A więc to tak wyglądają blogi. Internetowe dzienniki pisane przez jednych ludzi, po to aby inni mieli co czytać. Zawsze ciekawiło mnie której ze stron bardziej się nudzi - czy tym co piszą, czy tym co czytają napisane w sieci wypociny, jakby nie mieli nic lepszego do roboty. Jedni piszą dla jaj - jak słynna swego czasu emo-martynka, która okazała się zmyśloną przez dwie nastolatki postacią. Inni, jak Katarzyna Tusk, pisze aby pochwalić się na co wydała ciężko zrabowane narodowi polskiemu przez swojego tatusia pieniądze. Co ciekawe - ów blog bije rekordy popularności wśród tychże właśnie obrabowanych obywateli, którzy zapewne również pojechaliby sobie na narty w Alpy, tylko tak się składa że nie mają za co. I zawdzięczają ten stan poniekąd tej samej osobie, której wdzięczna jest autorka bloga. Ot, ironia losu. Ba, nawet zapomniany przez niektórych słynny PRL-owski szyderca - Jerzy Urban - także założył swojego bloga. A mnie na cóż on? Tego nie wie samo KGB. Włączyli, to założyłem. A co sobie będę żałował. Globalne ocieplenie za oknem radośnie obwieszcza zbliżające się święta ( chyba Bożego Narodzenia? ) więc nie pozostaje nic innego jak napić się gorącej kawy i poszaleć po Liberty City.
Jeśli ktoś zna skuteczny i sprawdzony sposób na poskromienie lenia, będę wdzięczny za podzielenie się nim w komentarzach lub na PW.
A że robota się sama nie wykona, pora brać się za nią. Howgh