak długo? Przekonajmy się. 1 IX 1939 roku ten pan: złożył Polsce niezapowiedzianą wizytę, rozpoczynając II Wojnę Światową, w której zginęło 33 miliony istnień ludzkich. Tak, to Adolf Hitler, przywódca Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Niespełna dwa tygodnie później, bo 17 września 1939 roku ten pan: postanowił również złożyć nam niezapowiedzianą wizytę od strony wschodniej. Fakt, po roku 1941 zaczął walczyć po naszej stronie, a jego niezwyciężona Armia Czerwona wyzwoliła min. hitlerowski obóz koncentracyjny Auschwitz Birkenau, co nie zmienia faktu iż był on dożywotnim dyktatorem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i na długie dekady po II Wojnie Światowej zakorzenił w naszym kraju socjalizm. W tym miejscu warto przybliżyć znaczenie tego drugiego izmu: I tak oto wartości kapitalistyczne zostały całkowicie odrzucone, a socjalistyczna ojczyzna zaczęła się borykać z coraz to nowymi przejściowymi trudnościami, których i po dziś dzień mamy w nadmiarze. Na szczęście Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotników zawsze znajdował jakieś wyjście z kryzysowej sytuacji. Np. ten miły pan w ten sposób łagodził skutki działań socjalistów: powiedział Stanisław Gomułka, przewodniczący KC PZPR, w 1956 roku. Z kolei jego następca: zaciągnął za granicą takie pożyczki (w dzisiejszej nowomowie dziennikarskiej powiedzielibyśmy - pozyskał dla Polski tak ogromne dotacje), że przejściowe trudności z niewydolnej gospodarki centralnie planowanej udało się przetrwać, na półkach sklepowych pojawiły się artykuły spożywcze, budowano drogi, szkoły, mieszkania - krótko mówiąc Edwardowi Gierkowi udało się zrealizować program PO i PiS, tylko jakim kosztem? Ostatnia rata na spłatę długów zaciągniętych przez tego pana w latach 70-tych XX wieku została przelana w październiku 2012 roku i wynosiła 297 000 000 $ USD! Niestety, nasza ojczyzna nadal pogrążona była w głębokim socjalizmie, gospodarka była nadal niewydolna i pożyczone pieniądze szybko się skończyły. W latach 80-tych nastąpił kolejny kryzys. 13 XII 1981 roku ten pan: wprowadził na terenie całego kraju stan wojenny. Wprowadzono godzinę milicyjną, czołgi, wojsko i zmotoryzowane oddziały milicji obywatelskiej patrolowały ulice co de facto skutkowało kolejnymi ofiarami śmiertelnymi. Wprowadzono kartki na żywność i inne dobra luksusowe (buty, paliwo itd. ), krótko mówiąc - nie było wesoło. Wydawać by się mogło, że pod koniec lat 80-tych nastąpiła poprawa. Ale nic bardziej mylnego, bo jak pisałem w jednym z poprzednich wpisów The Kiszczak Show , ten pan: zrobił Was w jajo i sprawił, że wydaje Wam się iż już nie żyjemy w socjalizmie. Nic bardziej mylnego. Nadal w podatkach oddajemy znaczną większość swoich dochodów, która to potem w myśl sprawiedliwości społecznej jest rozdzielana a to chorym, a to bezrobotnym, a to emerytom i rencistom i tak dalej. Jedynie ten pan Mieczysław Wilczek: na początku lat 90'tych wprowadził ustawę (tzw. ustawę Wilczka), dzięki której: Tak, tak - te wszystkie stragany z odzieżą i elektroniką to jego zasługa. Niestety u władzy nadal pozostali zwolennicy socjalizmu i przez kolejne lata III Rzeczypospolitej zasiane ziarenko kapitalizmu było duszone kolejnymi chwastami: przepisami, podatkami, ustawami, przez co z każdym krokiem działo się w Polsce coraz gorzej. Te twarze znamy bardzo dobrze: Przez lata rządów nie zmieniło się absolutnie nic. Poza nazwami partii politycznych. Sztucznie utworzona prawica i lewica miały za zadanie sprawiać, że coś na scenie politycznej się dzieje, po to by nie zmieniło się nic. Wystarczy prześledzić jak często politycy przeskakiwali z jednej partii do drugiej, by zorientować się o co w tym wszystkim chodzi. Jedynie ten pan: na początku lat 90-tych złożył w sejmie wniosek o zakaz zadłużania państwa polskiego. Został przez socjalistów wyśmiany. W 2002 roku pomimo tego iż nie był w sejmie, udało mu się nakłonić ówczesnych polityków do tego, by pozwolili tzw. lumpeksom działać, dzięki czemu każdy z Was miał wybór, czy chce kupić nowe markowe ciuchy w cenie za ciężkie pieniądze, czy woli towar importowany, niekiedy używany, za grosze. Ciekawe, że pomimo rzekomej zmiany ustroju, wszelkie przejawy kapitalistycznej inicjatywy nadal są tępione w zarodku i trzeba walczyć nawet o taką rzecz, jak możliwość handlowania odzieżą używaną - nieprawdaż? Prawdziwe nieszczęście nastąpiło jednak w 2005 roku. Do władzy doszedł ten pan: który w 2009 roku podpisał traktat Lizboński, dzięki czemu Polska stała się członkiem Unii Europejskiej i utraciła niepodległość. Dzięki poczynaniom socjalisty Lecha Kaczyńskiego od teraz zwierzchnictwo nad Polską objęła Bruksela i to Unia Europejska może nam zakazywać, nakazywać oraz w razie nieposłuszeństwa nakładać na nas dotkliwe kary finansowe. Notabene w Unii Europejskiej także rządzą socjaliści: którzy trwają w swoich socjalistycznych przekonaniach i realizują program zerowego wzrostu, duszenia w zarodku wszelkich ludzkich odruchów przedsiębiorczości, sterując centralnie gospodarką wszystkich krajów Unii Europejskiej wprost z Brukseli. No i na koniec została ostatnia sylwetka tego pana: który po 2 kadencjach premierowania doprowadził kraj do ruiny. Początkowo podawał się za liberała i obiecywał gruszki na wierzbie, a gdy jego kłamstwa zostały zdemaskowane, przyznał że wcale nie jest liberałem, a socjaldemokratą. I jak na każdego socjalistę przystało, kontynuuje dzieło zniszczenia, przez dekady kontynuowane przez wyżej wymienionych jegomościów. To dzięki niemu Wasze dzieci już nie są Wasze, a w państwowych szkołach są edukowane na przerażająco niskim poziomie: http://vod.gazetapolska.pl/4021-najbardziej-przerazajacy-film-w-necie . W tym tygodniu rozpoczyna się kolejny rok takiej właśnie "edukacji", więc warto o tym wspomnieć. To dzięki temu panu płacicie podatki 3-krotnie wyższe, niż za czasów jego poprzednika Adolfa Hitlera. To dzięki temu panu ponad 83% Waszych pieniędzy jest zabieranych na starcie, za paliwo płacicie 2x więcej niż w Moskwie - najdroższym mieście świata, a na każdym kroku czeka na Was Policjant czy strażnik miejski z bloczkiem, gotów wypisać Wam kolejny mandat. Lista zasług tego pana jest bardzo długa, mniej więcej tak długa jak liczba zer w obecnym długu Polski, który przekroczył 1 bilion złotych: 1 000 000 000 000 PLN i dzięki zniesieniu progów ostrożnościowych Wasze zadłużenie będzie rosnąć jeszcze szybciej. Tak, pieniądze z OFE również dzięki niemu zostaną Wam zrabowane. I warto wspomnieć także o jeszcze jednym socjaliście, panu Obamie: który jak na socjalistę demokratę przystało doprowadza do ruiny najpotężniejszy kraj świata - USA. Jeśli ktoś nie wierzy, może się wybrać na wycieczkę do Detroit, które aktualnie zbankrutowało: A o dziwo w czasach kapitalizmu stawiane było za wzór: Ta krótka jednowiekowa przejażdżka historyczna daje do myślenia. Dlaczego obecnie uważa się kapitalizm za ten krwiożerczy i zły, a socjalizm i demokracja są wielbione przez setki milionów ludzi na całym świecie? Który z tych dwóch izmów wybralibyście dobrowolnie, patrząc na wyżej wymienionych przywódców i znając skutki wprowadzenia każdego z nich? Ja już wybrałem.

Jurij

Jurij

 

Upalnie, piknikowo, rowerowo

Obudziwszy się w niedzielę rano, postanowiłem wybrać się na wycieczkę. O 14 wsiadłem na rower, pokrążyłem nieco po zatłoczonym Krakowie, następnie wykonawszy obowiązkową rundkę wokół krakowskich błoń wybrałem się do Kryspinowa. Na termometrze ponad 30 stopni, ostatni taki ciepły weekend lata, więc trzeba to było jakoś wykorzystać. Z resztą co się będę rozpisywał, skoro mogę wstawić fotę: Trzeba przyznać, że to był udany dzień, bo łącznie zrobiłem 100 km, co jest raptem o 18 km mniej od mojego życiowego rekordu dystansu przejechanego w ciągu jednego dnia. Mimo wszystko takie eskapady potrafią wypompować energię z człowieka, więc dzisiejszy wpis będzie nieco krótszy, za to z dużą ilością wideo. Podczas tego weekendu odbył się w Gdyni piknik prawicy. Gośćmi specjalnymi byli: Kamil Cebulski - najmłodszy polski milioner, Marek Migalski z PJN czy chociażby Romuald Szeremietiew oraz naturalnie wielu członków i sympatyków KNP, z prezesem JKM na czele. Nagrania z pikniku możecie obejrzeć pod adresem: http://www.livestream.com/nptvpl (znajdują się w rubryce Latest Videos z kadrami w plenerze) lub na youtube: Kamil Cebulski: Kamil Sobkiewicz: http://www.youtube.com/watch?v=iUjhnH1R-ws Romuald Szeremietiew: Marek Migalski: Janusz Korwin-Mikke: Grzegorz Sowa: Krzysztof Bosak: Konrad Berkowicz: Agata Banasikówna: http://www.youtube.com/watch?v=Mo0Mm6ivc9Y Piotr Najzer: A szczególnie ciekawy wydaje mi się wykład pana Szeremietiewa, otwierający oczy w jakim rozkładzie jest Polska armia: http://livestre.am/4A6sR i dlaczego warto, by każdy obywatel miał dostęp do broni i umiał się nią posługiwać. A propos prawa do posiadania broni, to znalazłem niedawno w sieci ciekawą ilustrację: Daje do myślenia, czyż nie? A przecież człowiek powinien móc się bronić, zwłaszcza jeśli jest bezczelnie okradany przez urzędników państwowych, a prezydent z uśmiechem na twarzy podpisuje papiery, zezwalając na likwidację progów ostrożnościowych i bezkarne zadłużanie państwa polskiego, czyli krótko mówiąc Ciebie, mnie i przyszłych pokoleń. A o tym, że władza się nas boi, dlaczego się nas boi i dlaczego robi wszystko co może, by trzymać nas z dala od ulic, opowie Mariusz Max - Kolonko. Kto jeszcze nie widział (a ten odcinek obejrzało już ponad 400 000 widzów), powinien to zobaczyć: oraz cotygodniowy felieton Jana Pietrzaka: Tymczasem ja się muszę wyspać i zregenerować, bo od środy znowu będzie ładna pogoda i trzeba wykorzystać ostatnie ciepłe, słoneczne dni. Zanim zrobi się ciemno, zimno lub też jak kto woli - zanim polskie ulice staną w ogniu i zaczną przypominać te egipskie

Jurij

Jurij

 

Come stai, Pendolino?

Blog Jurija przekroczył już liczbę 30 000 (trzydziestu tysięcy) wyświetleń, tymczasem profesor Gomułka oszacował niedawno, że gdyby podliczyć wszystkie zobowiązania państwa polskiego, wliczając w to ZUS, to dług publiczny Polski przekroczyłby sumę 3 000 000 000 000 (trzech bilionów) PLN! A zatem dług "na dzień dobry" każdego nowo narodzonego dziecka w Polsce przekracza 80 000 PLN, a nie jak pisałem ostatni ponad 20 000. Wystarczy sobie teraz wyobrazić hipotetyczną sytuację, gdy do naszych drzwi puka urzędnik i pyta kiedy zamierzamy wpłacić nasze 80 kawałków długu. Co byście zrobili? Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to na wykresie z lewej widzimy farmazony Jana Vincenta, a z prawej stan faktyczny: I możecie być pewni, że jak tylko progi ostrożnościowe zostaną usunięte, to ten słupek zadłużenia poszybuje w górę szybciej niż... zapewniam Was, że szybciej niż polskie Dreamlinery czy F16 w remoncie lub też nowo zakupione Pendolino. No tak, bo skoro mamy ponad 3 biliony długu, kraj pogrążony w chaosie zarówno komunikacyjnym jak i gospodarczym, to przecież nie stoi nic na przeszkodzie, aby zaciągnąć kolejną pożyczkę w Unii Europejskiej (zwaną dotacjami) i zakupić drogi, niepotrzebny tabor włoskich pociągów Pendolino ku uciesze całego narodu. Czyż nie? Nie oszukujmy się, na temat kolei w Polsce można by opowiadać wiele dowcipów. Niestety temat przestaje być śmieszny, kiedy musimy gdzieś dojechać, a na dworcach dzieją się dantejskie sceny jak za panowania ministra Grabarczyka. W wielu miejscach pociągi jadą z prędkością 20-30 km/h, bo torowiska na więcej nie pozwalają. Ba, kilka lat temu sporo podróżowałem pociągami i kilkugodzinne przestoje w szczerym polu były normą. Raz nawet z komicznego powodu, bo pociąg jadący przed nami przyspawał się do torów i trzeba było czekać, aż technicy opanują sytuację. Kilka godzin w plecy. I jak się dowiedziałem, wcale to nie taka rzadkość! Mało tego, pomimo postępu technologicznego, czas jazdy pociągiem w wielu przypadkach jest znacznie dłuższy niż przed II Wojną Światową! Więc jaki jest sens kupowania drogiego włoskiego pociągu, jak się ma takie problemy finansowe i taką infrastrukturę kolejową? Nie ma najmniejszego. Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie władzę, bo ta lekką ręką zaciągnęła pożyczkę w UE, dołożyła zagrabione Polakom pieniądze i za astronomiczną kwotę 665 milionów euro zakupiono 20 składów włoskich pociągów. Po co? Zapewne w celach propagandowych. Reżimowe media typu TVN 24 mogą dzięki temu szczycić się nagłówkami "Ferrari na torach" Sęk w tym, że samochody Ferrari zaliczają się do segmentu super szybkich aut luksusowych. A Pendolino? Włoska konstrukcja może osiągnąć maksymalnie 280 km/h. Fakt, przy polskich pociągach być może ta prędkość maksymalna wygląda imponująco, ale nie oszukujmy się. Po pierwsze - żaden pociąg nie pojedzie więcej niż 100-120 km/h po polskich torach, bo technicznie nie da rady. A jak to wygląda w światowej czołówce? Czyli wychodzi na to, że Francuzi w 1974 roku mogli sobie podróżować pociągiem z prędkością 430 km/h, a Polska w 2014 roku (40 lat później) po wydaniu 665 000 000 euro na pociągi osiągające maksymalnie 280 km/h będzie mogła oferować podróżnym jazdę z prędkością 4-krotnie mniejszą! To się nazywa prawdziwy postęp dzięki Unii Europejskiej, pod hasłem ZERO GROWTH Jeśli komukolwiek zrobiło się smutno, bo de facto są to tragiczne informacje, to na koniec bardziej optymistyczna informacja. To naturalnie sarkazm, bo nic bardziej nie dobija niż armia kilkudziesięciu tysięcy urzędników z ZUS ogłaszająca przetarg na ponad 650 kg kawy i dwie tony ciastek, aby w miłej atmosferze przy pogaduchach mogli uprzykrzać nam życie. Cóż, pozostaje zatem przywitać się z nowym nabytkiem... Come stai, Pendolino? Pociąg jest, a torów nimo...

Jurij

Jurij

 

Szokujący raport mojej ulubionej zdezorganizowanej organizacji przestępczej

Każdego dnia z zaciekawieniem obserwuję, jak wszech otaczający nas euro-socjalizm staje na skraju przepaści i każdego dnia dzielnie posuwa się o kroczek naprzód. I z każdym kolejnym absurdem, skandalem czy aferą - socjaliści wymyślają kolejne kłamstwa czy brednie na usprawiedliwienie swoich błędów i wypaczeń. Dlatego tym bardziej interesującym okazał się najnowszy raport ZUS - mojej ulubionej organizacji przestępczej, której z całą pewnością nie można nazwać zorganizowaną. W tym raporcie stwierdza się, że jeśli w kraju nic się nie zmieni, to za 47 lat w 2060 roku, może być nas o ponad 8 milionów obywateli mniej. Obecnie na każdą kobietę w wieku rozrodczym przypada 1,3 dziecka, a na 1000 osób pracujących - 270 emerytów. Jeśli ta sytuacja się nie zmieni, w 2060 roku w Polsce będzie żyć 30,56 milionów Polaków, a na 1000 pracujących osób przypadać będzie 670 emerytów! Natomiast jeśli sytuacja się nieco poprawi i na jedną Polkę w wieku rozrodczym przypadać będzie 1,54 dziecka, to tak czy siak populacja Polski zmniejszy się w 2060 roku do 32 milionów obywateli. I tutaj kilka moich spostrzeżeń. Po pierwsze primo - jeśli w kraju socjalistycznym, jakim jest Polska, w którym obowiązuje niewolnicze prawo odbierające obywatelom ponad 83% ich wynagrodzenia, w którym istnieje przymus ubezpieczeń w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i szeroko rozbudowany program socjalny, w którym wszystkie główne media są w rękach obecnie panującego reżimu i nadają wszelkiego rodzaju brednie (jakie tylko władza sobie zażyczy), a zgodnie z obowiązującym prawem można za kratki wsadzić dosłownie każdego, nawet za jazdę rowerem po piwie - mimo wszystko z organizacji rządowej pojawia się tak szokujący raport - to bądźcie świadomi Polacy tego, że coś się dzieje. I to dzieje się bardzo źle. Nie wiem, na ile ten raport jest prawdziwy, a na ile przesiąknięty propagandowym optymizmem. Wiem natomiast, że naród polski przeżył w swej historii wiele wojen - napaść zakonu krzyżackiego, potop szwedzki, trzy rozbiory, dwie wojny światowe i żadne z tych wydarzeń nie spowodowało eksterminacji 25% narodu w tak krótkim okresie, jak to ma miejsce obecnie po kilku dekadach socjalizmu. Po drugie primo - dlaczego Polacy nie chcą mieć dzieci? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jeszcze sto lat temu, gdy nie było ZUS'u i socjalizmu, a każdy zdrowo myślący człowiek odpowiadał sam za siebie, każdy obywatel wiedział, że jeśli nie będzie miał dzieci, to nikt mu nie pomoże przy gospodarstwie, nikt go nie wesprze finansowo na starość i nie poda chociażby szklanki wody. Dzisiaj każdy obywatel naszej socjalistycznej ojczyzny myśli zupełnie inaczej. Po co mam mieć dzieci, użerać się z nimi tyle lat i jeszcze zdawać się na ich łaskę, skoro mogę całe życie wpłacać pieniądze do ZUS i nie muszę się nikogo o nic prosić, bo dostanę głodową emeryturkę, ale zawsze jakoś to będzie. Otóż błąd, nie będzie. ZUS to typowa piramida finansowa. Działa tak długo, jak długo są osoby chętne wpłacać do niej pieniądze. Jeśli tych chętnych zabraknie (z powodu między innymi niskiej dzietności, jak to ma miejsce obecnie), to cały ten system krótko mówiąc szlag na miejscu trafi. I nie będzie z czego wypłacać tych rent i emerytur. I ja myślę, że ta prognoza wróżąca kryzys za kilka dekad jest mocno przesadzona. ZUS już jest bankrutem. ZUS nie ma żadnych pieniędzy na swoim koncie, a zachowuje wypłacalność tylko i wyłącznie dzięki kolejnym miliardom wpłacanym przez rząd z Waszych podatków i z kredytów zaciąganych na poczet Waszych przyszłych pokoleń. Wystarczy posłuchać tej krótkiej rozmowy i zastanowić się nad poruszanymi tam problemami, aby dojść do wniosku, że dalsze istnienie tej organizacji nie ma najmniejszego sensu: http://www.youtube.com/watch?v=jJR0-24ijHg Szkoda tylko, że do przedstawicieli władz reżimowych okupujących Polskę żadne argumenty nie docierają i nie są w stanie zrozumieć nawet tak podstawowej informacji, że jeśli Kowalski wpłaca przez całe życie pieniądze na konto, to powinien mieć prawo dysponowania tymi pieniędzmi i decydowania o tym, na co zostaną przeznaczone. Oraz o decydowaniu o własnym losie. Po trzecie primo ultimo - dlaczego Polaków nie stać na posiadanie dzieci? Bo oprócz tego, że w obecnym systemie nikomu nie chce się mieć dzieci, jest też problem pozostałych osób, którym się mimo wszystko chce, to jednak ich nie stać. Dlaczego? Każdy Polak musi: oddać rządowi ponad 83% swoich zarobków. Dlaczego? O tym dowiecie się z tego krótkiego podsumowania:
z tego co zostanie, jakimś cudem się utrzymać w kraju, gdzie obowiązuje jeden z najwyższych na świecie podatków VAT 23% i: mieszkanie, żywność, komunikacja, ubrania oraz wszystko inne jest koszmarnie drogie,
oprócz tego żyć w strachu przed kilkusettysięczną armią urzędników, którzy mogą w każdej chwili wydać dyrektywę zatruwającą nasze życie, zamknąć naszą działalność, podwyższyć nam jeszcze bardziej podatki, podwyższyć nasze koszty życiowe i za każde drobne przewinienie wsadzić nas za kraty:
a jeśli mimo wszystko uda nam się założyć rodzinę i doczekać dziecka, to czekają nas same gigantyczne wydatki związane z jego wychowaniem, edukacją i bardzo szybko przekonamy się, że de facto nie jest to nasze dziecko, bo nie mamy żadnego wpływu na to, czego owo dziecko się będzie uczyło, a za danie mu klapsa możemy wylądować w więzieniu. Poza tym decydując się na dziecko, w dniu jego narodzin obciążamy go prezentem w postaci 27 000 PLN długu.
Wniosek jest prosty. Finansując ZUS finansujesz eksterminację i zadłużanie narodu polskiego. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z tymi faktami, nikt już nie łudzi się, że na starość będzie otrzymywał emeryturkę. Przez wiele dekad przekonywał Was o tym pan w muszce, wielu ekonomistów z panem Gwiazdowskim na czele oraz min. ja na tym blogu. Teraz zapewnia Was o tym sam ZUS

Jurij

Jurij

 

Nowe projekty i nadpobudliwe kobiety :D

Witam witam. Dziwnie się trochę czuje, gdy widzę ponad 12 tysięcy wyświetleń mojego bloga, na którym jest cały jeden wpis Oto magia internetu. Dość niedawno, rozpocząłem działalność 2 nowych serwisów internetowych. Jednym z nich jest portal zleceń programistycznych (oczywiście do czasu jego przygotowywania, jego domena zostaje utajona , oparty na moim autorskim silniku CMS - CryCMS. Sam CMS ma budowę dość podobną do IPB w wersji 3.X, lecz przygotowany jest na znacznie prostszych i optymalniejszych rozwiązaniach. Oczywiście, żeby nie było, DG jest Drugim moim nowym projektem jest DevTalk.pl. Jest to forum oparte o IPB oraz własne modyfikacje. Co mnie nakłoniło do stworzenia "kolejnego forum"? Skłoniło mnie do tego dość długie przeglądanie różnych forów (bo Jurij bije ), na których wielka pomoc schodziła do zmiany kodowania bazy (przy kodowaniu znaków poprzez htmlspecialchars), czy reinstalacja systemu przy braku zainstalowanych sterowników grafiki. Jest to całkowicie nowy projekt, więc na nim mam jeszcze całkiem mało treści, choć staram się to powoli uzupełniać (na razie jestem jedynym aktywnym użytkownikiem, więc muszę sam wszystko sam robić ( IZE effect? ) Pierwszym 'większym' artykułem mojego autorstwa jest Zabezpieczenie witryny przed kopiowaniem - UI ( http://goo.gl/7PvQQd ) w którym obalam pewne mity, oraz pokazuję mniej znane sposoby na ukrywanie źródła kodu itp. Pierwsza część jest poświęcona UI, czyli temu co jest pokazywane użytkownikowi, a kolejne będą poświęcone kodowi źródłowemu. Z drugiej strony, myślę nad stworzeniem portalu IPB pod forum DevTalk.pl, lecz tu się pojawia pytanie z licencją.. Czy na jedną domenę (jedna kopia na root, a druga na subdomenie), muszę posiadać jedną, czy dwie licencje? Ale to pytanie najlepiej zadać DawPi Z trochę innej beczki W kilku ostatnich rozmowach na komunikatorach (rozmów z 'życia' nie będę podawał, bo bez takich sytuacji w jakich padały, to nie ma sensu ) natrafiały się perełki Rozmowa na temat związków oraz pewnych "wykroczeń": Również od kobiet, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy: Choć niektóre są nadpobudliwe : Także to by było na tyle Pjona i do następnego spotkania!

Leihto

Leihto

 

Nowa srebrna Barracuda =)

Ależ ten czas leci, nie ma nawet chwili żeby dodać kolejny wpis. Po rozwiązaniu kwestii monitora przyszła kolej na rozwiązanie ostatniego palącego problemu - uszkodzonego dysku twardego 500 GB, o którym niedawno pisałem. Na rynku jest dostępnych wiele modeli WD Green, Red, Blue, Black czy Barracud od Seagate'a. I są to jedyni liczący się producenci HDD na świecie, bo konkurencja czyli Samsung została wchłonięta przez Seagate'a, a Hitachi przez WD. Początkowo po awarii byłem wściekły na firmę Seagate. Lecz gdy emocje opadły, uświadomiłem sobie, że przecież pierwsza Barracuda 500GB padła z powodu wadliwego zasilacza, a druga - albowiem była produktem odnawianym przez Seagate. A w procesie odnowy dysku twardego poza wymianą elektroniki i resetu danych SMART niewiele jest poczynione. Także mógł mi się trafić prawie nowy dysk twardy, a mógł też taki, który już od kilku lat pracował u kogoś, zepsuł się i został naprawiony. Czy zatem obrażanie się na firmę Seagate miałoby jakikolwiek uzasadniony sens? Absolutnie nie. Początkowo napaliłem się na dysk WD z serii Green. Tani, energooszczędny, ale jak później doczytałem wolny (od 5400 do 7200 obrotów na minutę) i nadaje się jedynie jako magazyn danych. A ja potrzebowałem dysku i pod system i pod dane. Pozostałe dyski od WD również prezentowały się ciekawie, ale były albo drogie, albo głośne albo nie tak wydajne, jakbyśmy tego chcieli. I tutaj przykuła moją uwagę propozycja konkurencji: nowa srebrna Barracuda 7200.14 oznaczona numerem ST1000DM003. Ten dysk posiada wiele atutów, łączących w sobie cechy konkurencji: cena niższa od WD Green (~235 PLN),
wydajność konkurencyjna z najdroższymi dyskami WD (Black i Velocity Raptor),
niski pobór mocy,
cicha praca,
1 talerz 1TB,
wiele pozytywnych opinii w sieci.
Zdecydowałem się na ten model, znalazłem najtańszą ofertę z odbiorem w Krakowie (bezkonkurencyjna okazała się oferta firmy KR System z odbiorem na Karmelickiej) i w Sobotę udałem się odebrać nabytek. Dysk zapakowany jedynie w woreczek foliowy, po odpakowaniu wygląda tak: Dysk jest niesamowicie lekki (400g) i o połowę cieńszy od standardowych dysków HDD, zapewne dzięki temu iż posiada tylko jeden talerz 1TB. Po sprawdzeniu gwarancji na stronie Seagate uzyskałem miłą informację, że dysk ma ponad 2 lata gwarancji producenta, do 15 września 2015 roku. Nie było zatem sensu przepłacać 100zł za dłuższą gwarancję w produktach konkurencji, bo powiedzmy sobie szczerze - w razie awarii danych nikt nam nie zwróci, a i tak będziemy zmuszeni do zakupu nowego dysku. Pamiątkowe zdjęcie (od lewej): Barracuda 7200.7 80GB, Barracuda 7200.11 500GB, Barracuda 7200.14 1000 GB A na tym zdjęciu najlepiej widać atuty dysku z jednym talerzem: Po zamontowaniu wystarczyło zainstalować system, podzielić dysk na partycje i komputer był gotowy do pracy. Naturalnie trzeba było sprawdzić dysk programem diagnostycznym, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku: Nie mogło też zabraknąć drobnych testów: Jak widać na załączonym obrazku, dysk cechuje się bardzo przyzwoitymi osiągami transferu oraz stosunkowo niskim jak na HDD czasem dostępu. Wrażenia z użytkowania są jak najbardziej pozytywne, dane kopiują się niemal natychmiast, dysk jest praktycznie niesłyszalny i niesamowicie szybki. Także jeśli ktoś ma zamiar kupić szybki i niedrogi dysk twardy z zastosowaniem pod system i dane - z czystym sumieniem mogę polecić model Seagate Barracuda 7200.14 ST1000DM003 A jak będzie z jego bezawaryjnością? Zobaczymy za jakieś 15000-20000 godzin Póki co stare dyski twarde pozostaje odłożyć na półkę, a wysłużona Barracuda 7200.7 80GB odeszła na zasłużoną emeryturę w stanie dobrym, po przepracowaniu aż 20 000 godzin: Oby nowa Barracuda wytrzymała co najmniej tyle w równie dobrym stanie

Jurij

Jurij

 

Trzej muszkieterowie w polskim sejmie

Okazuje się, że na 460 posłów w sejmie, w tym 206 posłów partii rządzącej - Platformy Obywatelskiej - tylko trzech jest uczciwych i ma olej w głowie. Reszta to albo idioci, albo złodzieje. Albo jedno i drugie. Jedynie panowie: Jacek Żałek (PO): Jarosław Gowin (PO): oraz John Godson (PO): sprzeciwili się tragicznej dla narodu polskiego w skutkach propozycji ministra Jana Vincenta ( znanego jako Jacek Rostowski) i wstrzymali się od głosowania za zniesieniem progu ostrożnościowego, wbrew dyscyplinie partyjnej. Powyższym panom należą się gromkie brawa, niestety zła wiadomość jest taka, że rząd poprawkę przyjął i zawiesił działanie progu ostrożnościowego. Oznacza to krótko mówiąc tyle, że teraz będą mogli zadłużać kraj i przyszłe pokolenia bez ograniczeń, wydając jeszcze większe ilości pieniędzy, bo od tej pory wydatki mogą rosnąć więcej, niż 1% powyżej inflacji. A zachowanie powyższych panów zostanie z pewnością ukarane przez partyjny sąd kapturowy i stosowna szopka medialna w serwisach (dez)informacyjnych zostanie odstawiona. Aż dziw bierze, że w całym sejmie znalazło się tylko trzech muszkieterów, bo za te niebawem zaciągnięte i dotychczasowe długi zapłacimy my sami i przyszłe pokolenia. Kolejna zła wiadomość jest taka, że kłamstwo Jana Vincenta i Donalda Tuska przybiera na sile i według najświeższych informacji możemy zapomnieć o obniżce VAT co najmniej na kolejne 3 lata. Jedynie w wypadku, gdyby do tego czasu obecny ustrój nie został obalony, co wedle mądrych głów jest mało prawdopodobne. I oby miały rację, bo niebawem Polska (kolonia bankrutującej Unii Europejskiej) może wyglądać jak bankrutujące amerykańskie miasto Detroit - miasto idealne z punktu widzenia lewicy: Strach się bać Póki co, trzeba mieć nadzieję że do tego nie dojdzie no i się wyspać... Czeka mnie jutro przynajmniej 70 km rowerem, między innymi po bardzo fajną rzecz. Ale o tym wkrótce

Jurij

Jurij

 

Miłość Polsko - Ukraińska kwitnie jajecznie

Odzyskałem monitor po raz drugi. Tym razem chyba z dobrymi świetlówkami, bo nic nie buczy i nie wibruje jak zmniejszę jasność Ale do rzeczy. Kilka dni temu prezydent Polski - Bronisław Komorowski - pojechał na Ukrainę w celu świętowania uroczystości upamiętniających wydarzenia na Wołyniu. I dostał jajkiem... Możecie bagatelizować ten fakt ile chcecie... Co nie zmienia faktu, że: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, w trzy lata po katastrofie Smoleńskiej na terenie byłego ZSRR ( w której zginął poprzedni prezydent RP), został totalnie upokorzony,
Biuro Ochrony Rządu nie nauczyło się absolutnie niczego,
Byle dzieciak z plecakiem mógł sobie klepnąć głowę państwa ot tak, pomimo faktu że BOR ochraniał prezydenta, a oprócz tego stała tam widoczna na zdjęciu ukraińska milicja.
Ja wiem, II wojna światowa była okrutna. Hitlerowcy, którzy napadli na Polskę 1 września 1939 roku, robili przerażające rzeczy: wtargnęli do naszego kraju bez zaproszenia przy użyciu samolotów i czołgów,
mordowali,
grabili,
palili,
strzelali,
gwałcili,
budowali obozy koncentracyjne,
wykonywali egzekucje co piątego, co dziesiątego lub wszystkich Polaków w okolicy,
kradli,
okupowali,
i resztę doczytacie sobie z książek historycznych.
Dlaczego o tym mówię? Nie jestem pasjonatem historii. Ale jestem pasjonatem wszystkiego, co jest związane ze Związkiem Radzieckim. I kilka lat temu wraz z kolegą ze studiów wybrałem się do krakowskiego muzeum na wystawę o tematyce ukraińskiej z czasów II Wojny Światowej. Wystawa była bezpłatna, a że dziewoja kolegi była Ukrainką, wypadało pójść. Niestety to co tam zobaczyliśmy, przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Na tej wystawie pokazane były wszelkie dokonania ukraińskiego bohatera narodowego Stepana Bandery: I jego walecznym oddziałom UPA - Ukraińskiej Powstańczej Armii. Te oddziały napadały na Polskie domostwa wioska po wiosce i chciałbym napisać to, że zachowywali się jak hitlerowcy, ale niestety nie mogę. Na wspomnianej wystawie były pokazane slajdy, malowidła i zdjęcia, jak Banderowcy zachowywali się wobec polskiej ludności. Ich celem była bowiem eksterminacja narodu polskiego z tamtych terenów. Oni nie chcieli nikogo przesiedlać, wyprosić czy coś w tym rodzaju. Ich celem było wymordowanie każdego Polaka, zamieszkującego ich zdaniem tereny należące się Ukrainie. A jak tego dokonywali? Oj, metod było wiele. Najbardziej popularną metodą był cios młotkiem do wiązania krów (charakterystyczny cios młotkiem w kształcie trójkąta w potylicę). Ofiary zabite tą metodą można było łatwo poznać: To była jednak najbardziej humanitarna metoda. Oprócz tego widziałem wiele malowideł, przedstawiających niemowlęta przybite za język do stołu zwykłym gwoździem, kobiety z uciętymi piersiami wykrwawiające się aż do śmierci, kobiety nadziane na pal przez genitalia, mężczyzn rozprutych nożem, których jelita metr po metrze były przybijane gwoździami do ścian a także grupy Polaków przywiązane do słupów drutem kolczastym, na których to słupach UPA wieszała tabliczki, że jest to kolejny etap osiągnięty na drodze do wolności Ukrainy. I to wiem ja, człowiek z trudem interesujący się polityką i historią Polski. To powinien wiedzieć prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Zwłaszcza w chwili, kiedy ponownie wybiera się na wschód. A bezwzględnie powinna to wiedzieć jego ochrona. O czym doskonale powiedział Mariusz Max - Kolonko w swoim reportażu z US i A: Nie oszukujmy się, zamiast tego: Chłopak mógł mieć to (jeden cios w tętnicę i PO prezydencie): Lub co gorsza to: I co wtedy? Reżimowe media też by trąbiły, że nic się nie stało? Oj owszem, stało się. Kipiący z nienawiści do Polaków Ukraińcy dali upust swoim żądzom. Być może były to tylko ćwiczenia zamachu na prezydenta RP, być może chęć ośmieszenia Polski na arenie międzynarodowej. I jedno i drugie się udało. To kolejny punkt na korzyść krajów byłego ZSRR. Z wąsami czy bez, prezydent Polski został ośmieszony na całej linii. Jego ochrona także i powinna wylecieć na zbity pysk. Tak się jednak zapewne nie stanie... Sprawa w Polsce przycichnie i telewidzowie faktów TVN lub Wiadomości telewizyjnej jedynki prędko zapomną o całym zdarzeniu, nieświadomi faktu bycia okradzionym z pieniędzy OFE przez rząd, zaangażowani w sprawę mamy małej Madzi, zegarków ministra Sikorskiego czy katastrofy w Smoleńsku. Zapewniam Was, że Ukraińcy nie zapomną nigdy. I to kolejny dzwon bijący na alarm - albo Polacy coś z tym zrobicie w trybie natychmiastowym, albo będzie kolejny rozbiór Polski. I zostanie przeprowadzony równie gładko, co jajko rozprowadzone po marynarce prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

Jurij

Jurij

 

Teoria spiskowa - 11 września 2001

Wszyscy wiedzą jak potoczyła się akcja 11 września 2001. Rząd USA obwinia Al-Ka’idę za ataki terrorystyczne na USA z dnia 11 września 2001 leczy czy, aby na pewno? Od minionego dnia zaczęło wiele osób uważnie śledzić poczynania krok po kroku co się wtedy stało i efekty są bardzo porażające. Rząd USA bojkotuje wszelkie dowody odnośnie 9/11 lecz ludzie z natury są dociekliwi i wiedzą jak jest naprawdę. Zacznijmy od tego czym jest teoria spiskowa. Teoria spiskowa jest to twierdzenie, według którego w utajnieniu ktoś działa na szkodę innych osób lub na własną korzyść. Przykładami są twierdzenia dotyczące: dominacji ekonomicznej, politycznej, militarnej czyli np. teorie spiskowe o lądowaniu Apollo na Księżycu czy teorie spiskowe o zamachach z 11 września 2001. (Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_spiskowa) Nie chcę się zbytnio rozpisywać tu ponieważ wszystko co chciałbym tu napisać jest w filmie załączonym poniżej i jeśli poświęcicie półtorej godziny swojego czasu by zobaczyć jaka była prawda. Przekonacie się że było warto i zaczniecie dostrzegać do czego rząd stanów zjednoczonych jest w stanie się posunąć. Dodatkowo dodam iż może to być jedynie zbieg okoliczności jednakże sama data wskazuje na to iż coś jest nie tak. Mianowicie data amerykańska pokazuje 9/11, usuńcie jedynie ukośnik i wyjdzie nam 911 numer, pod który zgłasza się o pomoc w nagłych przypadkach, typu wypadek, pożar, przestępstwo.

Mario14125

Mario14125

 

Spiskowi świetlówkowemu mówimy stanowcze nie!

Jak pech, to pech. Na całego. Ledwie udało mi się nieco zmodernizować komputer (płytę główną, procesor i ramy), a pierwszego dnia po formacie padł stosunkowo najnowszy podzespół - 500GB dysk twardy, kilka dni później również jeden z nowszych - monitor. Ot, ni stąd ni zowąd przestał trzymać jasność migocząc raz jaśniej raz ciemniej kilka razy na sekundę, aż w końcu zgasł całkiem. Cztery lata to i krótko i długo... ale... Pierwsze podejrzenia padły na wysłużone kondensatory. Już od paru miesięcy miał tak, że piszczał nawet wyłączony, aczkolwiek wpięty do sieci. Nie było to uciążliwe, ale jak się ma dobry słuch - było zauważalne. Zacząłem poszukiwać fachowca, który byłby w stanie je wymienić. Oferty w sieci były kuszące: 30 PLN + koszt kondensatorów. Niestety po obdzwonieniu okolicznych serwisów nie było już tak różowo - 100 - 200 PLN za naprawę. Co zrobić, pomyślałem i odwiozłem monitor do najbliższego i najbardziej polecanego serwisu w ubiegłą środę. Następnego dnia było już wiadomo - to nie kondensatory, a wysiadły świetlówki. Koszt naprawy wzrasta do ~150 PLN. Tylko, czy warto? Zacząłem robić rozeznanie na rynku nowych monitorów. Mój obecny 22" ukochany Asus VW222U w 2008/2009 roku kosztował 750 PLN i wtedy to było coś. Matryca 22", czas reakcji 2ms, przyzwoita rozdziałka 1680x1050, wbudowane głośniki stereo 1W, złącze audio, d-sub, dvi-d... Czego chcieć więcej? Pomyślałem, że po tylu latach również uda się kupić coś podobnego, za znacznie niższą cenę. Przejrzałem ofertę znanych mi najtańszych sklepów komputerowych i włosy stanęły mi dęba. Do 500 PLN można kupić jakiegoś taniego 21,5" BenQ czy Samsungi, LG, Asusy o mniejszej matrycy 19-20", ale rzadko który ma złącze cyfrowe DVI! Czy producenci zdziczeli do reszty? Kto to widział w XXI wieku montować archaiczne analogowe złącze d-sub jako jedyną opcję! Pomijając kiepską rozdzielczość, małą matrycę i brak jakichkolwiek dodatków. Jedynym atutem byłaby gwarancja 24-36 miesięcy... Ale... W końcu dowiedziałem się, że wymiana 4 świetlówek + kondensatorów wyniesie 130 PLN. No i miałbym nadal mojego Asusa, a nie jakieś byle co. Przypomniawszy sobie film dokumentalny Spisek żarówkowy... na temat planowanego postarzania produktów - postanowiłem naprawić dotychczasowy monitor. Dziś go odebrałem. Póki co, monitor działa. Martwi mnie jedynie, że jak się zmniejszy jasność to dosyć głośno bzyczy. Pewnie to wina nowych świetlówek albo czegoś z elektroniki... Chyba będę musiał pojechać z reklamacją i znów będę odcięty od sprzętu. Póki co trzeba pokończyć przerwaną brutalnie tydzień temu pracę i nacieszyć wzrok 22 calami Przy okazji pozostaje stwierdzić, że Android nadaje się do sprawdzania poczty czy przeglądania internetu, ale na dłuższą metę i do pracy jest to system całkowicie bezużyteczny. Dobrze, że moje urządzenie przenośne ma qwerty, bo chyba bym oszalał. Mimo wszystko, brakowało mi myszki, a zwłaszcza jej prawego przycisku... i bezapelacyjnie funkcjonalności Windowsa. Ot, typowe problemy zwykłego zjadacza chleba. Tymczasem elita szaleje, a jakże! Łódzki oddział ZUS buduje kolejny pałac za 33 milionów złotych (tak, tak - z Waszych składek naiwni podatnicy), a rząd już postanowił o zwiększeniu deficytu o 16 miliardów złotych! To oznacza, że przyszłe pokolenia będą miały kolejne 16 miliardów PLN do spłacenia, bo sitwie Rostowskiego i Tuska hajs się musi zgadzać przynajmniej do końca 2013 roku. Kpina w żywe oczy z narodu polskiego...

Jurij

Jurij

 

GRAND THEFT OFE

Kilka miesięcy temu odbyła się szumna premiera premiera Tuska i jego ministrów w branży rozrywkowej. A konkretnie mowa o kultowej już produkcji Grand Theft Radar - gry, która we wschodnich landach Unii Europejskiej pobiła wszelkie rekordy popularności. Szacuje się, że każdego dnia grało w nią ponad 36 000 000 ludzi i to tylko w jednym kraju, gdzie przeprowadzono badania statystyczne! Tym z Was którzy jej nie kojarzą przypomnę, że w grze każdy mógł się wcielić w postać Johna Kovalskiego - posiadacza pojazdu mechanicznego, który podróżując po krainie zwanej Polandią musiał się zmierzyć z całą masą przeszkód i pułapek. Nierówne drogi z licznymi urywającymi zawieszenie dziurami, niedokończone autostrady, niezabezpieczone przejazdy kolejowe z pijanymi dróżnikami to tylko część przeszkód. Prawdziwym wyzwaniem był jednak mafijny boss Jan Vincent, który na obszarze całej Polandii porozstawiał limity prędkości dla deskorolek, a za tymiż limitami rozmaite pułapki - swoich ludzi z tzw. lizakami, suszarkami lub tytułowe fotoradary, które bezdusznie robiły zdjęcia wszystkim przekraczającym dozwoloną prędkość o chociażby kilometr na godzinę. Zadaniem gracza było nie uszkodzić samochodu uważając na dziury i inne przeszkody, innych często pijanych użytkowników ruchu a przede wszystkim patrole Jana Vincenta egzekwujące setki absurdalnych przepisów i dybiące na każdy nasz błąd. Zadaniem armii Jana Vincenta było uzupełnienie 1 500 000 000 baksów w mafijnej kasie, a w gestii gracza było do tego nie dopuścić i nie dać sobie strzelić niechcianej fotografii. Tym razem Rostowski Studio przygotowało dla nas coś specjalnego. Nie będzie to jednak kolejne mrugnięcie okiem w stronę serii Need For Speed, aczkolwiek będzie to brutalna walka z czasem - brutalna, albowiem chodzi o krwawicę wielu milionów ludzi. Okazało się, że akcja Grand Theft Radar nie przyniosła spodziewanych zysków, a w mafijnej kasie brakuje już 24 000 000 000 baksów (tak tak, 24 miliardów zielonych). Pora zatem wymyślić przekręt na znacznie większą skalę, generujący niebotycznie większe zyski. Czas na GRAND THEFT OFE W nowej grze mamy do dyspozycji aż trzech graczy: znanego z poprzedniej części Johna Kovalskiego, Petera Novacka oraz - co jest nowością w tej serii - kobietę po 40-ce, Barbarę Malinowską. Możemy przejść całą rozgrywkę jednym graczem lub przełączać się pomiędzy postaciami. Grafika w nowym tytule będzie niezwykle realistyczna, twórcy postarali się o odwzorowanie każdego detalu. Możemy także być pewni, że nie zabraknie też specyficznego humoru. Oprócz realistycznie odwzorowanych obowiązków dnia codziennego, takich jak: gotowania kiełbasy czy rosołu,
robienia zakupów w pobliskiej sieci Stonka,
wyglądania w oknie czy ktoś nie idzie,
oglądania telenoweli w TVM,
wyczekiwania w kolejce do lekarza czy urzędnika,
zbierania puszek i innych surowców wtórnych,
przeszukiwania magazynów z odzieżą używaną,
picia wina pod sklepem,
remontowania gaźnika w 30-letnim samochodzie
I innych pasjonujących zajęć, nie zabraknie też innych podnoszących adrenalinę wyzwań. Wiemy z przecieków, że w Grand Theft OFE będzie bardzo rygorystyczny system służb porządkowych. Przykładowo: przejście w niedozwolonym miejscu lub brak włączonych świateł to stówa mandatu i jedna gwiazdka poszukiwań,
otwarcie piwa w niedozwolonym miejscu lub brak zapiętych pasów to dwie stówy i dwie gwiazdki poszukiwań,
gdy zapomnimy opłacić rachunek dostaniemy trzy gwiazdki i zacznie nas ścigać zespół komorników,
gdy pomylimy się w zeznaniu podatkowym dostaniemy 4 gwiazdki i kontrole z Fiskusa,
gdy nie odwdzięczymy się znajomemu urzędnikowi lub podpadniemy konkurencji to otrzymamy 5 gwiazdek i oddziały CBA będą nas odwiedzać nad ranem,
przy próbie buntu wskoczymy na 6 poziom poszukiwań i staniemy oko w oko z wojskiem.
W grze nie zabraknie również klasycznych Easter Eggów. Udało nam się ustalić, że np. gdy urodzi nam się dziecko i walniemy nim o podłogę, to nie włączy nam się żaden poziom poszukiwań, a dostaniemy luksusowy apartament, sławę i przybędzie nam gotówki. Na koniec najważniejsze - fabuła główna. Gra oprócz codziennej walki o przetrwanie dnia kolejnego oferuje nam bardzo bogaty zestaw ustaw i przepisów, nie pozwalających nam spokojnie zasnąć. Gra rozpoczyna się w momencie, gdy podatki wynoszą ponad 83%, Jan Vincent zostaje przyłapany na kłamstwie gdyż obniżka VAT planowana na rok 2014 nie będzie mieć miejsca wcześniej niż w 2017 (albo i wcale), gracze orientują się że podatki przez nich płacone są o 1000 baksów wyższe niż rok wcześniej, a zbierane przez lata pieniądze w Otwartym Funduszu Emerytalnym mają zostać zagrabione. Zgodnie z prawem Polandii gracz ma prawo odkładać zarobione pieniądze w kasie zwanej OFE lub wyrzucić je do ZUS. Cały dowcip polega na tym, że pieniądze z kasy OFE są nadal własnością gracza i mogą być dziedziczone, natomiast to co wyrzucimy do ZUS - nie. Sąd Polandii wydał wyrok, iż pieniądze z ZUS nie są własnością gracza, nie mogą zostać podjęte, przepisane na potomstwo - generalnie przepadły. Nic więc dziwnego, że większość graczy nie chce wyrzucać swoich oszczędności do bankrutującego ZUS, tylko woli je lokować w innych aktywach lub w OFE. Rzeczywistość nie jest jednak tak kolorowa, bo w kasie Jana Vincenta brakuje 24 miliardów baksów i aby tę dziurę załatać - postanowił przenieść oszczędności graczy z OFE do ZUS. Dzięki takiemu zabiegowi: gracz nie będzie miał żadnego wpływu na swoje pieniądze,
przestanie być ich właścicielem,
straci możliwość do przepisania ich na swoje potomstwo,
zyskuje pewność, że te pieniądze przepadną.
Czy graczowi uda się przeciwstawić armii Jana Vincenta i ocalić swoje oszczędności? Zobaczymy, rozgrywka zapowiada się na bardzo emocjonującą. Miejmy nadzieję, że gracze wykażą się większą inteligencją, niż miało to miejsce niedawno w mini-rozgrywce Grand Theft Poland - Elbląg Stories, gdzie gracze zbulwersowani faktem iż w tak małej mieścinie zrabowano ponad 320 000 000 (trzysta dwadzieścia milionów) - odwołali władze i odbyły się ponowne wybory. Niestety nie wiemy czy to z powodów błędów w grze czy zbyt niskiego IQ graczy - ponownie wybrano tych samych ludzi z partii POPiS (który ukradli uprzednio 320 baniek) i nie zapowiada się, aby w Elbląg City cokolwiek miało się poprawić. Ba, głosowano nawet za takimi, którzy przy deficycie 320 baniek obiecywali darmową komunikację i mieszkania za pół ceny Jak będzie, dowiemy się już po premierze. Jeśli powyższa zapowiedź brzmi dla Was kusząco to z pewnością musicie zagrać w nową unijną produkcję Grand Theft OFE! Ba, z zapewnień producenta Donalda Nottrumpa (ksywa Pinokio) wiemy, że z pewnością w nią zagracie i to już niebawem Ja tymczasem pogram w może mniej emocjonujące Grand Theft Auto IV, ale tam przynajmniej nikt mnie bezczelnie nie okradnie, mogę posiadać broń i grę zapisać w niemal dowolnym momencie... A może jednak zrobię dziś grilla? Jest taka ładna pogoda

Jurij

Jurij

 

Nowa aplikacja, dla serwerów prywatnych metin2

Hej, Ostatnio rozpocząłem prace nad nową aplikacją, tym razem dedykowaną głównie pod serwery prywatne gry metin2, a dokładniej ma być to rynek przedmiotów dostępny dla graczy. W miarę moich możliwości staram się aby wyglądało bardzo przejrzyście ( kod ) oraz abym nie miał problemów z dalszym rozwijaniem tego projektu. Może zacznę od opisania panelu admina. Znajduje się w nim nawigacja do: Ustawień, czyli kto może korzystać z rynku, kto może go moderować,
Kategorie, czyli stworzenie kategorii dla przedmiotów, aby ułatwić graczom życie, pozycje ustawiane przez drag&drop
Przedmioty, czyli tworzenie dostępny przedmiotów oraz przydzielanie ich do wybranych kategorii, pozycje ustawiane przez drag&drop
Oferty, czyli spis aktualnie trwających aukcji z możliwością usunięcia,
Przechodząc na stronę główną forum, a następnie do zakładki "Gra" ujrzymy spis wszystkich ofert dodanych przez graczy według kategorii ( standardowo Wszystko ). Przejdę pierw do dodawania przedmiotu. Wybór kategorii przedmiotu, wczesniej dodanych w panelu admina,
Ilość posiadanych bonów w danym przedmiocie ( w kolejnym kroku tyle inputów zostanie dodanych do uzupełnienia ),
Ilość KD ( to samo co w przypadku bonów ),
Typ aukcji ( Licytacja / Kup Teraz / Licytacja + Kup Teraz ),
Przejdę do kroku drugiego, Wybieramy przedmiot ( lista przedmiotów z kategorii wcześniej wybranej ),
Poziom ulepszenia broni ( w grze występuje on od +0 do +9 ),
Inputy ( zależnie od wcześniej wybranej ilości ) do uzupełniania,
Cena początkowa, Minimalne przebicie - jeżeli tylko Licytacja, cena Kup Teraz - jeżeli tylko Kup Teraz i wszystko jeżeli Licytacja + Kup Teraz,
Miejsce na opis przedmiotu,
Ostatni krok to potwierdzenie wysłania i przejście do spisu ofert. Karta aukcji: Jeżeli chcemy zalicytować: Nie możemy wpisać kwoty mniejszej od ceny początkowej + minimalne przebicie, w przeciwnym razie wyskoczy błąd, Możemy również kupić przedmiot bez bawienia się w licytacje: Dla właściciela aukcji nowa opcja - zakończenie: No, i to na razie tyle.. Jutro postaram się dokończyć resztę ( moderacja aukcji przez uprawnione osoby oraz miniatura zdjęć ).

teez

teez

 

Barracudy pamięci żałobny rapsod

Barracuda umiera. Ponownie. Był rok 2007 lub też 2008 (bardziej prawdopodobne że 2008), kiedy to Jurij uzmysłowił sobie, że dyski twarde ostatnimi czasy bardzo potaniały i jako właściciel względnie nowej dwuletniej maszyny postanowił zakupić nowy dysk twardy. Zanim to jednak nastąpiło, odrobina historii... Pierwszy dysk Twardy jaki Jurij posiadał - 6,4 GB Seagate Medalist - został kupiony w 1998 roku wraz z nowym komputerem (o którym niebawem w innym wpisie) i był wówczas bardzo pojemnym woluminem. Rzadko kto posiadał dysk większy niż 1 - 2,5 GB. Medalist został wycofany z eksploatacji w kwietniu 2005 roku. Przepracował 7 lat. Niestety mała jak na ówczesne czasy pojemność, pojawiające się bad sectory i głośność pracy przypominająca odgłosy maszyny do popcornu nie dawały złudzeń - trzeba było kupić nowy dysk. Nowa lśniąca Barracuda 7200.7 o oszałamiającej pojemności 80 GB została zakupiona w kwietniu 2005 roku. Początkowo działała jako dysk 32 GB, gdyż płyta Asus P2B nie obsługiwała dysków o większej pojemności. Dopiero na nowym sprzęcie zakupionym w listopadzie 2005 rozwinęła skrzydła i jako dysk 80GB działa do dziś, jakby na to nie patrzeć - już ósmy rok. Miała przedwczoraj nawet odejść na zasłużoną emeryturę ale... Inżynierowie firmy Seagate niestety pokrzyżowali te plany. W 2007-8 roku, gdy Jurij zorientował się jak bardzo dyski twarde potaniały, postanowił za nieco ponad ćwierć tysiąca PLN zakupić nową lśniącą Barracudę o oszałamiającej pojemności 0,5 Terabajta, lub jak kto woli 500 GB. Nowa Barracuda objęta była 3-letnią gwarancją, obsługiwała nowoczesny interfejs SATA, posiadała nowoczesne technologie jak NCQ - krótko mówiąc była niesamowicie pojemna i szybka. Szczęście nie trwało jednak długo... Pierwsza śmierć. W 2009 roku wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Nie minął nawet rok od zakupu nowej lśniącej Barracudy, a stało się nieszczęście. Pewnego dnia o piątej nad ranem, kiedy kopiowane były ostatnie pliki, a sprzęt miał się niebawem udać na spoczynek - Modecom Feel 350 W nie wytrzymał i komputer wyłączył się. Po ponownym uruchomieniu słychać było jedynie przeraźliwe łiiii.... łiiiiii...... łiiiiiiii....... Tak jakby dysk twardy chciał się rozpędzić, a nie mógł. Początkowo padły przypuszczenia na wadliwe firmware, albowiem dysk należał do jednej z felernych serii AS, które posiadały błąd w oprogramowaniu, powodujący brak wykrywania dysku w biosie. Niestety pobliskie serwisy komputerowe wykluczyły tę przypadłość i dysk powędrował na półkę. Większość plików nie była zbyt cenna, ale partycja ze zdjęciami okazała się nie do odratowania. Przypuszczalnie firmy odzyskujące dane by sobie z tym poradziły, ale koszt 1000 PLN za każdy stracony gigabajt (partycja ze zdjęciami miała kilka gigabajtów) okazał się zbyt wysoki do zaakceptowania. Po roku żałoba po stracie danych osłabła, bo jak wiadomo czas leczy rany. Mała pojemność 80 GB Barracudy dawała się we znaki i wtedy pojawiła się myśl. A gdyby tak dysk oddać na gwarancję? Dane i tak bezpowrotnie przepadły, ale może chociaż uda się odzyskać sprzęt... Dysk został oddany do miejsca zakupu i po paru tygodniach odebrałem... inną Barracudę 7200.10. Chciałbym napisać nową - ale niestety nie. Globalna awaria dysków twardych w firmie Seagate, brutalnie zamieciona pod dywan (nawet na ich stronach trudno było znaleźć informację o tej awarii i trzeba było się nieźle naszukać, żeby uzyskać pomoc) - zmieniła historię tej gałęzi branży komputerowej nieodwracalnie. Po pierwsze - od tamtej pory dyski twarde były sprzedawane z przeważnie dwuletnią gwarancją. Wcześniej normą były 3-5 letnie okresy gwarancyjne i nie dziwiło to nikogo. Poza krótszym okresem gwarancji zmieniła się także polityka firmy Seagate odnośnie napraw uszkodzonych dysków. Dawniej jak oddawałeś uszkodzony dysk - dostawałeś nowy (taki sam lub nowszy model). I było to normalne. Od czasów awarii dysków Seagate wszystko się zmieniło. Uszkodzone dyski trafiały do fabryki, gdzie sprawne części były odzyskiwane, elektronika wymieniana na nową i tak naprawiony dysk twardy, opatrzony zieloną etykietką "Refurbished by Seagate" trafiał do klienta. Naturalnie dysk miał już wgrane najnowsze firmware SD1A, które gwarantowało odporność na dotychczasowe usterki. I co tu z takim dyskiem zrobić? Można było go sprzedać za ~ 150 PLN, ale to nie rozwiązywałoby kwestii braku miejsca. Postanowiłem więc używać go jako dysk NQ2 - czyli magazyn danych. Dyskiem systemowym była nadal 80GB Barracuda 7200.7. I tak było do przedwczoraj. Druga śmierć. Jakiś miesiąc temu pojawiła się koncepcja unowocześnienia zakupionej w 2005 roku maszyny. Biorąc pod uwagę fakt, że w 2009 roku zostały wymienione zasilacz i karta graficzna - postanowiłem wymienić pozostałe podzespoły czyli płytę główną, procesor i ram. Pojawiła się nawet słuszna koncepcja wysłania wysłużonej 80GB Barracudy na zasłużoną emeryturę. Zrobione około dwóch tygodni temu odczyty dobrze rokowały: Stan 500-gigowej Barracudy był dobry. Przepracowała raptem 6220 godzin i miała przejąć pałeczkę dysku głównego. Tak się jednak nie stało. Podczas kopiowania cennych plików przed formatem i zmiany podzespołów bazowych, zaczęły wydobywać się z obudowy dziwne stukania. Tak, jakby ktoś rozpędził metalowego bączka i nagle go wyhamował przykładając magnes. Oho - na 80 GB Barracudę już czas - pomyślałem. Wypiąłem ją z obudowy, poskładałem sprzęt i... jakież było moje zdziwienie, gdy owe stukoty nie ustały Tego się nie spodziewałem... Niczym ZUS podjąłem błyskawiczną decyzję i zawróciłem 80-kę z emerytury, instalując na niej nowy system. 500-ka miała nadal pełnić rolę magazynu danych, ale... Windows 7 bez litości co kilka minut zaczął mnie informować, że dysk zgłasza swoją awarię i czy wykonać kopię zapasową... To chyba jakaś pomyłka, pomyślałem - przecież stan dysku parę dni temu był dobry! Wykonałem ponowny test i ręce mi opadły: Tego nie było w planach. Stosunkowo nowy dysk padł i jedyne co można zrobić w takiej sytuacji to szybko skopiować najistotniejsze dane ( bo jak tu skopiować wszystko, mając do dyspozycji tylko 80 GB?) i odłączyć chory sprzęt. Teraz nie pozostaje nic innego, jak szybko uskładać środki na nowy nieplanowany zakup, skopiować 80-kę i 500-kę na nowy dysk i modlić się, żeby nowy zakup szybko nie padł. Niestety żyjemy w chorym świecie i są to złudne nadzieje... Bo powinno być tak, że sprzęt ma dwa lata gwarancji i po tym okresie może się popsuć, ale nie musi. Tymczasem teraz jest tak, że po dwuletnim okresie gwarancji z pewnością się popsuje. Refleksje. W takich sytuacjach często nasuwają się refleksje. Tygodniami, a niekiedy miesiącami czy latami harujemy jak woły na nowy sprzęt. Mamy nadzieję, że będzie nam służył latami. Wydajemy ciężko zarobione pieniądze na nowy komputer, telefon czy samochód wierząc, że im lepiej będziemy o niego dbali, tym dłużej nam będzie działał. I w normalnym świecie tak powinno być. Przecież istnieją takie czynniki jak postęp technologiczny, które powinny sprawiać, że rzeczy są trwalsze i wydajniejsze. Tak się jednak nie dzieje. Producentom sprzętu przestało wystarczać, że biorą od nas pieniądze za produkt. Oni chcą, abyśmy im za ten sam produkt płacili częściej i coraz więcej pieniędzy. Jak tego dokonać? Bardzo prosto - wystarczy wyprodukować sprzęt, który tuż po okresie gwarancji musi się zepsuć. To nie jest kwestia tego, czy o niego dbamy czy nie. Nowe urządzenia niestety są tak zaprojektowane, aby pewnego pięknego dnia odmówiły współpracy. Ale to pół biedy. Gorzej, że są produkowane w taki sposób, abyśmy nie byli w stanie ich sobie naprawić! Nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale nowe telefony komórkowe, takie jak HTC One czy Sony Xperia Z są tak zaprojektowane, że ich rozebranie jest niemożliwe bez zniszczenia produktu. Mało tego, firma Sony ma taką politykę, że nie naprawia sprzętu tylko wymienia na nowy. Jeszcze kilka lat temu jak padło coś na płycie, to serwisant brał do ręki stację lutowniczą Hot Air, wymieniał wadliwy element i po kłopocie. Teraz tak się nie da, bo Sony nie udostępniło nawet schematów swoich urządzeń! Serwisant musi wymienić albo płytę główną, albo urządzenie na nowe. A jak skończyła Ci się gwarancja? Masz problem. Musisz kupić nowy produkt. Niestety tak to działa. I nie ma znaczenia czy jest to nierozbieralny telefon, pralka w której wymiana bębna czy naprawa silnika kosztuje więcej niż nowy produkt, piecyk gazowy którego elektronika jest zalana nierozbieralnym plastikiem czy dysk twardy. Nawet w nowszych samochodach nie da się samemu wymienić podstawowych kontrolek, tylko trzeba jechać do autoryzowanego serwisu. Czy tak powinno być? Z pewnością nie. Jak się przed tym bronić? Zapraszam do obejrzenia dającego do myślenia dokumentu "Spisek żarówkowy - nieznana historia zaplanowanej nieprzydatności": http://w270.wrzuta.pl/film/6NPBsQtOGhc/spisek_zarowkowy_-_nieznana_historia_zaplanowanej_nieprzydatnosci Niestety współczesna elektronika jest tak skonstruowana, aby po określonym czasie się popsuła. Na niektóre przedmioty niestety nie ma mocnych. Dysku twardego nie da się naprawić, trzeba kupić nowy. Jedyna pociecha w tym, że stare dyski będą sobie leżeć jako kopia zapasowa i ryzyko bezpowrotnej utraty wszystkich danych zmaleje Marna to pociecha, gdy forsę znów trzeba wydać. Czy żyjemy tylko po to, by harować na nowszy sprzęt? Obym w rok-dwa po zakupie nowego WD Caviara nie musiał zadawać sobie znów takich pytań...

Jurij

Jurij

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.